Porody w karetce nie zdarzają się wcale tak rzadko, jak można by przypuszczać. I właśnie taka sytuacja zaskoczyła niedawno załogę zespołu wyjazdowego lubaczowskiego pogotowia, wezwanego do mieszkanki Werchraty, u której rozpoczęła się akcja porodowa. Na szczęście poród przebiegł bez komplikacji, tyle że odbył się w... karetce pod szpitalem. Małą, zdrową dziewczynkę na świecie przywitał ratownik Łukasz Bronhard.
– Takie sytuacje się zdarzają, bo bardzo często rodzące czekają do ostatniej chwili. Bywa, że karetka przyjeżdża dosłownie w ostatnim momencie. Jeśli odległość od miejsca zamieszkania do szpitala nie jest duża, to udaje się dowieźć przyszłą mamę do placówki na czas i tam odbywa się finał porodu, ale bywa i tak, jak choćby w Lubaczowie, gdzie z podobną sytuacją ratownicy mieli do czynienia już kolejny raz w ciągu ostatnich 3 miesięcy, że do szpitala nie udaje się dotrzeć i finał akcji porodowej ma miejsce w[paywall] karetce, jak to było 24 lutego – mówi Marek Janowski, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu.
Właśnie w tym dniu na świat pośpieszyła się mała mieszkanka Werchraty. Zespół Ratownictwa Medycznego R 0503 Lubaczów, w którego składzie znaleźli się lek. Marek Śliwa i ratownicy Marcin Ozimek oraz Łukasz Bronhard, został wezwany do tej miejscowości, do właśnie rozpoczętej akcji porodowej.
Po przybyciu w miejsce podjęli decyzję o transporcie rodzącej do szpitala w Lubaczowie. Wyjechali, ale na ostatniej prostej – tuż przed bramą szpitala – maluchowi tak bardzo śpieszyło się na świat, że postanowił sprawić wszystkim psikusa.
– Kiedy byliśmy w połowie drogi do Lubaczowa, liczyliśmy się z tym, że dziecko może się pojawić się na świecie w każdej chwili i może być tak, że trzeba będzie się zatrzymać i odebrać poród. Ale udało nam się dojechać na miejsce. Byliśmy już pod szpitalem. Z przodu obok kierowcy siedział lekarz, a ja byłem akurat z tyłu, obok rodzącej. Kiedy wyszedł, by otworzyć bramę wjazdową, nastąpił finał porodu. To było drugie dziecko pacjentki, a zwykletak jest, że porody pierworódek są długie i ciągną się kilka godzin, natomiast za drugim razem akcja porodowa postępuje szybko. I tak właśnie było w tym przypadku. Kilka ostatnich skurczy i miałem już dzieciątko na rękach – opisuje przebieg zdarzeń Łukasz Bronhard.
Dla młodego ratownika, który stanął na wysokości zadania, był to pierwszy poród przyjęty poza szpitalem. – To było wspaniałe uczucie – przywitać takiego maluszka na świecie – mówi.
„Mała królewna” – jak nazwali ją ratownicy – wraz z wyczerpaną trudami porodu mamą trafiła pod troskliwą opiekę personelu lubaczowskiego szpitala.

fot.WSPR Przemyśl
Poród w karetce odebrał ratownik Łukasz Bronhard (na zdjęciu). Świeżo upieczona mama z maleństwem trafiła pod troskliwą opiekę personelu lubaczowskiego szpitala.
Podobną sytuację ratownicy lubaczowskiego pogotowia, tym razem z Zespołu Ratownictwa Medycznego R 0510 Lubaczów, przerabiali pod koniec ub. roku. Tyle że wówczas na świat pośpieszył się chłopiec.
Tamtym razem ekipa pogotowia w ogóle nie zdecydowała się na transport rodzącej do szpitala, bo nie było już na to czasu i maleństwo zostało przywitane na świecie w domu pacjentki. Cały poród odbył się sprawnie, a następnie Karolek – bo tak chłopiec dostał na imię – razem z mamą trafił do Szpitala Powiatowego w Lubaczowie. „Będziemy wdzięczni do końca życia. Dziękujemy najlepszemu ratownikowi” – napisali wówczas szczęśliwi rodzice maluszka.
– Zakończony szczęśliwym finałem poród, który odbył się bez komplikacji i problemów, to najmilsze zdarzenie, jakie może zaskoczyć ratownika w karetce – komentuje M. Janowski, rzecznik WSPR w Przemyślu. Sam również ma na koncie kilka porodów przyjętych w karetce lub domu rodzącej.
– Za pierwszym razem był to oczywiście niemały stres, może nawet większy niż przy wypadku – śmieje się i dodaje, że dla ratownika każdy pierwszy wyjazd czy to do porodu, czy wypadku jest ogromnym przeżyciem. Pierwszy poród poza szpitalem, do którego został wezwany jako ratownik, zdarzyło mu się odbierać dokładnie w pierwszym roku pracy w zawodzie ratownika medycznego, czyli prawie 20 lat temu. Sytuacja zastała ekipę pogotowia w karetce, ale oczywiście nie tak komfortowej i dobrze wyposażonej jak obecnie.
– Zabieraliśmy wówczas rodzącą z Dubiecka. Dzień był upalny, a ambulans nie miał w tamtych czasach klimatyzacji, więc pot lał się z nas wszystkich, ale wszystko pięknie się skończyło – wspomina.
Takie sytuacje, jak m.in. te opisane wyżej, potwierdzają, że ratownicy potrafią sobie poradzić w każdej sytuacji.

fot.WSPR Przemyśl
To tu przyszła na świat śliczna i zdrowa dziewczynka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze