Reklama

Przemyskie więzienia i lwowskie „Brygidki”

26/12/2021 14:00

W okresie galicyjskim istniało w Przemyślu więzienie przy C.K. Sądzie Obwodowym w Rynku (obecnie mieści się tu starostwo), które funkcjonowało od 29 września 1855 roku. Z początkiem XX wieku przebywali tam aresztanci (mężczyźni i kobiety), a także skazańcy z różnymi wyrokami (ok. 200). Zdarzało się, choć rzadko, że na dziedzińcu sądowym wykonywano karę śmierci przez powieszenie. Od ok. 1875 przy ul. Koszarowej (Rokitniańskiej) mieściło się z kolei więzienie garnizonowe. W obydwu kryminałach często dochodziło do dramatycznych wydarzeń. Oto niektóre z nich.


Ucieczka z przemyskiego więzienia w Rynku w nocy z 19 na 20 maja 1904 roku.

W nocy z 19 na 20 maja 1904 roku zbiegło z więzienia w Rynku 8 groźnych więźniów, w tym 5 mężczyzn i 3 kobiety. Do tej akcji przygotowywali się od dłuższego czasu. Przede wszystkim musieli ją dobrze zaplanować i zdobyć potrzebne narzędzia. Nie było z tym trudności, ponieważ skazańcy – ci z krótszymi wyrokami – byli zatrudniani na mieście do różnych robót, najczęściej budowlanych. Mogli oni z łatwością przemycić do zakładu młotki, dłuta itp.

Reklama

Ucieczka

Podczas ciszy nocnej kilku kryminalistów odsunęło wcześniej już wyciągnięte za dnia dwie deski z podłogi i dokończyło dłubanie otworu w ścianie. W jednej chwili znaleźli się w celi dla kobiet, a dostawszy się po[paywall] związanych prześcieradłach na podwórze, umknęli przez mur od ulicy Spadzistej (obecnie Waygarta). Jedną towarzyszkę, która była za gruba i przez otwór wyciągnąć jej nie można było, z bólem serca pozostawili” („Echo Przemyskie” 1904, nr 42).

Łapanka

Ta sama gazeta lokalna (nr 49) poinformowała opinię publiczną, że w czerwcu wieczorem schwytano we Lwowie pierwszego przemyskiego zbiega w kościele św. Panny Marii Śnieżnej. Uciekinier Dembowski, przebrany w mundurek gimnazjalisty, dobierał się podczas nabożeństwa do cudzych kieszeni. Został on rozpoznany przez zarządcę więzienia „Brygidki” we Lwowie. „Jest to więc szósty zbieg, brakuje jeszcze dwóch, Krzetuskiego i Bleidy. Przeciw schwytanym w Rzeszowie zbiegom – Kawalcowi, Taworskiemu i Annie Grelli toczy się śledztwo (...), ponieważ jest podejrzenie, że to oni zamordowali w Ropczycach żonę arendarza i jego córkę. Na ubraniu schwytanych znaleziono ślady krwi, z czego nie umieli się wytłumaczyć”.

Reklama

Bunt więźniów

W więzieniu garnizonowym przy ul. Koszarowej (Rokitniańska) – według „Echa Przemyskiego” z 1904 roku (nr 19) – przebywało aż kilkuset skazańców. Pod koniec lutego wybuchł tam bunt.
Ponad 200 z nich odmówiło udziału w robotach budowlanych, domagając się lepszego wyżywienia. Wezwano wówczas dwie kompanie 45 Pułku Piechoty, które zaprowadziły porządek.

Kartoflanką rozwiązano spór

W przemyskim więzieniu 25 września 1906 roku, w godzinach porannych, wrzaski i piski wypełniały korytarze. Więźniowie (wielu z nich pracowało codziennie po 14 godzin) poczęli dobijać się do drzwi, waląc w nie pięściami i stołkami. Dokuczał im głód, dlatego domagali się jedzenia. Jeden z recydywistów wysunął poprzez kratę skrwawioną rękę, co oznaczało, że w celi zaistniała bójka na noże. Kiedy dostarczono skazanym zwiększone porcje kartoflanki, zapanowała cisza.

Reklama

Kolejna ucieczka

„Nowy Głos Przemyski” doniósł w 1908 roku (nr 30), że 23 lipca (czwartek), o godzinie 5 po południu, uciekli z więzienia cywilnego dwaj skazańcy. Każdy z nich miał do odsiadki kilkuletnią karę. Widziano ich obu umykających ku Górze Zamkowej. Jednym z nich był Jan Zabielański – notoryczny złodziej, który za okradanie oficerów w twierdzy przemyskiej został skazany na dłuższe więzienie. Niestety, jego nie udało się zatrzymać. Natomiast drugiego aresztanta, również zasądzonego za kradzież, schwytano w piątek w Prałkowcach.

Rozróby

Inne wydarzenie: 22 marca 1911 roku, w godzinach wieczornych, doszło do czynnej awantury i bijatyki między niebezpiecznym recydywistą Janem Sosnowskim (skazany za zadanie prostytutce kilku ciosów nożem) a dwoma strażnikami. Eskortowany stawiał opór i wołał o pomoc, bo nie chciał wejść do celi, gdzie miał odcierpieć jedną dobę w ciemnicy, w poście i na twardym łożu. Jego głośny krzyk spowodował bunt więźniów na oddziale męskim i żeńskich. W celach walono o drzwi stołkami i łóżkami. Sytuacja stawała się groźna, ponieważ działo się to w nocy. Dopiero tuż przed godziną ósmą rano w kryminale zjawił się oddział policji rządowej. Najgroźniejszych skazańców porozmieszczano w różnych celach. Niebezpiecznego prowodyra Wimmera oraz złodziejkę i prostytutkę Annę Kozakówną poddano szczególnej kontroli („Nowy Głos Przemyski” 1911, nr 13).

Reklama

Wywózka do „Brygidek”

24 marca 1912 roku, o godzinie piątej rano, kiedy jeszcze zmierzch zapełniał korytarze więzienia, zjawiło się kilku żandarmów, aby odstawić do Lwowa transport najbardziej groźnych kryminalistów. Płacz, lament, kajanie się za swe winy, potem ostra komenda kierującego konwojem, brzęk kajdan… i stanął długi szereg pokutych zbrodniarzy w szarych, płóciennych kubrakach z czarnym znakiem na ramieniu. Jechali do „Brygidek” – ciężkiego więzienia. Jedni na całe życie, inni – na długie lata.

Dopisek

„Brygidki” – potoczna nazwa więzienia. Renesansowy gmach został zbudowany w 1614 roku dla żeńskiego zakonu św. Brygidy. Budynek klasztorny, po likwidacji konwentu w 1875 roku, został zamieniony na więzienie, gdzie przebywało ponad 1000 skazańców („Szematyzm Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskim na rok 1879”, Lwów 1879).  


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama