Interweniował już wójt gminy Żurawica, Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt „Nadzieja” z Przemyśla, policjanci z komisariatu w Żurawicy i nic. Psy jak szczekały, tak nadal szczekają, bo tak już mają w zwyczaju.
– Wprowadziliśmy się tutaj w marcu – opowiada Piotr Niemiec i oprowadza po niedawno ukończonym piętrowym domu, stojącym na działce nr 443 w Bolestraszycach. – Nasza posesja sąsiaduje z gospodarstwem pani Romany Dziechciarz, która trzyma dziewięć psów. Problem w tym, że te psy przez cały czas głośno szczekają. Do tej pory nikomu to nie przeszkadzało, ponieważ dom stojący po drugiej stronie gospodarstwa pani Dziechciarz jest niezamieszkany. Natomiast u nas to szczekanie słychać. – Mamy już tego dosyć – dodaje żona P. Niemca. – Okna naszej sypialni wychodzą akurat na tamtą stronę i przez to ciągłe ujadanie nie mogliśmy spać. Mamy małe dziecko, które też potrzebuje spokoju. Żeby nie słyszeć szczekania, przeniosłam się do drugiego pokoju, ale to też nic nie dało, bo w dalszym ciągu je słychać. Przez to chodzimy niewyspani. Interweniowaliśmy już tu i tam, ale to nie przynosi oczekiwanego skutku, a przecież mamy prawo do spokojnego życia i wypoczynku we własnym domu.
Ostatniego dnia marca członkinie Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt „Nadzieja” z Przemyśla podczas wizji lokalnej stwierdziły w gospodarstwie Romany Dziechciarz obecność ośmiu psów na zewnątrz i jednego w domu. Psy przebywały na uwięzi przy budach. Nie stwierdzono rażących zaniedbań, wygłodzenia czy maltretowania. Psy miały dostęp do wody, budy były wyłożone kocami lub słomą, odizolowane od podłoża, więc uznano, że brakuje podstaw do wszczynania dalszych działań w celu odebrania psów. Na miejscu byli też policjanci, ale kiedy przyjechali, psy akurat nie szczekały, więc również nie było podstaw do interwencji. Wójt gminy Żurawica w piśmie do Piotra Niemca wyjaśnia, że rada gminy uprawniona jest jedynie do określenia obowiązków osób utrzymujących zwierzęta domowe, mających na celu ochronę przed zagrożeniem dla ludzi oraz przed zanieczyszczeniem terenów przeznaczonych do użytku publicznego.
W tym przypadku można się powoływać na artykuł 144. kodeksu cywilnego. „Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych. Jednak sąd nie ma możliwości nakazania pozbycia się psa czy uśpienia czworonoga, jedynie może nakazać właścicielowi stosowne kroki, które wyeliminują nadmierny hałas, na przykład przeniesienie budy psa w inne miejsce posesji lub nakazanie wyciszenia mieszkania”. Również problematyczny jest artykuł 51. kodeksu wykroczeń, paragraf 1. „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Problem przygarniania zwierząt czy dokarmiana ich jest powszechny, i gdy jest to czynione w rozsądnej mierze, nie stwarza uciążliwości innym. Niestety, gdy jednak przekracza pewne granice rozsądku, staje się patologią, z którą trudno walczyć. Trudno kogoś przekonać, że takie zachowanie jest naganne i należy z nim skończyć. Przecież to wypływa z miłości do zwierząt, tłumaczą ci ludzie, więc czemu ma ich ktoś za to karać? Urzędy, policja, sądy jakoś sobie z tym nie radzą, a może jest to problem, który winna rozwiązać medycyna? Może ten patologiczny instynkt "macierzyński" można jakoś leczyć. O dziwo, niestety w tym górują kobiety .... aż przykro patrzeć i słuchać.
dobrze, że w naszym klimacie zwierzętami domowymi są psy a nie świnie... wyobrażacie sobie jakby 9 świń na podwórku ciągle chrząkało ? "Ta swinia była chora, to ją zawiozłam do weterynarza... Tę maciorę wnuk znalazł w lesie koło Birczy. Ktoś ją przywiązał do drzewa... U mnie żadnej świni krzywda się nie dzieje. Dbam, żeby miały co jeść."Uff... dobrze, że to świnie jemy, a inne kochamy.
Jak się człowiek decyduje na mieszkanie na wsi to chyba zdaje sobie sprawę z tego że psy, kury, krowy i inne zwierzęta to codzienność. A jak się zacznie sezon żniw i inne prace polowe to znowu będzie płacz że non stop jeżdżą im koło domu traktory i kombajny? Bo tak się składa że prowadzi tamtedy droga do pól. Trochę wstyd że tak tą starszą kobiecinę nękają. Jakoś inni sąsiedzi na policję i do "gazety" nie biegają.
Ci panstwo maja jednego psa ktory jest bardzo spokojny i nie ujada jak psy sasiadki. Prosze sobie wyobrazic jak 9 psow ujada w jednym czasie i to w nocy gdy jest zupelna cisza. W artykule jest mowa o nieprzespanych nocach nikt nie mowi ze komus przeszkadza halas w ciagu dnia wiec po co ten komentarz o zyciu na wsi traktorach i kombajnach wkoncu zniwa odbywaja sie w dzien a nie w nocy!
Są takie ekrany dźwiękoszczelne , niech sobie kupią, założą za te ładne tuje i będą mieć ciszę !
I to chyba najlepsze rozwiązanie :-) brawo
znam całą sprawę dodam ze temu panu przeszkadzał również kogut piejący z rana z tego powodu pani niemiec dzwoniła do sąsiada aby ten za szybko kur nie wypuszczał bo ona śpi, powiem krótko pojebani ludzie..
Wystarczy się przejść po jakiejkolwiek wiosce i powszechne jest to że niemalże w każdym gospodarstwie jest pies a nawet zdarza się że kilka. Te psy również szczekają po nocach i efekt jest podobny co do opisanego w tym artykule- naraz potrafi ich tak 10 szczekać na jednej ulicy. Zwłaszcza latem. I co w związku z tym, na każdego właściciela należałoby nasyłać policję? Do życia na wsi trzeba przywyknąć albo zamieszkać na jakimś odludziu pod lasem. I nie piszę tego ze złośliwości do Państwa Niemców, bo nie mam zamiaru nikogo obrażać czy wyszydzać. Chodzi o to, że niektórym to dosłownie wszystko może przeszkadzać iw sąsiedztwie i nie zaznają spokoju i z byle czego awantura gotowa. Nie wiem, może ci wychowani na wsi są odporniejsi niż miastowi?
co może mądrego napisać prosty wiejski bat!!!
Pani ma 9 piesków w tym jeden juz w ciąży.ciekaw jestem jaki będzie los tych szczeniąt!łańcuch czy san?!!!!!pani oczywiście nie kryje sie z tym ze topi je w sanie!!! Tak powiedziała pani ze stowarzyszenia "nadzieja" i w gminie!!! Tak wiec wspierajmy patologie!!!
Drodzy państwo wieśniacy czy to wioska czy to miasto cisza nocna obowiązuje od 22 do 6 rano i jest to święte prawo każdego z nas
Po przeczytaniu całego artykułu w gazecie, tak się zastanawiam jaki wogóle jest jego cel? Zrobienie pośmiewiska z tej kobiety, z samych siebie, wzbudzenie współczucia czy pogardy? Trudny temat i można komentować w nieskończoność a konflikt sąsiedzki i tak nie rozwiązany. Skoro policja i inni nie mają się do czego przyczepić bo podczas kontroli w ciagu dnia psy nie szczekają i nie zauważono jakichś niepokojących nieprawidłowości to niech ktoś sprawdzi jak to faktycznie wyglada w nocy. Podobno psy szczekają jak przejeżdza np. traktor, ale w nocy traktory przecież nie jezdzą. Może ktoś celowo te psy drażni?
wybić kundle a wraz z nimi polaczków, plugawy naród, tfu! pluję na orła białego i szmatę biało-czerwoną!
ci Państwo czepiają się tez innych psów ,wszystko im przeszkadza ,wystarczy mieć jednego psa i już w środek nocy żuca sąsiadom do okoła petardy pod okna, a środki pirotechniczne są głośniejsze od szczekania psów. przykład: jest noc ,cisza ,zaden pies nie szczeka a on żuca pedarde o 2 w nocy i prowokuje wszystkie psy do okoła.
Sprzedają chałupę. Długo nie pomieszkali.
http://www.nowiny24.pl/wiadomosci/przemysl/g/25-final-wosp-w-medyce-tez-zbieraja,11692024,22282490/o proszę sąsiad za miedzy , ten co papierosy i alkohol sprzedaje dzieciom , stachu nie wstyd ci ????
nikt im tyle nie da,ludzie sie modla,zeby sie wyprowadzili.
Konfliktowi ludzie. Mnie jak przeszkadzały auta jeżdzące nocą po ul. Jagielońskiej w Przemyślu to nie chodziłem na skargę do Prezydenta Chomy tylko wyprowadziłem się na wieś . Jak Niemcowie wprowadzali się do Bolestraszyc to sugerowali się chyba tylko tym ,że działka jest tania . Psy już tam były i bedą . I kto tutaj ma się dostosować do panujacych już warunków.
Problem przygarniania zwierząt czy dokarmiana ich jest powszechny, i gdy jest to czynione w rozsądnej mierze, nie stwarza uciążliwości innym. Niestety, gdy jednak przekracza pewne granice rozsądku, staje się patologią, z którą trudno walczyć. Trudno kogoś przekonać, że takie zachowanie jest naganne i należy z nim skończyć. Przecież to wypływa z miłości do zwierząt, tłumaczą ci ludzie, więc czemu ma ich ktoś za to karać? Urzędy, policja, sądy jakoś sobie z tym nie radzą, a może jest to problem, który winna rozwiązać medycyna? Może ten patologiczny instynkt "macierzyński" można jakoś leczyć. O dziwo, niestety w tym górują kobiety .... aż przykro patrzeć i słuchać.
dobrze, że w naszym klimacie zwierzętami domowymi są psy a nie świnie... wyobrażacie sobie jakby 9 świń na podwórku ciągle chrząkało ? "Ta swinia była chora, to ją zawiozłam do weterynarza... Tę maciorę wnuk znalazł w lesie koło Birczy. Ktoś ją przywiązał do drzewa... U mnie żadnej świni krzywda się nie dzieje. Dbam, żeby miały co jeść."Uff... dobrze, że to świnie jemy, a inne kochamy.
Szkoda, że ci Państwo sami mają psa...