„Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz” – śpiewał Grzegorz Markowski i przygrywał mu do tego zespół Perfect. Polska drużyna narodowa wróciła do kraju, po występach w Rosji. Co ma jedno z drugim wspólnego? Ano niewiele. Ani nasi nie wypadli śpiewająco, ani nie grali jak należy. Jedyne co łączy oba tematy, to fakt, że bitwa przed mistrzostwami była wielka i że kurz już po niej opadł. Emocje powoli też.
Nadęcie potęgi naszych przed wielką bitwą było ogromne. Knuto plany związane z dojściem do finału, a zapewnienia niektórych odnośnie sukcesu były stanowcze. Szczególny nacisk położono tu na reklamy. Gdyby mierzyć tą miarą, to nasi z pewnością zdobyliby złoty albo srebrny medal. Albo dwa naraz. Telewizory, telefony oraz parówki, z uśmiechniętą na pierwszym planie twarzą trenera, dawały poczucie potęgi naszej drużyny. Szczególnie jeśli spoglądano na to wszystko z pokładu helikoptera. Z pozycji zbliżających się mistrzostw ludzie piłki reklamowali, co tylko się dało. Dezodoranty i okna, szampony i oleje silnikowe, blachy dachowe, a nawet wódkę. Wyróżniał się prezes Boniek, reklamując piwo, na tle barw narodowych. Można było poczuć się nieswojo, pijąc np. piwo czeskie, a sytuację komplikował jeszcze bramkarz Dudek, reklamując piwo niemieckie. Piłka niosła te wszystkie produkty w przestworza, a wraz z nimi frunęły nasze oczekiwania. Niestety, stało się to, co się stało. Mleko się rozlało. I nie byłoby już o czym gadać, gdyby nie ciąg dalszy piłki w telewizorach. Oglądamy dalej to wszystko. Widowisko niezłe. Napięcie często do ostatniej chwili. Prawdziwa piłka. Pociesza fakt, że nasi grają nadal. W reklamach. Dzięki temu pozostają, jak w tej pieśni Perfectu. Niepokonani.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Schlafmutzen tak krótko opisano naszą reprezentację w Austrii.Nic dodać ale też nic ująć.
Schlafmutzen tak krótko opisano naszą reprezentację w Austrii.Nic dodać ale też nic ująć.