KRYMINAŁEK
Ostatnio jakby zastój w kryminalnych tematach nadających się do tej rubryki, więc jak zwykle w takich sytuacjach ratuję się wspomnieniami. Udało mi się namówić byłego policjanta, a obecnie ochroniarza w szacownej instytucji, na opowieści o tym, jak to kiedyś było. – Do policji poszedłem zaraz po tym, jak komuna upadła. Ci, którzy dzisiaj przychodzą do służby, nawet pojęcia nie mają, jaka to była ciężka i niebezpieczna praca. Na przykład gdyby przyszło im wsiąść do zdezelowanego poloneza i pojechać na zdarzenie gdzieś na wichurę, to by się zesrali, za przeproszeniem.
Wtedy w policji wszystko się organizowało na nowo i bałagan był niezły. Jak już awansowałem na sierżanta, to w ciągu jednego roku trzy razy przerzucano mnie z dzielnicy na dzielnicę. Przedtem byłem krawężnikiem, czyli starszym posterunkowym. Z tego okresu to najbardziej pamiętam patrole na bazar, na koronie nieistniejącego stadionu przy Sportowej. Trzeba było uważać na wszystko. Obserwować ludzi, patrzyć na towar i jeszcze pilnować, żeby ktoś z tyłu na mundur nie napluł. Ja byłem dobry w obserwacji i miałem wyczucie. Potrafiłem w tłumie wypatrzeć doliniarza, czyli kieszonkowca ze stu metrów. Miałem nosa i nigdy się nie myliłem. Paru gości udało się dorwać na gorącym uczynku z fantami w kieszeni, a kiedy nie udało mi się takiego złapać za rękę, to chodziłem za nim pięć metrów, krok w krok, i facet po trzech rundach dookoła bazaru kończył dniówkę i się zmywał.
Po dwóch miesiącach znałem wszystkich złodziei i oni też mnie znali i wiedzieli, że jak mam służbę, to nie zarobią. Gorzej było z Cyg... , przepraszam z Romkami, które tabunami przyjeżdżały z Rumunii. Bardzo szybko nauczyłem się, że jak trzy kobiety głośno wrzeszczą, to czwarta, korzystając z zamieszania, kradnie i polowałem na tę czwartą. Pewnego razu wypatrzyłem taką grupę, bo one zawsze działały w grupie, często z dziećmi. Kiedy zaczęły się kłócić między sobą i wrzeszczeć, zobaczyłem, że inna sięga kobiecie do torebki. Podskoczyłem do niej i krzyknąłem: „Stać, policja”, ale ona nura w tłum. Ja za nią. Wtedy ona się zatrzymała, odwróciła tyłem, wypięła i zadarła spódnicę. Co miałem wtedy zrobić? Najchętniej sięgnąłbym po służbową pałkę, ale wiedziałem, że nie wolno. Odpuściłem, a pół bazaru ryknęło śmiechem. Ze mnie się śmiali. Wtedy zrobiło mi się tak głupio, że skończyłem patrol, a zaraz po skończonej służbie musiałem z nerwów rąbnąć setkę. Były też poważne sprawy, ale nie o wszystkim mogę mówić – kończy były policjant.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze