– Kiedyś tutaj ten cały plac był zastawiony furmankami ze zbożem. Nawet na drodze dojazdowej stały. Nieraz chłopi cały dzień i noc stali w kolejce do młyna. Gadali, popijali. Ci z dalszych okolic nie czekali, tylko zostawiali zboże i za dzień lub dwa przyjeżdżali po mąkę – mówi Bogdan Ogonowski, właściciel i ostatni młynarz młyna wodnego w Nowych Sadach.
Potrafi opowiadać tak barwnie, że przy odrobinie wyobraźni można usłyszeć gwar furmanów, rżenie koni i monotonny szum pracującego młyna.
fot.Jacek Szwic
Zabytkowy młyn z przybudówką, w której mieszkają Ogonowscy.
Historii można słuchać długo, ale najciekawsze jest to, co kryje nietypowy, drewniany, trzypiętrowy budynek i to, jak młyn funkcjonował. Pana Bogdana, choć zdrowie mu poważnie szwankuje, nie trzeba długo namawiać, żeby był przewodnikiem. – Tutaj jest młynówka. Specjalnie wykopany potok, do którego wpływa woda z Wiaru i potem też do niego wypływa. Po drodze trafia na turbinę o mocy czterdziestu pięciu koni mechanicznych. Bo trzeba wiedzieć, że ten młyn nie był napędzany kołem wodnym, tak jak większość młynów, tylko poziomo ułożoną turbiną, w której można było regulować strumień wody. Od niej, poprzez skórzane pasy transmisyjne, napędzane były wszystkie mechanizmy i urządzenia młyna. Ogonowski prowadzi do środka, żeby pokazać, jak to wszystko działało. Na początku pierwsza niespodzianka. Na prawych framugach kilku drzwi wyraźne ukośne wyżłobienia. Ślady po mezuzach, w których na zwitkach papieru były fragmenty modlitwy i każdy bogobojny Żyd, wchodząc do pomieszczenia, musiał jej dotknąć. Dowód na to, że kiedyś właścicielem młyna był bardzo religijny Żyd. Następnie z sieni wchodzimy do pomieszczenia, w którym pracowały walce, które mieliły zboże. Chwilę trzeba przyzwyczaić się do półmroku, żeby dojrzeć zakurzone maszyny. Ogonowski pokazuje, jak działały i jak się je regulowało.

fot.Jacek Szwic
Turbina w kanale, do którego wpływa woda.

fot.Jacek Szwic
Potężny, stary diesel marki Deutz.
Każdy młyn, zwłaszcza taki stary, powinien mieć swoje legendy i tajemnice. Sceneria aż się prosi i prowokuje do uruchomienia wyobraźni. Niestety Ogonowscy nie pamiętają żadnych takich historii, chociaż pani Danuta przypomina sobie niesamowitą przygodę, którą przeżyła dwa lata temu. – Pewnej nocy obudził mnie straszny huk i wrażenie, że wszystko się trzęsie. Nie wiem czemu, ale wtedy pomyślałam, że to wybuchła wojna, a to młyn sam się uruchomił i wszystko nagle zaczęło pracować. W pierwszej chwili nie wiedziałam, co się mogło stać. A to nagle przyszła duża woda na Wiarze, przelało się do młynówki i woda uruchomiła turbinę. Proszę sobie wyobrazić. Po dwudziestu latach młyn sam się uruchomił – mówi.
Siedzimy na werandzie, a pani Danuta, która prowadzi wszelkie urzędowe sprawy związane z młynem, pokazuje księgę pamiątkową pełną wpisów. – Wszyscy, którzy tu trafiają, zachwycają się młynem. Każdy mówi, że trzeba coś zrobić, żeby go ocalić. Tylko co? Mąż ma siedemdziesiąt lat, jest po ciężkich chorobach i już nie może zająć się remontem i konserwacją, a zresztą nie mamy na to pieniędzy. Młyn jest wpisany do rejestru zabytków pod numerem A 237, ale co z tego? Ile już razy składałam wniosek, ale zawsze słyszałam w urzędzie konserwatora, że nie mają pieniędzy na jego ratowanie. W dwa tysiące czternastym roku przydzielili dotację na remont turbiny. W ubiegłym roku dostałam dotację na założenie odgromnika, ale to wszystko za mało, żeby zrobić kompletną konserwację i żeby można było uruchamiać młyn. – Wszystkie urządzenia są sprawne – włącza się Ogonowski. Wystarczy trochę posprzątać, puścić wodę na turbinę i zacznie pracować. Naprawdę szkoda by było, żeby to wszystko się zmarnowało.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Ale jesteś ograniczony. A wystarczy tylko pomyśleć ,że praca młynarza , zwłaszcza kilkadziesiąt lat temu wymagała wielkiego wysiłku , mówiąc wprost dżwigania wielu ton zboża , a następnie mąki w ciągu dnia przez wiele godzin. Spróbuj ty przez wiele lat tak tyrać jak niewolnik i zobaczymy jak będzie wyglądał - nawet będąc abstynentem twój kręgosłup.
Tata zostawił młyn w Łukowie a w Łowcach coś jeszcze....
Ciekawy zabytek, mógłby być atrakcją turystyczną....
In the context of the disease in which the world is facing you and your family, join hands to protect your health against corona virus. mapquest driving directions
Excellent post. Please keep up the great work. You may check our website also Visit: free fonts
Nie trzeba byo chlac
Ale jesteś ograniczony. A wystarczy tylko pomyśleć ,że praca młynarza , zwłaszcza kilkadziesiąt lat temu wymagała wielkiego wysiłku , mówiąc wprost dżwigania wielu ton zboża , a następnie mąki w ciągu dnia przez wiele godzin. Spróbuj ty przez wiele lat tak tyrać jak niewolnik i zobaczymy jak będzie wyglądał - nawet będąc abstynentem twój kręgosłup.
Tata zostawił młyn w Łukowie a w Łowcach coś jeszcze....