Wakacje w pełni. Wiedziony ciekawością postanowiłem sprawdzić, które z biur podróży kuszą najatrakcyjniejszymi ofertami? Już z pobieżnej analizy dostępnych propozycji na czoło wybijają się te organizowane przez ... parlament.
Z tym tylko, że dla wąskiego grona „turystów”. Okazuje się bowiem, że w ciągu 1,5 roku zagraniczne wojaże wybrańców narodu kosztowały ponad 4 miliony zł. Posłowie zaś (choć nie wszyscy) przemierzali świat wzdłuż i wszerz – od najbliższych sąsiadów Polski, poprzez kraje azjatyckie, na drugiej półkuli kończąc. W dalsze i bliższe rejony globu zapuszczali się politycy niezależnie od poglądów, z łatwością zawierając sojusze ponad podziałami. I choć cele ich rozlicznych wyjazdów nie zawsze były polityczne, to zawsze bardzo ważne. Np. aż 14 parlamentarzystów poleciało na turniej piłkarski do Azerbejdżanu, 13 na podobny turniej w Turcji, jeden zaś udał się na Europejski Parlamentarny Turniej Golfowy na Litwie. Ci zaś, którzy mierzą wyżej, odbyli iście kosmiczną wyprawę na Międzynarodowy Kongres Astronautyczny w Australii. Przedstawiciela Polski nie mogło także zabraknąć na „wydarzeniach towarzyszących ogłoszeniu międzynarodowego Turnieju Pianistycznego” w Chinach. Wszak wywodzi się przecież z kraju Chopina. Zagraniczne podróże kosztowały od 1100 zł do 136 tys. zł na głowę. Biorąc jednak pod uwagę w ilu i w jakże różnorodnych dziedzinach głowy te reprezentowały kraj nad Wisłą, nie jest to jakaś astronomiczna kwota. A poza tym wszystko było legalne. Nie tak, jak kiedyś, gdy sławni sejmowi globtroterzy ogłaszali, że w najdalsze nawet podróże jeżdżą własnymi autami, rozliczając tzw. „kilometrówki”, choć latali tanimi liniami. Dlatego nieuczciwi wylecieli, a uczciwi latają nadal. Można nawet powiedzieć, że dla dobra kraju są naprawdę bardzo zalatani.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze