Już po raz trzeci Przemyska Kongregacja Kupiecka rozpoczęła akcję pomocy dla polskich rodzin na Ukrainie. Do tej pory zbierali dary rzeczowe. Tegoroczna zbiórka będzie inna, bo – jak mówią członkowie PKK – „tego wymaga sytuacja”. Zbierając duże ilości produktów, bardzo ciężko było je przewieźć przez polsko-ukraińską granicę.
Choć polskie służby graniczne zawsze wspierały organizatorów tego przedsięwzięcia i chętnie pomagały we wszelkich akcjach, mających na celu pomoc polskim rodzinom, to jednak w br. pomoc charytatywna musi zmienić swój charakter[paywall].
– Przemyska Kongregacja Kupiecka już trzeci rok prowadzi zbiórkę charytatywną na rzecz polskich rodzin na Ukrainie. Wszystko zaczęło się od Lwowa i smutnych doświadczeń z małym jeszcze wtedy chłopcem o imieniu Marian i jego zmarłą mamą. Pojawili się na jego drodze ludzie o dobrych sercach, którzy mu pomogli, a my także mamy w tym swój udział. W tym czasie zaprzyjaźniliśmy się z Domem Polskim w Samborze, polską szkołą w Mościskach, z Polakami ze wsi Łanowice i wielu innych miejscowości. Na Ukrainie żyje naprawdę wiele polskich rodzin, które mają bardzo ciężką sytuację materialną i właśnie na nich skupiamy swoją uwagę. Wspiera nas polski konsulat, kościół rzymskokatolicki i wiele organizacji samorządowych i stowarzyszeń w Polsce – powiedział koordynator akcji, wiceprezes kongregacji Maciej Dębicki.
Do tej pory przedstawiciele PKK i wolontariusze zawieźli kilka ton jedzenia, środków czystości i wiele innych potrzebnych rzeczy. – Czas na Ukrainie płynie jednak zupełnie inaczej i rządzi się swoimi prawami. Mimo że obecna sytuacja geopolityczna sprawia, że Polacy na Ukrainie są swoistymi zakładnikami systemu, uważam, iż należy szukać porozumienia i rozmawiać o trudnych dla nas sprawach. Ale niestety skończyło się wożenie ton jedzenia przez granicę, ta formuła odeszła bezpowrotnie. Nasza akcja pomocy zmieniła charakter. Zbieramy pieniądze na specjalne konto, które potem zostaną przekazane i odpowiednio spożytkowane przez polskie organizacje funkcjonujące na miejscu, we Lwowie i Samborze – wyjaśnił M. Dębicki.
Wspomniane organizacje wybiorą rodziny, do których powinna trafić pomoc z Polski, po czym już na miejscu zakupią rzeczy, które są im najbardziej potrzebne. – Zapraszamy do wsparcia naszej wspólnej sprawy. Tak niewiele potrzeba, by pokazać naszym rodakom, że o nich pamiętamy – podsumował M. Dębicki.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Zamiast wysyłać im konserwy zachęcić rodaków do osiedlenia się w Polsce. Ukraińcy przyjeżdżają do nas setkami tysięcy , pracują i zarabiają a etniczni Polacy tkwią i wegetują na tej biednej Ukrainie. Mamy przecież kryzys demograficzny , doprawdy nie rozumiem tej polityki. Sciągnąć ciupasem wszystkich Polaków z Ukrainy, Białorusi , Litwy i Kazachstanu. Będzie im tu lepiej a i my skorzystamy bo przybędzie rąk do pracy,
Dlaczego są pieniądze dla Ukraińców w Polsce a nie ma dla naszych rodaków na Ukrainie .
Zamiast wysyłać im konserwy zachęcić rodaków do osiedlenia się w Polsce. Ukraińcy przyjeżdżają do nas setkami tysięcy , pracują i zarabiają a etniczni Polacy tkwią i wegetują na tej biednej Ukrainie. Mamy przecież kryzys demograficzny , doprawdy nie rozumiem tej polityki. Sciągnąć ciupasem wszystkich Polaków z Ukrainy, Białorusi , Litwy i Kazachstanu. Będzie im tu lepiej a i my skorzystamy bo przybędzie rąk do pracy,
Dlaczego są pieniądze dla Ukraińców w Polsce a nie ma dla naszych rodaków na Ukrainie .