Festiwalowicze mówią wieloma językami, także tym miganym, ale jeden jest ich wspólnym – język przyjaźni. Boso lub w pantofelkach, pekaesem czy klimatyzowanym SUV-em przybywają z dreszczykiem emocji i niespożytą ciekawością świata. A Gorajec – idylliczna kraina w podkarpackiej części Roztocza – przyjmuje ich gościnnie i na 4 dni lipca eksploduje Folkowiskiem.
Festiwal sztuk wszelakich od 8 do 11 lipca skupił przybyszów, którzy wspólnie i na wiele sposobów udowadniali, że kultura ludowa jest żywa. Korzenna nuta, mnogość warsztatów umiejętności ludowych, spotkania z artystami, podróżnikami, tłumaczami składają się na jego interdyscyplinarność.
Gorajecka scena tętniła muzyką i owymi „wieloma językami” z płyty Karoliny Cichej: polskim, białoruskim, ukraińskim, litewskim, jidysz, tatarskim. Mówili nimi Nasta Niakrasava, Symcha Keller, Joryj Kłoc czy zrodzone w Gorajcu Isna Trio. Kapela ze Wsi Warszawa uwodziła słuchaczy, dobre duchy przywoływała Angela Gaber, do tańca porywali Kirszenbaum, Orkiestra św. Mikołaja i wielu innych.
– Jubileuszowa edycja „Wehikuł czasu” była wyjątkowa pod względem muzycznym. Zaprosiliśmy artystów, których znamy i lubimy. Świetnie się odbierało muzykę, która wróciła do Gorajca po latach, to była podróż sentymentalna w cenne momenty naszej historii – mówi dyrektor festiwalu Marcin Piotrowski.
W ciągu dnia folkowiczan zajmuje wydobywanie dźwięków z warzyw lub korzeni, malowanie akwareli, odkrywanie splotów wikliniarskich i arkanów kuglarskich, a w środku nocy kilkadziesiąt par drepcze podczas chodzonego czy wyczekiwanego poloneza.
Jest też czas na aktywne poznawanie przestrzeni. Nie tylko pobliskiej – zabytkowej cerkwi, do której po 70 latach wróciły niedawno dzwony, kapliczki na cudownym źródełku czy czatowni ornitologicznej na ekoszlaku, ale i dalszej – zakątków ziemi lubaczowskiej podczas pieszych wędrówek z zielarzem Zbyszkiem Blizińskim, rajdów rowerowych czy spływów kajakami.
Gorzki humor, mocna literatura i pieśń, sporo wzruszeń to składniki tegorocznego programu białoruskiego. Za sprawą tłumacza Macieja Piotrowskiego w Gorajcu zagościli pisarze, muzycy, dziennikarze, krytycy literaccy, m.in. Siarhiej Pryłucki, Andrej Chadanowicz, Jurij Zawadski, Walery Butewicz czy przyjaciel Folkowiska Andrzej Stasiuk.
– Literacka Scena Rozstajów powstaje, aby pisana i mówiona kultura Europy Środkowowschodniej mogła się między sobą tym wymieniać. Nasi przyjaciele z Białorusi dziś nie mają gdzie prezentować swojej sztuki. Nie wchodzimy w tematy polityczne, ale dajemy im miejsce, w którym mogą się artystycznie wyrazić, gdyż najpotężniejszym orężem Białorusi w walce z dyktatorem jest teraz słowo – mówi M. Piotrowski.
Festiwal rodzinną, sielską formułę zawdzięcza zaangażowaniu uczestników we wspólną sprawę.
– Włączamy mieszkańców, miejscowe Koła Gospodyń Wiejskich i sprzedawców, ponieważ to dla nas ważne, by Folkowisko przynosiło dobrobyt lokalnej społeczności. Chcemy też, by mieszkańcy poznali festiwalowiczów – zaznacza dyrektor festiwalu.
– Na prowincji bywa tak, że nie widzi się zmieniającego się świata, bo nie spotyka się ludzi myślących nieco inaczej. Ci z zewnątrz z kolei myślą o Podkarpaciu jako zaścianku, w którym mało się nie dzieje. A okazuje się, że może się tu dziać jeden z fajniejszych festiwali w Polsce i że tworzą go ludzie stąd. Pokazujemy naszych sąsiadów, sympatycznych, ciekawych ludzi i zmieniamy myślenie ludzi z dużych miast o wsi. I odwrotnie, ludzie stąd spotykają tych ze świata i widzą, że są mili, nieroszczeniowi i wszystko ich cieszy. Jeśli mamy zmieniać prowincję, Roztocze, Podkarpacie, to musimy mieć kontakt z fantastycznymi ludźmi. Dla nas ważna jest właśnie ta wymiana idei, myśli, która wpływa na zmianę mentalności. To też jest misją Folkowiska – dodaje.
Aleksandra Nowotyńska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze