W historii Przemyśla jest wiele postaci, które rozsławiały miasto, z których mieszkańcy byli, są i będą dumni. Niektóre z nich jednak nie są na piedestale. Do rzadkości należy, aby były na ustach wszystkich. Ale pod żadnym pozorem zapomnieć o nich nie można. Jedną z takich osób jest kapitan Kazimierz Gurbiel. Bohater spod Monte Cassino, któremu należy się wieczna chwała. 27 stycznia minęła okrągła, 30. rocznica jego śmierci.
„(...) Ppor. Gurbiel to ten, który pierwszy z patrolem ułańskim wszedł, nie zważając na nierozpoznany teren, do Klasztoru (...). To ten, który potem walcząc w kampanii adriatyckiej został ciężko ranny i amputowany...” – tak o Kazimierzu Gurbielu pisał w swym dziele „Monte Cassino” Melchior Wańkowicz.
78 lat temu patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich pod wodzą przemyślanina, porucznika (wkrótce przed śmiercią awansowany został do rangi kapitana) Kazimierza Gurbiela wkroczył do ruin klasztoru benedyktynów na włoskim wzgórzu Monte Cassino.
Jeden z żołnierzy zatknął na murach proporzec pułku, uszyty przez innego przemyślanina, plutonowego[paywall] Jana Donocika, a następnie polską flagę.
Bitwa o Monte Cassino była niezwykle krwawym i długim starciem. Była jedną z ważniejszych bitew II wojny światowej. Podczas walk zginęło 923 polskich żołnierzy, 2 tys. 931 zostało ciężko rannych, a co najmniej 345 zostało uznanych za zaginionych...
Historyczne starcie pod Monte Cassino otworzyło aliantom 18 maja 1944 r. drogę do Rzymu.
Był 1979 r. Mijało właśnie 35 lat od bitwy pod Monte Cassino. Przemyscy przyjaciele K. Gurbiela coraz goręcej i natarczywiej namawiali go, by spotkał się wreszcie z jakimś dziennikarzem i opowiedział o swym udziale w wielkiej bitwie.
Dotąd milczał. Nie tolerował PRL-owskiej władzy. Pewnego dnia, zupełnie nieoczekiwanie dla wszystkich, zdecydował się na opowieść. Wybór padł na znakomitego przemyskiego dziennikarza Jana Miszczaka.
„(...) Ranek 18 maja 1944 roku zapowiadał ciepły i słoneczny dzień. Wokół panowała cisza, przerywana jedynie dobiegającymi z oddali, sporadycznymi wystrzałami dział. Cisza usypiała, pogrążyłem się w drzemce. Wyrwał mnie z niej głos dowódcy szwadronu, który polecił zameldować się u porucznika Sandera, jarosławianina, wspaniałego dowódcy, dla którego zawsze najdroższe było życie żołnierzy. Zwykł mawiać, że Polsce, po wojnie, będą potrzebni mężni ludzie. Zwrócił się do mnie i powiedział: „Kaziu, masz tu wachmistrza Wróblewskiego. On ma już przygotowany dla ciebie patrol. Pójdziesz zobaczyć, co dzieje się w klasztorze. Prawdopodobnie Niemców tam już nie ma, ale licho nie śpi (...)” – tak rozpoczął swoją opowieść.
„(...) Wydawać by się mogło, że nie była to już niebezpieczna eskapada, gdyż bitwa dobiegła końca. Ale nic bardziej mylnego! Teren nie był przecież rozpoznany, a wróg mógł go zaminować. A poza tym ten nieziemski krajobraz, ze wzgórzem posiekanym pociskami, skałami zamienionymi w osuwający się pył i gajem oliwnym, z którego pozostały jedynie kikuty drzew, potęgował grozę. Po przeszło trzech godzinach marszu w porażającej ciszy znaleźli się blisko szczytu (...). Za kilka chwil ujrzeliśmy klasztorne mury. Pchnąłem jakieś drzwi i znalazłem się w prowizorycznym punkcie opatrunkowym. Zobaczyłem tam 21 rannych żołnierzy. Byli też sanitariusze (...).
Potem zszedłem do podziemi klasztoru. To, co tam ujrzałem, mogło przerazić najtwardszego. W kazamatach, wśród skrzyń napełnionych trupami, leżało czterech ciężko rannych spadochroniarzy niemieckich. Wyszedłem z podziemi i spostrzegłem, że pod górę, szybkim krokiem, pnie się major wojsk kanadyjskich, w towarzystwie niemieckiego jeńca, którego wziął sobie za przewodnika. Widząc mnie, Kanadyjczyk przystanął, przetarł ze zdumienia oczy i zapytał, co ja tu robię. Był bowiem absolutnie pewny, że to on pierwszy znalazł się na wzgórzu Monte Cassino. Nie odpowiedziałem mu. Nie wypadało... (...)” – kontynuował opowieść.
Godzinę po wkroczeniu patrolu ułańskiego pod dowództwem ppor. K. Gurbiela do ruin klasztoru dotarł z plutonem por. Hrynkiewicz.
Jego przyjście oznajmił zdyszany goniec, ułan Józef Bruliński, który niósł ze sobą proporczyk 12 Pułku Ułanów Podolskich, sporządzony z czerwonej i granatowej chusty oraz bandaża (w oryginale powinien być amarantowo-granatowy z białą żyłką pośrodku).
„(...) Jeśli przyniosłeś ten proporzec, to biegnij teraz na szczyt gruzów i wetknij go tam! – poleciłem ułanowi. Nie musiałem dwa razy powtarzać. Chwilę potem proporzec, uszyty przez przemyślanina, plutonowego Jana Donocika, z zawodu krawca, załopotał na samym szczycie klasztornych ruin. Dopiero później zawieszono tam polską flagę, a po niej angielską (...)” – zdradził ppor. K. Gurbiel.
Pod Monte Cassino walczyło wielu przemyślan:
mjr Melik Safians (z pochodzenia Ormianin), rotmistrz Włodzimierz Tabaka, kpt. Tadeusz Radwański, ppor. Libich, kapral Stanisław Kusiński, ppor. Wacław Kipp, ppor. Witkowski, st. strzelec Cichocki, strzelec Kostyrka, plut. Jan Donocik, strzelec Henryk Tur, st. sierż. Pisarski, a także st. strzelec Leopold Grega, kierowca sanitarki, który przewiózł do szpitali ok. 2 tys. rannych.
Ostatnie oficjalne wspomnienie o przemyskim bohaterze spod Monte Cassino odbyło się w maju ub.r. Zawsze wtedy, w kolejną rocznicę zdobycia klasztoru, władze miasta Przemyśla, powiatu przemyskiego i Dowództwa Garnizonu Przemyśl składają kwiaty i zapalają znicze w miejscach pamięci tego wydarzenia, znajdujących się w Przemyślu.
W ub.r. m.in. prezydent Wojciech Bakun, jego zastępca Bogusław Świeży, starosta przemyski Jan Pączek odwiedzili groby kpt. Kazimierza Gurbiela i mjr. Jerzego Kostiuka.
Tradycyjnymi miejscami pamięci uczestników walk o klasztor benedyktynów są również tablica znajdująca się przy pomniku Orląt Przemyskich, a także obelisk znajdujący się przy ul. Monte Cassino.
Ojcem chrzestnym tego ostatniego upamiętnienia i samej ulicy 8 maja 1987 r., w 43. rocznicę historycznej bitwy, był kpt. K. Gurbiel, który osobiście dokonał symbolicznego odsłonięcia pamiątkowego obelisku.
Słów kilka o kapitanie Gurbielu
Był synem oficera armii carskiej. Urodził się 24 maja 1918 r. w Moskwie. Młodość spędził w Przemyślu, gdzie uczęszczał do gimnazjum im. K. Morawskiego.
fot.www.iwm.org.uk
Jeszcze podporucznik Kazimierz Gurbiel (drugi z lewej) z polskimi i włoskimi towarzyszami broni w runiach klasztoru na Monte Cassino.

fot.ze zbiorów własnych
Grób kapitana Kazimierza Gurbiela znajduje się na Cmentarzu Głównym w Przemyślu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze