Reklama

Na stałe osiadł w USA. Ale rodzinny Lubaczów regularnie odwiedza

26/12/2016 20:00

Marek Skulimowski jest pierwszym, po jej założycielu, prezesem Fundacji Kościuszkowskiej, który urodził się w Polsce. I podobnie jak Stefan Mierzwa pochodzi z Podkarpacia. 46-latek rodem z Lubaczowa przez 10 lat był dyplomatą, potem kierował amerykańskim oddziałem firmy Inglot. Teraz będzie szefował najważniejszej instytucji polonijnej w Stanach Zjednoczonych.


fot.Wojciech Kubik
Marek Skulimowski z żoną Agnieszką.

Był koniec komunizmu. Lubaczowianin Marek Skulimowski kończył właśnie technikum elektroniczne w Przemyślu. – Mimo że to był początek transformacji, nie widziałem perspektyw. Część mojej rodziny mieszkała w Kanadzie i postanowiłem pojechać za nimi. Po dwóch latach doszedłem do wniosku, że Polska na tyle się zmieniła, że warto tu wrócić, a nie być biednym imigrantem z postkomunistycznego kraju – wspomina.

 

Wyjazd w cieniu zamachów z 11 września

Ponieważ dobrze znał angielski, a takich osób było wówczas niewiele, postanowił to wykorzystać. Ukończył Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych w Przemyślu i zaczął uczyć angielskiego w Zespole Szkół Zawodowych w Lubaczowie i kolegium języków obcych w Jarosławiu. Podjął też studia w Ośrodku Studiów Amerykańskich na Uniwersytecie Warszawskim. – To była furtka do dyplomacji. Kończąc studia, otrzymałem propozycję[paywall] pracy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Mając jednak żonę i syna w Lubaczowie, nie widziałem perspektywy utrzymania się, pracując za 900 złotych w Warszawie. Odmówiłem – wspomina.

Reklama
Pół roku później otrzymał kolejną propozycję. Tym razem chodziło o wyjazd na placówkę dyplomatyczną do Stanów Zjednoczonych. Był lipiec 2001 r. – Pomyślnie przeszedłem wszystkie rozmowy kwalifikacyjne i potem czekały mnie egzaminy. Zbiegły się one z zamachami 11 września. To był moment refleksji, czy powinienem tam jechać – przyznaje. Zamachy jedynie opóźniły wyjazd o kilka tygodni. Ostatecznie w listopadzie 2001 r. wyjechał do Nowego Jorku. Razem z nim pojechała żona oraz trzech synów, z których najmłodsze bliźniaki miały dopiero 8 miesięcy.

W domu obowiązuje język polski

Przyszedł też czas na ustabilizowanie swojego życia i swojego miejsca na ziemi. To właśnie ze Stanami Skulimowscy wiążą swoją przyszłość. – Nasze dzieci tutaj bardziej się zasymilowały, pewnie tutaj założą rodziny. To zawsze są rozterki imigrantów. Z każdym rokiem coraz mocniej zapuszcza się korzenie w miejscu, gdzie się mieszka – mówi. O Polsce Skulimowscy jednak nie zapominają. Swój ojczysty kraj odwiedzają przynajmniej raz w roku. W Lubaczowie ciągle mają rodzinę i znajomych.

Językiem obowiązującym w ich domu jest polski. – Dla naszych dzieci jest to tak naturalne, że robią to mimowolnie. Z kolegami, czy nawet między sobą rozmawiają po angielsku, ale w rozmowie z nami automatycznie przechodzą na polski. Wiem jednak, że niektóre rodziny mają z tym problemy – mówi pan Marek.

Reklama
Boże Narodzenie oczywiście spędzili „po polsku”. – Jedziemy do polskich sklepów, przygotowujemy polskie potrawy, śpiewamy polskie kolędy. Nie da się śpiewać Jingle Bells przy stole. W Stanach nie ma czegoś takiego jak Wigilia, a dla nas jest to jeden z najpiękniejszych dni w roku. Niestety 26 grudnia jest tutaj dniem pracującym, przez co świętowanie jest skrócone – opowiada Marek Skulimowski.

Fundacja Kościuszkowska została założona w 1925 roku, w przeddzień 150. rocznicy udziału Tadeusza Kościuszki w amerykańskiej rewolucji. Jej celem jest promowanie wymian edukacyjnych i kulturalnych między Polską i Stanami Zjednoczonymi oraz większe poznanie amerykańskiej i polskiej kultury i historii.

Twórcą fundacji był Stefan Mierzwa – urodzony w rodzinie chłopskiej 12 listopada 1892 roku w Rakszawie.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości