Meczem, który wybijał się poza „normalność” 24. kolejki spotkań był ten w Tuczempach, gdzie czwarty w tabeli Piast gościł wicelidera Polonię Przemyśl. Miało być emocjonująco i równo. To miał być jeden z trudniejszych egzaminów dla ekipy Pawła Załogi. Nie było ani emocjonująco, ani równo.
Egzamin Polonia zaliczyła na szóstkę z plusem, dewastując nadzieje zespołu prowadzonego przez Radosława Gila. Strzeliła aż siedem bramek, a mogła spokojnie ustrzelić nawet dwucyfrówkę. Ciekawie miało być również w Pruchniku, gdzie na luzie – bo nie grozi mu ani awans, ani spadek – grający Start mierzył swoje siły z liderem KS Wiązownica-Wisłoczanką Tryńcza. Gospodarze nawet prowadzili w tym pojedynku po trafieniu skutecznego w tej kampanii Pawła Guraka, ale dwie bramki Macieja Kasi pogrzebały marzenia pruchniczan o sprawieniu niespodzianki. To był ważny triumf lidera, bo w tabeli ani drgnęło. To znaczy… drgnęło. W tym sensie, że na placu boju o awans bezpośredni i grę w barażach o IV ligę podkarpacką pozostały już chyba tylko dwa zespoły – KS Wiązownica-Wisłoczanka i Polonia. Przemyślanie wciąż tracą aż i tylko 5 punktów.
Z walki o te dwie pozycje wyłączył się Piast. Walczy wciąż Czuwaj Przemyśl. W spotkaniu w Piwodzie drużyna Marka Rybkiewicza wystąpiła bez klasycznego napastnika, bo zagrać nie mogli ani Mateusz Świst, ani Hubert Świecarz. Myśląc jeszcze o włączeniu się do walki o najwyższe cele i bez nich Czuwaj winien takie mecze wygrywać. Wygrał, traci do lidera 9 punktów, do wicelidera 4 punkty. Ma jednak jeden mecz mniej.
Pierwsze zwycięstwo na wiosnę odniosła Wólczanka Wólka Pełkińska, która przede wszystkim za sprawą Tymoteusza Halwy pokonała walczący o ligowy byt Płomień Morawsko. Nawet zajmująca obecnie 10. miejsce w tabeli, walcząca niezwykle ambitnie w każdym meczu, Sanoczanka Święte nie może być niczego pewna. Wciąż bowiem zagrożony spadkiem z IV ligi podkarpackiej jest zarówno Sokół Sieniawa, jak i Orzeł Przeworsk. I gdyby oba te zespoły dotknął smutny los degradacji, z V ligą okręgową najpewniej będzie musiało się pożegnać aż pięć drużyn.
W tym gronie, niestety, zadomowiają się Zdrój Horyniec i LKS Skołoszów. Ci drudzy grają lepiej niż jesienią, ale potrzebne są im wygrane. Ciułanie remisami punkt po punkcie niewiele w ich sytuacji zmieni. Takie pojedynki jak ten z Gorliczanką Gorliczyna ekipa Bogusława Sierżęgi wygrywać musi. A zostaje już coraz mniej szans… Ci pierwsi, po zmianie trenera, nie potrafią złapać rytmu i niewiele wskazuje, aby szybko to nastąpiło. Przegrali minimalnie w Torkach z Orłem, który może być już spokojny – acz cały czas czujny – o grę w przyszłym sezonie w tej klasie rozgrywkowej.
Wielkie brawa należą się Biało-Czerwonym Kaszyce. Ekipa, która ma już tylko matematyczne, i to minimalne, szanse na pozostanie w lidze, pokazuje co to ambicja, wola walki i charakter. W domowym spotkaniu z Dębem Dobkowice urządziła sobie prawdziwą strzelaninę. Padło aż 10 goli, z czego kaszyczanie strzelili aż 6. O kolejne dwa trafienia swój dorobek zwiększył prowadzący w klasyfikacji strzelców Oskar Kuźmiński. A Dąb… Ta porażka może dla nich – choć nie musi – być bardzo kosztowna. Dobkowiczanie walczą o utrzymanie, a sprawiając sobie tak nieprzyjemne niespodzianki, sami na siebie wypisują wyrok.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze