Przygotowany przez komisję kodyfikacyjną projekt nowego kodeksu pracy prawdopodobnie trafi do kosza. To jednocześnie dobra i zła wiadomość. Dobra, bo projekt był zły i krytykowany przez wszystkich. Zła, bo kosztowało nas to 972 tys. zł.
Komisja pracowała przez 18 miesięcy. Taki był plan i jej członkowie wyrobili się w terminie. Przygotowany przez nich projekt był rewolucyjny. Praktycznie likwidował umowy cywilno-prawne[paywall] na korzyść umów o pracę, samozatrudnienia, czy nowych umów sezonowych. To z jednej strony dobre rozwiązanie, bo ogranicza nadużywanie umów zleceń i o dzieło. Z drugiej jednak strony to ogromne utrudnienie dla milionów Polaków, którzy legalnie dorabiają do zasadniczej pensji. Rodzi to jednocześnie obawy o poszerzenie szarej strefy.
Nowy projekt otwierał także drogę do zwalniania kobiet w ciąży, zmieniał zasady zwalniania pracowników, w praktyce likwidował urlopy na żądanie, a zaległe można by było wykorzystać do końca pierwszego kwartału następnego roku (obecnie do 30 września). Chyba jedyna pozytywna zmiana, jaka została przygotowana, to zrównanie długości urlopu do 26 dni kalendarzowych bez względu na staż pracy. Obecnie bowiem pracownicy ze stażem do 10 lat mają tylko 20 dni wolnych.
Proponowane zmiany wzbudziły wiele kontrowersji i obaw, zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców. I prawdopodobnie trafią do kosza. – Prawo i Sprawiedliwość nie pracuje nad żadnymi zmianami w kodeksie pracy. Propozycji Komisji Kodyfikacyjnej nie poprzemy – poinformowała rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek na początku kwietnia.
Z kolei wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed mówił na antenie Polskiego Radia Katowice, że jest zbyt mało czasu na rzeczową dyskusję, aby zmiany wprowadzić w obecnej kadencji sejmu.
Nie da się nie zauważyć, że z efektów prac komisji kodyfikacyjnej rządzący nie są zadowoleni. Wszystko przez krytykę ze strony ekspertów, związków zawodowych i organizacji pracodawców. Szef NSZZ „Solidarność” zapowiedział nawet, że jeśli propozycje miałyby wejść w życie w takim kształcie, on wyprowadzi ludzi na ulicę.
Po takich zapowiedziach chyba możemy odetchnąć z ulgą. Bo choć zmiany w prawie pracy są potrzebne, najnowsze propozycje w większości przypadków nie były wcale zmianami na lepsze.
Łyżką dziegciu są natomiast zmarnowane setki tysięcy złotych, jakie pochłonęła praca członków komisji. Jak podał portal money.pl każdy z członków komisji otrzymywał 4 tys. zł miesięcznie. Więcej zarobili przewodniczący zespołów i ich zastępcy. 18 miesięcy ich pracy kosztowało więc 972 tys. zł. Publiczne pieniądze powinny być jednak wydatkowane z większą rozwagą, a od członków komisji należałoby wymagać lepszych projektów.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ale koryto + zadziałało.