Z pisaniem o postępującej cyfryzacji naszego życia jest tak, jak z narzekaniem na pogodę. Co by tutaj nie uczynił i tak niewiele to da. Różnica jest taka, że o ile wiosna prędzej, czy później nadejdzie, to końca ofensywy technologicznej na razie nie widać. Najlepszy przykład to telefony komórkowe. Aby zachować równowagę, informacje zaczerpnąłem z dwóch odległych od siebie światów. „Gazety Polskiej” i „Polityki”.
Telefon, który składa się jak kartka papieru. Już wcześniej wprowadzano telefony z zakrzywionym ekranem, ale nie były one elastyczne. Tak bardzo nam tego brakowało, że Koreańczycy się zlitowali i zrobili zwijany telefon. Ma to coś 7,3-calowy wyświetlacz i można to składać w obie strony. Po zwinięciu ma grubość 0,5 – 1 mm. Można to tak składać i rozkładać 200 tys. razy. Są pewne wątpliwości, czy uda się tam zamontować aparat i co z baterią, ale to zapewne fraszka. Premiera ponoć w listopadzie tego roku. Cała ta heca z pogonią człowieka za coraz to nowszą technologią przypomina mi ulubioną zabawę psa. Pogoń za własnym ogonem. Różnica taka, że pies, kręcąc się w kółko, czyni to z radości, a człowiek zgoła z innych powodów. Trzeba uważać, by od tej pogoni za cyfrowym szczęściem nie zakręciło się w głowie, bo można stracić równowagę i wejść w tryb wygaszania ekranu.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze