Reklama

Pewnej nocy młyn się sam uruchomił [ZDJĘCIA]

25/07/2020 14:36

– Kiedyś tutaj ten cały plac był zastawiony furmankami ze zbożem. Nawet na drodze dojazdowej stały. Nieraz chłopi cały dzień i noc stali w kolejce do młyna. Gadali, popijali. Ci z dalszych okolic nie czekali, tylko zostawiali zboże i za dzień lub dwa przyjeżdżali po mąkę – mówi Bogdan Ogonowski, właściciel i ostatni młynarz młyna wodnego w Nowych Sadach.

Potrafi opowiadać tak barwnie, że przy odrobinie wyobraźni można usłyszeć gwar furmanów, rżenie koni i monotonny szum pracującego młyna.

Dzisiaj jest tu tak cicho, że słychać jak pszczoły pracują na starej lipie. Młyn ostatni raz pracował w 1998 roku. Niestety Ogonowski nie zna jego całej historii. – Wiem, że pochodzi z dziewiętnastego wieku. Wtedy ten przysiółek nazywano Falkenberg, bo prawdopodobnie była tu kolonia niemieckich osadników. Po drugiej wojnie właścicielem młyna był Śmieszkiewicz z Niżankowic. Ukrainiec, który miał żonę Żydówkę. On miał też drugi młyn w Niżankowicach, ale go zlikwidował i przeniósł tutaj. W tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim roku moi rodzice, Piotr i Władysława, kupili od niego młyn i jakiś czas go prowadzili, a po nich  z żoną przejęliśmy młyn i pracowaliśmy w nim do tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku. Potem już mi zdrowie nie pozwoliło[paywall].


fot.Jacek Szwic
Zabytkowy młyn z przybudówką, w której mieszkają Ogonowscy.

Cud dziewiętnastowiecznej techniki

Historii można słuchać długo, ale najciekawsze jest to, co kryje nietypowy, drewniany, trzypiętrowy budynek i to, jak młyn funkcjonował. Pana Bogdana, choć zdrowie mu poważnie szwankuje, nie trzeba długo namawiać, żeby był przewodnikiem. – Tutaj jest młynówka. Specjalnie wykopany potok, do którego wpływa woda z Wiaru i potem też do niego wypływa. Po drodze trafia na turbinę o mocy czterdziestu pięciu koni mechanicznych. Bo trzeba wiedzieć, że ten młyn nie był napędzany kołem wodnym, tak jak większość młynów, tylko poziomo ułożoną turbiną, w której można było regulować strumień wody. Od niej, poprzez skórzane pasy transmisyjne, napędzane były wszystkie mechanizmy i urządzenia młyna. Ogonowski prowadzi do środka, żeby pokazać, jak to wszystko działało. Na początku pierwsza niespodzianka. Na prawych framugach kilku drzwi wyraźne ukośne wyżłobienia. Ślady po mezuzach, w których na zwitkach papieru były fragmenty modlitwy i każdy bogobojny Żyd, wchodząc do pomieszczenia, musiał jej dotknąć. Dowód na to, że kiedyś właścicielem młyna był bardzo religijny Żyd. Następnie z sieni wchodzimy do pomieszczenia, w którym pracowały walce, które mieliły zboże. Chwilę trzeba przyzwyczaić się do półmroku, żeby dojrzeć zakurzone maszyny. Ogonowski pokazuje, jak działały i jak się je regulowało.

Reklama
– To niezwykle ważna część młyna – objaśnia Ogonowski. – Plandiser się nazywa, czyli po naszemu odsiewacz. W tych skrzyniach są sita ze specjalną młynarską gazą przesiewną. Podczas pracy są wprawiane w poziomy ruch i przesiewają mąkę oraz oddzielają ją od otrąb. Robiliśmy tu mąkę czterdziestkę. Specjalnie na komunikanty. Musiała być cieniutka i gładka jak puder. Nikt w najbliższej okolicy takiej nie robił. Wszystkie klasztory od nas brały. Ogonowski pokazuje makietę młyna zbudowaną z zapałek, stojącą na belce. Gdzieniegdzie na belkach zachowały się jeszcze blaszane tabliczki z odręcznie napisanymi ostrzeżeniami typu „Smarowanie urządzeń podczas ruchu wzbronione!” albo „Surowo zabrania się palenia”.


fot.Jacek Szwic
Turbina w kanale, do którego wpływa woda.

Skarb

Na koniec schodzimy na dół. Gospodarz otwiera drzwi prowadzące do piwnicy. – Tam jest motor, który napędzał młyn, kiedy na rzece była niska woda. Ja już tam nie zejdę, ale trzeba uważać, bo poręcz przy schodach się kiwa – mówi. Choć motor dawno nie pracował, w obszernej piwnicy czuć zapach ropy. W mdłym świetle z małego okienka ledwo widać ogromny diesel marki Deutz, wyprodukowany w dziewiętnastym wieku w Wiedniu. Ogonowski objaśnia: – Ma jeden cylinder, ale taki, że właziłem do niego, żeby go wyczyścić. Dwieście litrów ropy zużywał na dzień. Do jego uruchomienia potrzebny była sprężarka, która ładowała butlę i kiedy było trzeba, uruchamiało się motor sprężonym powietrzem. Był też agregat, który wytwarzał prąd do oświetlenia młyna. Przyjechał tu kiedyś gość, który za ten motor dawał mi każde pieniądze, ale nie sprzedałem, bo to przecież zabytek i część tego młyna.


fot.Jacek Szwic
Potężny, stary diesel marki Deutz.

W nocy młyn sam ruszył

Każdy młyn, zwłaszcza taki stary, powinien mieć swoje legendy i tajemnice. Sceneria aż się prosi i prowokuje do uruchomienia wyobraźni. Niestety Ogonowscy nie pamiętają żadnych takich historii, chociaż pani Danuta przypomina sobie niesamowitą przygodę, którą przeżyła dwa lata temu. – Pewnej nocy obudził mnie straszny huk i wrażenie, że wszystko się trzęsie. Nie wiem czemu, ale wtedy pomyślałam, że to wybuchła wojna, a to młyn sam się uruchomił i wszystko nagle zaczęło pracować. W pierwszej chwili nie wiedziałam, co się mogło stać. A to nagle przyszła duża woda na Wiarze, przelało się do młynówki i woda uruchomiła turbinę. Proszę sobie wyobrazić. Po dwudziestu latach młyn sam się uruchomił – mówi.

Reklama

Kto uratuje młyn

Siedzimy na werandzie, a pani Danuta, która prowadzi wszelkie urzędowe sprawy związane z młynem, pokazuje księgę pamiątkową pełną wpisów. – Wszyscy, którzy tu trafiają, zachwycają się młynem. Każdy mówi, że trzeba coś zrobić, żeby go ocalić. Tylko co? Mąż ma siedemdziesiąt lat, jest po ciężkich chorobach i już nie może zająć się remontem i konserwacją, a zresztą nie mamy na to pieniędzy. Młyn jest wpisany do rejestru zabytków pod numerem A 237, ale co z tego? Ile już razy składałam wniosek, ale zawsze słyszałam w urzędzie konserwatora, że nie mają pieniędzy na jego ratowanie. W dwa tysiące czternastym roku przydzielili dotację na remont turbiny. W ubiegłym roku dostałam dotację na założenie odgromnika, ale to wszystko za mało, żeby zrobić kompletną konserwację i żeby można było uruchamiać młyn. – Wszystkie urządzenia są sprawne – włącza się Ogonowski. Wystarczy trochę posprzątać, puścić wodę na turbinę i zacznie pracować. Naprawdę szkoda by było, żeby to wszystko się zmarnowało.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    maka - niezalogowany 2020-07-25 16:10:15

    Nie trzeba byo chlac

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mk - niezalogowany 2020-07-25 22:30:04

    Ale jesteś ograniczony. A wystarczy tylko pomyśleć ,że praca młynarza , zwłaszcza  kilkadziesiąt lat temu wymagała wielkiego wysiłku , mówiąc wprost dżwigania wielu ton zboża , a następnie mąki   w ciągu dnia przez wiele godzin. Spróbuj ty przez wiele lat  tak tyrać jak niewolnik  i  zobaczymy jak będzie wyglądał - nawet będąc abstynentem  twój kręgosłup. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    1962 - niezalogowany 2020-07-25 22:48:26

    Tata zostawił młyn w Łukowie a w Łowcach coś jeszcze....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama