Reklama

Planszówki rodem z Przemyśla

05/02/2017 17:00

Szczepan Marciniec i Jan Balicki od lat są fanami gier planszowych. Od roku projektują własne planszówki. W jednej z nich gracze wcielają się w lwy, które uciekły ze zniszczonego zoo w Bagdadzie i usiłują się wydostać z miasta. – Historia w realnym życiu skończyła się tragicznie. My tworzymy równoległą linię czasową, próbujemy dać graczom szansę – objaśniają autorzy projektu.

Twórcy „Lwów z Bagdadu” dzielili się swą wiedzą oraz umiejętnościami z najmłodszymi podczas „Popołudnia z grami planszowymi”, zorganizowanego w grudniu ubiegłego roku w przemyskiej „piętnastce”. Jan Balicki jest absolwentem SP nr 15, pierwszym laureatem konkursu „Twierdza Przemyśl”. Nie dziwi zatem fakt, że przemyślanie zamierzają opracować grę o twierdzy. – Jeszcze nie mamy skrystalizowanego pomysłu na mechanikę – przyznaje Szczepan Marciniec.

Zaczęło się rok temu…

– Od dawna planowałem stworzyć własną grę. Na początku grudnia 2015 r. wróciłem z Kanady i stwierdziłem, że przyszedł na to czas. Miałem kilka rozpoczętych projektów, bardzo dużo notatek. Przedstawiłem Jankowi rozbudowany projekt gry o tańcu. Cały wcześniejszy rok zastanawiałem się nad tym, jak odwzorować taniec w grze. W końcu do tego doszedłem. We trzech, czyli z Jankiem i jego bratem sprawdzaliśmy, co działa, a co nie, co można poprawić. Wyciągaliśmy wnioski. I zaczęło to wszystko jakoś wyglądać, od strony mechaniki oraz grafiki – opowiada o trudach prototypowania Szczepan. Obaj panowie podkreślają, że aby opracować dobrą grę, trzeba mieć solidnych krytyków[paywall], surowych, którzy znajdą w niej zarówno mocne, jak i słabe punkty. – Bardzo cenne są uwagi osób, które nie znają mechaniki gry, dzięki nim wyłapuje się luki w projekcie – zauważa Jan.

Reklama

Szczepan i Jan nie projektują gier stricte dla dzieci czy młodzieży, choć ich zdaniem gimnazjaliści z pewnością byliby w stanie zorientować się, o co chodzi w każdej z ich pięciu gier. – Grę o tańcu można rozegrać w 20 minut. Należy skompletować z kart układ taneczny. Gra nie jest agresywna, nie operuje nawet umownymi formami przemocy, nie ma w niej „podkładania sobie świń”, możliwości typu: jeśli ja wykonam określony ruch, to przeciwnik coś straci. Wszystko jest uzależnione od tego, co gracz dostanie, co z tym zrobi, ile punktów uzyska. Gra nadaje się dla dzieci od 10 roku życia – objaśniają jej twórcy.

Eksplozja gier planszowych

Inaczej rzecz wygląda w przypadku gier kooperacyjnych. – Tu wszyscy grają przeciwko grze, nie na przykład ja przeciwko Jankowi. Dzieci nie są zaznajomione z tego typu rozgrywką. Rynek polski jest trzecim co do wielkości w Europie, jeśli chodzi o sprzedaż gier planszowych, ale dane te dotyczą, po pierwsze, ludzi w naszym wieku bądź w wieku naszych rodziców, po drugie gier, które są popularne od pokoleń – stwierdza Szczepan. Jednocześnie zauważa, że obecnie mamy do czynienia z prawdziwą eksplozją gier planszowych.

Reklama

Przykładem planszówki kooperacyjnej są „Lwy z Bagdadu” – gra opracowana na podstawie komiksu opowiadającego prawdziwą historię – oblężenie Bagdadu w 2013 r. Gracze wcielają się w zwierzęta, które uciekają ze zniszczonego zoo i usiłują się wydostać z miasta. – Historia w realnym życiu i w komiksie skończyła się tragicznie. My tworzymy równoległą linię czasową i próbujemy dać graczom szansę. W większości trudnych gier kooperacyjnych jest to 10 procent szans na wygraną, co nie wynika jednak z matematyki. Bardzo dużo zależy od decyzji graczy. Wątpliwości rozpatruje się zgodnie z zasadą najmniejszych korzyści dla gracza, czyli tak zwanego czarnego scenariusza – tłumaczą autorzy projektu.

W przypadku „Lwów z Bagdadu” potrzeba 20 minut na samo wytłumaczenie zasad gry. Szczepan i Jan podkreślają, że na rynku są też planszówki kooperacyjne bardzo proste, dające możliwość rozwoju dzieci, uczące współdziałania. – Grając w grę planszową, siedzimy naprzeciwko siebie, nie jesteśmy anonimowi, musimy zachować kulturę, klasę. Zdobycie nowych umiejętności, świadomość, co możemy zrobić z pozyskaną wiedzą, jak ją wykorzystać, powinny być nagrodą samą w sobie – zauważa Jan.

Przemyślanie walczą o wejście na rynek

Gier autorstwa Szczepana i Jana nie można obecnie kupić. – Wybieraliśmy się do Gliwic, na jedną z najstarszych imprez poświęconych grom planszowych w Polsce, na której miały być wydawnictwa, z którymi negocjowaliśmy od roku. Zamierzaliśmy zademonstrować, co mamy, jednak impreza została odwołana z przyczyn organizacyjnych. Teraz jesteśmy zmuszeni z każdym z wydawców umawiać się niezależnie… Ciężko jest się przebić na rynku planszówek. Jest olbrzymia rzesza ludzi podobnych do nas, nie mówiąc o twórcach mających już renomę Jeśli nie uda się nam  porozumieć z wydawcami, będziemy dążyć do opracowania gier graficznie we własnym zakresie – deklarują przemyślanie. A jak wygląda prototypowanie? Ważna jest kreatywność. Reszta to magia drukarki, tektury, kleju. Na potrzeby gier panowie wykorzystują elementy, które mają pod ręką. Jeśli nie posiadają pionków, nie kupują ich specjalnie – korzystają z monet, guzików itp. Jeśli potrzebują np. lepszych kart, drukują naklejki i naklejają je na tekturę. – Z planszą jest trochę gorzej, trzeba się natrudzić, aby ją wydrukować – opowiadają o swojej pasji… z pasją Szczepan Marciniec i Jan Balicki.
Aleksandra Białoń
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    tadek - niezalogowany 2017-02-06 12:24:28

    Wspaniała szkoła i nauczyciele.Polecam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    lara - niezalogowany 2017-02-11 16:23:53

    W tej szkole stale coś się dobrego dzieje.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama