To dość przewrotne życzenie sugeruje trudność i odpowiedzialność nauczania. W przededniu Święta Edukacji Narodowej, czyli po prostu Dnia Nauczyciela, to stare porzekadło nabiera szczególnego wyrazu. Od kiedy sięgam pamięcią, toczy się spór o adekwatność systemu nauczania do realiów szkolnych. Przy czym stron sporu jest kilka.
Najpierw są ci, którzy układają programy nauczania. Zazwyczaj są to osoby dobrze przygotowane do budowania teoretycznych modeli. Budują je, aż miło. Piszą programy, coś w nich dodają, coś odejmują, mając na uwadze wysoki poziom serwowanej wiedzy. Niestety, jak to w życiu bywa, teorię szybko weryfikuje rzeczywistość szkolna. I nagle okazuje się, że w szkole nie ma podstawowych rzeczy, takich jak aktualizacja oprogramowania, czy tablic interaktywnych w każdej klasie.
Już nie o komputery gra idzie, bo tych pewnie nie brakuje (chociaż pandemia i lockdown dostarczyły nowych danych na ten temat), lecz o konieczność nadążania szkoły za pędzącymi zmianami cywilizacyjnymi. Szerokopasmowy internet, oprogramowanie, nowe środki przekazu, multimedia, nowoczesne wyposażenie pracowni wymagają nieustannych nakładów.
A nieustanne nakłady są po prostu niemożliwe. Swoje problemy, szczególnie zdrowotno-wychowawcze, dorzuciła pandemia koronawirusa.
Dlatego na polu edukacyjnej batalii pozostaje wysłużona tablica, kreda i najważniejsza z możliwych relacja nauczyciel – uczeń. Nauczyciele, chcąc nie chcąc, teorię przysposabiają do realiów. Od dziesięcioleci mają to opykane.
Najczęściej powtarzającym się zarzutem pod adresem szkoły, formułowanym przez rodziców i uczniów, jest fakt przeładowanych programów nauczania. Co za tym idzie – niemożność sensownego opanowania materiału. Trzeba uczciwie przyznać: jest w tym dużo racji. Gdyby każdy przedmiot uczeń chciał sam solidnie opanować, nie miałby czasu na nic poza nauką. Najczęściej nadmiar programowy kończy się ogólnorodzinnym odrabianiem lekcji albo korepetycjami.
Na wywiadówkach uwagi te są adresowane najczęściej do dyrektorów placówek lub wychowawców klas, a przecież ich adresatem powinni być twórcy teoretycznych modeli. Tym sposobem koło się zamyka.
Wszyscy: akademicy, nauczyciele, rodzice, uczniowie tworzą, czy tego chcą, czy nie, jedną społeczność. I Dzień Nauczyciela tak naprawdę jest ich wspólnym świętem. Bez względu na to, jak się nawzajem oceniają uczestnicy procesu wychowawczego (brr… co za sformułowanie), wszystkim na sercu leży dobro młodego człowieka. Dlatego wiwat akademicy, nauczyciele, rodzice i uczniowie!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze