Temu, kto jest częstym gościem Arboretum w Bolestraszycach, z pewnością nie uszły uwadze wzbudzające zainteresowanie żółwie błotne, wygrzewające się w promieniach słońca na wiklinowych paletach czy pływające w tutejszym zbiorniku. To wspaniała atrakcja tego miejsca, ale też wielki skarb, bo to gatunek objęty ścisłą ochroną, zagrożony wyginięciem, wpisany do „Polskiej czerwonej księgi zwierząt”. Pracownicy ogrodu botanicznego starają się stworzyć mu jak najlepsze warunki do bytowania. Ich wysiłki mogą jednak zostać zniweczone przez bezmyślność człowieka.
Spacerując po terenie bolestraszyckiego arboretum z pewnością natkniecie się na umieszczoną tam tabliczkę z apelem, by nie podrzucać do ogrodu hodowanych w domach żółwi ozdobnych. Może to dziwić, ale okazuje się, że nie brakuje ludzi, którzy – chcąc się pozbyć kłopotu wynikającego z konieczności opieki nad zwierzątkiem – i jednocześnie nie mieć zbyt dużych wyrzutów sumienia, postanawiają się go pozbyć... oddając naturze. Nieświadomi są z pewnością problemów, jakie generuje takie działanie. A konsekwencje mogą być naprawdę poważne. Dlatego pracownicy arboretum postanowili przeciwdziałać zjawisku, stawiając na edukację.

„Żółwi problem”, z jakim boryka się Arboretum i Zakład Fizjografii w Bolestraszycach, naświetla jego dyrektor Narcyz Piórecki.
– Dzieci dorastają, a zwierzątka, które kiedyś im kupiliśmy, stają się problemem. Żółw ozdobny potrzebuje wody i dużo jedzenia, do tego bardzo brudzi, załatwiając się pod siebie. Zostawienie go bez opiekuna choćby na czas wakacyjnego wyjazdu nie wchodzi w grę. Właśnie w wakacje słyszymy o porzucanych w lesie czy przy drodze psach czy kotach, podobna sytuacja dotyczy też żółwi. Tyle że one trafiają do naszych stawów. W ten sposób wypuszcza się je na wolność, mając nadzieję, że w prosty sposób udało się załatwić sprawę. To nie jest zresztą wyłącznie kwestia podrzucania ich do arboretum, ale też do starorzeczy Sanu. Takie działanie generuje duży problem dla naszej przyrody. Żółwie ozdobne to gatunki inwazyjne, zagrażające naszym płazom, gadom, rybom. Taki żółw jest w stanie się zadomowić w naszym środowisku wodnym i przetrwać zimę, a jest absolutnie niepożądany u nas, w Europie. Tymczasem obserwujemy, że coraz lepiej sobie radzi. Budząc się wcześnie, wyjada skrzek i ikrę. Jak tak dalej pójdzie, w przyszłości możemy więc nie uświadczyć w otoczeniu naszych ryb, traszek czy żab. Jednym słowem wnuki nie zobaczą już tego, co dziadek miał szansę obserwować w przyrodzie – przestrzega[paywall] .

Według oficjalnych danych przez akwarystów czy sklepy zoologiczne zostało sprowadzonych około 500 – 600 tysięcy żółwi ozdobnych pochodzących z Ameryki Północnej. Żółwie były modne szczególnie w latach 90. i pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku. Chętnie je kupowano, często trafiły do domów w ramach prezentu dla dziecka.
– Dzieci rosną, wyprowadzają się od rodziców i niekoniecznie zabierają ze sobą zwierzątko. A pamiętajmy, że żółw żyje bardzo długo, nawet tyle co człowiek. Po kilku latach jest już dużym osobnikiem, który niszczy nam roślinność w akwarium, zjada rybki i do tego brudzi. Bardzo wiele w tym względzie zależy więc od odpowiedzialności rodziców – opisuje N. Piórecki.
Reklama
Dla arboretum problem podrzucania żółwi jest szczególnie dotkliwy, bo Bolestraszyce są ostoją naszego rodzimego gatunku żółwia. – Żółwie amerykańskie, wpisane na listę gatunków inwazyjnych i niepożądanych, najczęściej są zarobaczone, mają pasożyty i obawiamy się, że sprowadzą nam tu coś, co wykończy nasze żółwie błotne. Budzą się one później niż żółwie amerykańskie. W związku z tym żaby składają skrzek wcześniej, by wyprzedzić żerowanie innych zwierząt – w tym żółwi. Natomiast żółw amerykański budzi się w tym samym czasie, kiedy żaby składają swój skrzek i zwyczajnie go zjada. To problem na szerszą skalę, bo znikanie skrzeku będzie skutkować urywaniem się całego łańcucha pokarmowego. Dlatego stawy w arboretum, jak również wszystkie inne naturalne cieki i zbiorniki wodne, są ostatnim miejscem, gdzie możemy się pozbyć naszego żółwia ozdobnego – wyjaśnia dyrektor Arboretum w Bolestraszycach, apelując do odwiedzających o odpowiedzialność.
Co z żółwiami amerykańskimi, które już zdążyły się w arboretum zadomowić? Będąc na liście gatunków inwazyjnych, stanowią problem dla gminnego samorządu. Na razie arboretum próbuje szukać dla podrzuconych żółwi ozdobnych rodzin zastępczych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze