Pozory mogą czasami mylić. A raczej pozycja w tabeli. Tak w skrócie można opisać występ teamu Valiantsiny Kozimur w Warszawie przeciwko AZS Uniwersytetowi. Bo gdyby wziąć po uwagę pozycję szczypiornistek ze stolicy w ligowej tabeli, JKS San powinien sięgnąć po ósme z rzędu zwycięstwo lekko, łatwo i przyjemnie. Sięgnął, ale wcale łatwo nie było.
Na takie spotkania trzeba najbardziej uważać. Bo chwila dekoncentracji, brak mobilizacji, lekkie odpuszczenie rywalowi, który nie ma kompletnie nic do stracenia, mogą wiele kosztować. Warszawianki to outsider tabeli, który w tym sezonie nie poznał jeszcze smaku wygranej, ale w kilku meczach zaprezentował się naprawdę nieźle. I postanowił zaleźć za skórę JKS Sanowi.
Bardzo długo gospodynie toczyły wyrównany bój. Ba, były fragmenty, kiedy były lepsze od nieco rozkojarzonych jarosławianek. W I połowie trwała walka „cios za cios”. W 28. min miejscowe po raz kolejny dopędziły rywali (15:15), by za moment odzyskać przewagę z początku spotkania. Na 16:15 trafiła Aleksandra Ziemkiewicz i po I połowie pachniało sensacją.
W 34. min warszawianki zwiększyły prowadzenie. Było 20:18 po bramce Julii Winogrodzkiej. Żarty się powoli kończyły i jarosławianki doskonale o tym wiedziały. Zareagowały wzorowo. Przyspieszyły grę, zaczęły być agresywne w defensywie, wymuszając błędy miejscowych. Seria 1:4 pozwoliła im w 40. min odzyskać równowagę. Julia Dmytroczenko trafiła na 21:23. Do 52. min trafiała raz jedna, raz druga ekipa. Było wówczas 25:27 i wówczas JKS San zadał decydujący cios. Serię 0:4 zaczęła i podsumowała Julia Jamrozik. W 58. min jarosławianki wygrywały już 25:31 i stało się jasne, że ósmy z rzędu komplet punktów powędruje na ich konto.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze