Dom położony był na wzgórzu, w malowniczym, ustronnym zakątku, „tonął” w zieleni. Pozostały po nim zgliszcza i żałoba, choć nikt nie zginął. Smutek po utracie domu towarzyszyć będzie pięcioosobowej rodzinie Podgórskich z Łodzinki długo, może nigdy nie minie.
Dom. Azyl, miejsce, które kochamy, przywołujemy we wspomnieniach. Każdy ma własną historię, niepowtarzalny klimat, zapach. Dom państwa Podgórskich postawili przodkowie gospodarza 58 lat temu, pani Łucja wprowadziła się doń przed 35 laty. Oboje dbali o obejście, wystrój i funkcjonalność wnętrz, remontowali, ulepszali. Wnuczek lubił biegać boso, więc zamontowali ogrzewanie podłogowe w kuchni – czekało na odbiór hydraulika. Parę dni przed tragedią pan Jan pomalował od zewnątrz jedną ze ścian.
Przyczyn pożaru nie udało się dotąd ustalić. 9 lipca był upalny (ponad 40° C w słońcu na łące), burzowy. W Łodzince zagrzmiało, po dziesięciu minutach dom na wzgórzu się palił.
– Byliśmy na dole, około 18.30 żona otworzyła drzwi, by pójść na górę, do sypialni, a tam czarno, dym – relacjonuje Jan Podgórski. – Dobrze, że wnuk nie pobiegł pierwszy. Gdyby w dym poszedł, nie uratowałby się – stwierdza pani Grażyna.

fot.Aleksandra Białoń
Jan i Łucja Podgórscy uratowali z pożaru dwie wersalki, lodówkę, butlę na gaz (mogło być nieszczęście), trochę dokumentów.
Widok płomieni sparaliżował rodzinę. W stresie poszkodowani zapomnieli o istnieniu bezpłatnego numeru alarmowego 112. – Telefony mieliśmy zablokowane, skończyła się nam ważność kart. Żona zaczęła krzyczeć, zaalarmowany sąsiad zawiadomił straż pożarną – wspomina dramatyczne chwile Jan Podgórski. Zgłoszeń było kilka. – Na łące nie ma hydrantu, a strumyk wysechł – dodaje mężczyzna. – Dwa tysiące litrów wody, tyle ile jest w pojeździe, momentalnie się wyczerpało. Strażacy kilkakrotnie jeździli na bazę uzupełniać jej zasoby. Pracowło sześć zastępów, około 30 ludzi. Pomimo intensywnych działań strażaków, domu nie udało ocalić, ogień strawił dorobek życia sześćdziesięciolatków. Co się nie spaliło, zostało zalane. – Nie próbuję nawet oglądać wnętrz – głos pani Łucji, gdy to mówi, drży.
– Wychodzę z szoku, a jednocześnie dociera do mnie, co się stało – przyznaje poszkodowana.
– Wszystko było wyremontowane. Myślałem, wreszcie odpocznę. Mam 63 lata. Jak odbuduję dom? Nie zarobię już na to. Czekam na środki z ubezpieczenia i pomoc dobrych ludzi – Jan Podgórski jest zmęczony, podłamany, usiłuje jednak podołać trudnościom.
Pogorzelców starają się wesprzeć okoliczni mieszkańcy, sołtys wsi Kazimierz Błoński oraz władze gminy. Caritas Archidiecezji Przemyskiej uruchomił specjalne konto – można dokonywać wpłat na rzecz poszkodowanych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.GDYBY BYŁO POTRZEBNE BIURKO I KRZESŁO TO Z CHĘCIĄ ODDAM .. MOŻE JAKIEŚ RZECZY ?? JAKIE ROZMIARY ?
GDYBY BYŁO POTRZEBNE BIURKO I KRZESŁO TO Z CHĘCIĄ ODDAM .. MOŻE JAKIEŚ RZECZY ?? JAKIE ROZMIARY ?