W ciągu niecałych trzech lat na liczącej ponad 2 kilometry wschodniej obwodnicy miasta Przemyśla zginęły cztery osoby. To widocznie za mało, aby ktoś wreszcie przejrzał na oczy i zareagował. Sytuacja nie jest bez wyjścia. Rozwiązań jest kilka. Mogą je zrealizować zarówno władze miasta, jak i instytucje centralne. Co zrobiły do tej pory? Nic.
30 czerwca br. Około g. 16.30. Na skrzyżowaniu ul. Zadwórzańskiej z aleją Wolności volkswagen polo zderzył się z volvo S90. Tym pierwszym pojazdem podróżowało dwóch młodych mężczyzn, drugim – trzech mężczyzn i dwie kobiety. Ze wstępnych ustaleń policji wynikało, że kierujący volkswagenem, 19-latek, skręcając w ul. Zadwórzańską, nie ustąpił pierwszeństwa kierującemu volvo 34-latkowi. Pogotowie ratunkowe zabrało do szpitala w Przemyślu dwóch młodych mężczyzn z volkswagena polo. Ich stan był bardzo poważny. Na szczegółowe badania do szpitali w Jarosławiu i Przeworsku przetransportowano natomiast dwie kobiety i mężczyznę z volvo. Kierowcy byli trzeźwi.
31 października br. Około g. 22.50. Na skrzyżowaniu ul. Bystrzyckich z aleją Wolności doszło do zderzenia forda z busem marki Ranault. Tym pierwszym kierował 55-latek, tym drugim 31-latek. Ze wstępnych ustaleń policji wynikało, że kierujący fordem, prawdopodobnie wyjeżdżając w lewo z ulicy Bystrzyckich – w stronę mostu Brama Przemyska, nie ustąpił pierwszeństwa kierującemu busem marki Renault, który jechał w kierunku ul. Lwowskiej. Mimo reanimacji nie udało się uratować życia kierującego fordem. Okazało się potem, że był nim doktor Wojciech Blecharczyk, od ponad 20 lat m.in. lekarz Specjalistycznego Zespołu Ratownictwa Medycznego w Przemyślu. 31-latek był trzeźwy. W chwili wypadku sygnalizacja świetlna była wyłączona.
Jeśli komuś mało, może wpisać sobie w internetową wyszukiwarkę hasło „wypadek obwodnica przemyśl”. Natychmiast „wyskakują” linki do mniej klub bardziej skrajnych zdarzeń, jakie miały tam miejsce. Przytoczone dwa są ostatnimi, bardzo drastycznymi, tragicznymi przykładami tego, co od dłuższego czasu się dzieje na fatalnie zorganizowanej pod względem organizacji ruchu drogowego wschodniej obwodnicy Przemyśla. Tej, która pozwala na ominięcie miasta, jadąc od strony Medyki w kierunku Rzeszowa[paywall].
Statystyki nie są może nadto przerażające, bo w Polsce jest znacznie więcej miejsc niosących większe śmiertelne żniwo, ale wystarczająco dobitne, aby stwierdzić, że dalsza bierność odpowiedzialnych instytucji z całą pewnością przyniesie kolejne ludzkie tragedie.
Poprosiliśmy oficera prasowego komendanta miejskiego policji w Przemyślu asp. Joannę Golisz o przygotowanie odpowiedzi na trzy pytania. Po pierwsze: ile w ciągu ostatnich trzech lat przemyska policja odnotowała śmiertelnych wypadków (ile osób zginęło) na tym drogowym ciągu (od świateł przy wiadukcie Deca do ronda Kresowian)? Po drugie: do ilu wypadków i kolizji doszło w tamtym miejscu we wspomnianym okresie? Po trzecie wreszcie: jakie były główne ich przyczyny?
Okazało się, że w okresie od 1 stycznia 2020 r. do 8 listopada br. (na podstawie systemów informatycznych): 4 osoby zginęły, a 12 zostało rannych. Odnotowano 9 wypadków i 148 kolizji. Główne przyczyny wypadków to: nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu (46 przypadków), nieprawidłowa zmiana pasa ruchu (33), niedostosowanie prędkości do obowiązujących ograniczeń (13), wreszcie zderzenia z obiektami i zwierzętami (11).
Te dane powinny włączyć czerwoną lampkę wszystkim tym, którzy są odpowiedzialni za organizację ruchu na tym odcinku oraz – co bezpośrednio się z tym wiąże – zapewnienie bezpieczeństwa podróżującym nim. Powinny, ale nie włączyły...
Apele – zwłaszcza publikowane drogą internetową – o zachowanie ostrożności, rozsądku i rozwagi, o zdjęcie nogi z gazu, są delikatnie mówiąc infantylne. Do jednych docierają, do innych nie. Nie każdy kierowca jest kryształowy, nie każdy wykazuje się rozwagą. Mając taką wiedzę, należy zrobić wszystko, aby dążyć do zminimalizowania (nie wyeliminowania, bo to praktycznie niemożliwe) czających się na tym odcinku „pułapek”. Jest co najmniej kilka rozwiązań, które mogłyby do tego doprowadzić.
Zapytaliśmy kilka osób, jakie rozwiązania – ich zdaniem – można byłoby na tym odcinku wprowadzić, aby zminimalizować (ograniczyć) niebezpieczeństwo.
– Kiedy wyjeżdżasz spod świateł przy wiadukcie prowadzącym do szpitala i widzisz długą prostą, aż ci się chce nacisnąć pedał gazu. Ograniczenie do 70 kilometrów na godzinę? Dla wielu te tabliczki nie mają żadnego znaczenia. Wielu nawet nie zwraca na nie uwagi. Kilka razy sam nadziałem się na niebezpieczną sytuację na skrzyżowaniu z Zadwórzańską. To, w takich warunkach, cholernie nieprzyjemne skrzyżowanie. Sam możesz jechać wzorowo, ale możesz trafić na idiotę i nici z twojej rozwagi. Co można tam zrobić? Moim zdaniem albo ustawić fotoradar tuż przed skrzyżowaniem, albo zorganizować odcinkowy pomiar prędkości
Reklama
– powiedział nam jeden z przemyskich taksówkarzy, który codziennie kilka razy przejeżdża wschodnią obwodnicą.
– Jesteśmy tam codziennie, przy każdym niebezpiecznym zdarzeniu, wypadku. Wystąpiliśmy niedawno z wnioskiem do prezydenta miasta o dodatkowe oznakowanie na skrzyżowaniu ulic Zadwórzańskiej i alei Wolności. Staną tam dodatkowe znaki ostrzegawcze o wypadkach. Moim zdaniem problem by znikł, gdyby udało się rozbudować skrzyżowania, choćby poprzez budowę ronda. To zawsze wymusza na kierowcy zwolnienie i ustąpienie pierwszeństwa. Mogłaby pomóc dodatkowa sygnalizacja świetlna, oczywiście pod warunkiem, że działałaby całą dobę, a nie tak, jak podczas tragicznego wypadku tuż przed Wszystkimi Świętymi –
Reklama
powiedział naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu asp. sztab. Jakub Bosak.
– Na tym odcinku zasadniczym problemem jest niedozwolona prędkość. W ubiegłym roku prezydent miasta występował o ustawienie na tym najniebezpieczniejszym odcinku fotoradaru. Bezskutecznie. Ten odcinek prowokuje do szybszej jazdy, ale to nie jest żadne wytłumaczenie. Jako Zarząd Dróg Miejskich występowaliśmy także do miasta o wybudowanie jeszcze jednej sygnalizacji świetlnej. Właśnie na skrzyżowaniu z ulicą Zadwórzańską. Trzeba byłoby je zaprojektować, zamontować i skoordynować z pozostałymi. Na razie bez efektów, bo po prostu trzeba na to mieć pieniądze
Reklama
– stwierdził dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Przemyślu Jacek Cielecki.
Do każdego wypadku drogowego, jaki wydarzy się na wschodniej obwodnicy, desygnowani są ratownicy z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu.
– Życie pokazuje, że są przepisy, a ludzie i tak popełniają błędy. I popełniać będą. Nie ma się co łudzić. Na tym odcinku do wypadków dochodzi na konfliktowych skrzyżowaniach. A jeśli takowe są, trzeba wreszcie podjąć konkretne kroki! Liczba wypadków, systematyczność i dynamika każą mniemać, że nic nie robiąc, będziemy przeżywać kolejne tragedie. Takie apele o zachowanie ostrożności, jakie kieruje pan prezydent Bakun, nic nie dają. To droga donikąd. Moim zdaniem jedynym rozwiązaniem jest sygnalizacja świetlna pracująca całą dobę. Może wreszcie udałoby się znaleźć na to pieniądze w budżecie, bo do tej pory władze mówią, że nie ma to funduszy
Reklama
– stwierdził rzecznik prasowy WSPR w Przemyślu Marek Janowski.
Jego słowa potwierdził dyrektor WSPR w Przemyślu Rafał Kijanka.
– Wiele razy rozmawiałem na ten temat z panem prezydentem i przewodniczącym rady miejskiej. Jakiś czas temu nasi chłopcy mieli tam poważny wypadek, niedawno nasz lekarz tam zginął... Tam żaden fotoradar nie pomoże. To moje zdanie. Jedynym lekarstwem jest znalezienie pieniędzy na sygnalizację świetlną! Jeździmy obwodnicami Jarosławia czy Przeworska non stop. Tam niczego takiego nie ma. Coś więc na tej przemyskiej jest chyba nie tak
Reklama
– stwierdził.
– Jednym ze sposobów poprawy bezpieczeństwa na tym odcinku wschodniej obwodnicy może być, według nas, zainstalowanie fotoradaru. To właśnie nadmierna prędkość jadących tędy samochodów jest jedną z głównych przyczyn wypadków. Niestety, nasz wniosek skierowany do Inspekcji Transportu Drogowego w tej sprawie w tym roku nie może być zrealizowany. Oczywiście ponowimy go w przyszłym
– powiedział Witold Wołczyk z Wydziału Promocji i Kultury UM w Przemyślu.
Prezydent miasta Wojciech Bakun wniosek o objęcie nadzorem fotoradaru skrzyżowania aleja Wolności – ul. Zadwórzańska złożył w sierpniu br. Został jednak rozpatrzony negatywnie. Dlaczego?
– to treść odpowiedzi, jaką otrzymaliśmy z Biura Informacji i Promocji Wydziału Komunikacji Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.
Jak wspomnieliśmy, rozwiązań tej sytuacji jest kilka. Fotoradar? I owszem, tyle że nie wiadomo, kiedy i nie wiadomo, czy w ogóle ktoś z „centrali” pozytywnie rozpatrzy wniosek władz miasta. Może więc wreszcie przyszedł czas, aby wygospodarować w miejskim budżecie taką kwotę, która zagwarantowałaby ustawienie na wspomnianym absolutnie najniebezpieczniejszym na wschodniej obwodnicy skrzyżowaniu sygnalizacji świetlnej. Jeśli władze i przemyscy radni tego nie zrobią, nikt za nich tego nie uczyni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze