Gdy rozpoczynał przygotowania osób, które w niego wierzyły, można było policzyć na palcach jednej ręki. Po 15 miesiącach wyrzeczeń i ciężkiego treningu udowodnił jednak, że nie ma rzeczy niemożliwych. Przemyślanin Marek Zubilewicz ukończył jedną z najtrudniejszych w Europie imprez triathlonowych „Ironman” we francuskiej Nicei.
Zawody z cyklu „Ironman” uznawane są za najbardziej prestiżowe imprezy triathlonowe na świecie. Wyścig organizowany jest na dystansie 226 km, w co wchodzi: 3,86 km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze i 42,195 km biegu. U Marka, pomysł na wzięcie udziału w tego typu imprezie pojawił się bardzo spontanicznie.
– Na jednym z portali internetowych przeczytałem o historii pewnego przedsiębiorcy, który by przygotować się psychicznie do wyzwań w biznesie, postanowił wystartować na pełnym dystansie zawodów Ironman. Prześledziłem jego historię i faktycznie po ukończeniu zawodów odniósł niesamowity sukces w życiu zawodowym. Sam również od lat[paywall] jestem przedsiębiorącą, więc postanowiłem spróbować – tłumaczy.
Miała to być forma powrotu do uprawiania sportu, który w latach szkoły i studiów stanowił ważną część jego życia. Jednak lata w biznesie, któremu poświęcił się w stu procentach spowodowały sporą nadwagę, po której powrót do czynnego uprawiania jakiejkolwiek dyscypliny wydawał się bardzo trudny. A jednak spróbował tego – jak sam mówił szalonego – przedsięwzięcia. Pomogło mu zahartowanie wyrobione w czasach uprawiania sportów walki. Jak twierdzi, gdyby nie baza z tamtych lat, bardzo ciężko byłoby przygotować się w tak krótkim czasie.
– Nigdy nie miałem nic wspólnego z bieganiem długodystansowym. Na dobrą sprawę jeszcze w październiku zeszłego roku chodziłem po trasie, uprawiałem trekking, bo z biegiem nie miało to nic wspólnego. Forma zaczęła się pojawiać dopiero w marcu – dodaje Marek.
Do samej imprezy przemyślanin poszedł przede wszystkim z zamiarem przełamania siebie i jej ukończenia. – Powiedziałem sobie, że albo wrócę z medalem albo w trumnie – stwierdził.
Start w Nicei wspomina z uśmiechem na ustach. – Impreza była fantastycznie przygotowana, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Ludzie żyli tym co się dzieje na całej trasie – opowiada.
Mimo przeciwności, ekstremalnie ciężkiej, górskiej trasy, Markowi udało się zawitać na mecie zawodów, łamiąc przy tym założone przez siebie minimum 12 godzin. Jak sam mówi, start w Ironmanie mocno go zmienił. – Od teraz urodziny obchodzę 5 czerwca. To dla mnie szczególna data, bo narodziłem się wtedy na nowo – podsumował.
Marek w tym roku ma w planie jeszcze kilka startów, wszystko zależy jednak od rozmów ze sponsorami.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Проведення у Польщі концерту українського гурту Ot Vinta загрожувало б громадському порядку і безпеці поляків напередодні саміту НАТО і 73-ї річниці Волинської трагедії.Про це заявив у понеділок глава МВС Польщі Маріуш Блащак, передає кореспондент Укрінформу."Заборона (в’їзду групі Ot Vinta. – Ред.) стосується дотримання громадського порядку. Я це оцінюю таким чином, що організатор концерту хотів перенести авантюру з Перемишля до Варшави. У контексті саміту Північноатлантичного альянсу і того, що через тиждень ми відзначатимемо 73-ту річницю подій на Волині, я не погоджуся на те, щоб якимось чином було порушено громадський порядок і безпека наших громадян, за які я відповідаю", - заявив Блащак.Читайте також: Гурт Ot Vinta не пустили до Польщі – мовляв, загрожують "публічному порядку"Як повідомлялося, учасників гурту Ot Vinta польські прикордонники не пустили в неділю вранці до Польщі на тій підставі, що гурт "становить загрозу для ладу і публічного порядку в Польщі". Група мала виступити в неділю ввечері на концерті у Варшаві. Раніше нібито вболівальники футбольного клубу "Полонія" звернулися до влади Перемишля з вимогою заборонити виступ гурту на щорічному українському концерті "Ніч на Івана Купала" 2 липня, оскільки лідер гурту Юрій Журавель нібито пропагує культ Степана Бандери й ОУН-УПА.Читайте також: Шкода, що гурт Ot Vinta став заручником істерії у дружній Польщі – посольствоУ зв’язку з тим, що влада міста фактично відмовилася гарантувати безпеку учасників заходу, українська громада у Перемишлі змушена була скасувати концерт. Досі гурт Ot Vinta регулярно виступав у Польщі, і це не викликало жодних протестів у країні.
Dawno nie latała siekiera po ulicach miasta -Od Vintahttps://www.youtube.com/watch?v=uCnkfmyKok4
Ukraińscy kierowcy paraliżują przejścia graniczne z Polską. W proteście przeciwko wstrzymaniu małego ruchu granicznego zablokowali dojazd do granicy. Na przejściu w Rawie Ruskiej doszło do rękoczynów - taką informację otrzymali dziennikarze RMF FM na Gorącą Linię. zdj. ilustracyjne/East NewsNiewielkie grupy wstrzymują ruch po ukraińskiej stronie na przejściach w Medyce i Korczowej. Tam w kolejkach stoi już ponad 50 samochodów i niestety odprawy zostały wstrzymane.Protest jest również w Rawie Ruskiej. Od jednego z polskich kierowców otrzymaliśmy sygnał, że protestujący są tam bardzo agresywni, zatrzymują kierowców, dochodzi też do rękoczynów. Pogranicznicy radzą, aby omijać wspomniane przejścia graniczne.O północy wstrzymano mały ruch graniczny z Ukrainą i Obwodem Kaliningradzkim. Zmiany związane są ze szczytem NATO i Światowymi Dniami Młodzieży.Mały ruch graniczny to inaczej regularne przekraczanie wspólnej granicy państw, które zawarły taką umowę w celu przebywania w strefie przygranicznej z różnych względów - społecznych, kulturalnych lub rodzinnych oraz z uzasadnionych powodów ekonomicznych. Przykładowo Rosjanie przyjeżdżają do Polski na zakupy (zarówno spożywcze, jak i po sprzęt AGD, RTV, czy odzież), a Polacy zaopatrują się w Rosji w tańsze paliwo (zarówno benzynę, jak i olej napędowy).
https://www.youtube.com/watch?v=8YGPA07LtEktak nas szanują
https://www.youtube.com/watch?time_continue=4&v=nJ1v9yzvjq0
olacy dotkliwie pobici na granicy z UkrainąZRÓDŁO: KRESY.PL- Na przejściu granicznym w Rawie Ruskiej doszło do zdarzenia z udziałem samochodu kierowanego przez polskiego obywatela. Rannych zostało trzech obywateli Ukrainy - informował w poniedziałek Rafał Sobczak, dyrektor Biura Prasowego MSZ. O sprawie zamieszek pisaliśmy wcześniej: Winny miał być kierowca, który wjechał w tłum protestujących. Odmienną wersję podaje bezpośrednia uczestniczka zdarzenia, dziennikarka "Panoramy Lubelskiej" Jolanta Kozak.Jak relacjonuje Kozak, polscy dziennikarze wracali do kraju w towarzystwie wykładowców z wydziału artystycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Wtedy natknęli się na protest Ukraińców.- Wyszłam do tych mężczyzn i przedstawiłam im pismo od konsula zwracające się z prośbą umożliwienia pokonania granicy z Ukrainą - opowiada Jolanta Kozak w relacji przytaczanej przez Wirtualną Polskę.- Protestujący zapewnili nas, że zostaniemy przepuszczeni za około godzinę. Jeden z protestujących przyniósł nawet butelkę wody - dodaje Kozak. Sprawy zaczęły jednak przybierać zły obrót.- Z przejścia granicznego zaczęło nadjeżdżać coraz więcej samochodów oczekujących na przejazd w głąb Ukrainy. W tym samym czasie zwiększała się też liczba protestujących. Między innymi przybyli też młodzi, ogoleni na łyso mężczyźni, którzy szukali zaczepki. Część z protestujących Ukraińców posiadała samochody na polskich rejestracjach - relacjonuje Kozak. Chwilę później napięcie jeszcze bardziej wzrosło.- I wtedy padła informacja, że nikt nie przejedzie za godzinę ani nawet za dwie. Protestujący spierali się sami ze sobą i z czasem powstał pomysł, by przepuścić samochody przewożące dzieci. Wtedy mój mąż Mariusz Trubalski postanowił zjechać na trawnik, by umożliwić przejazd samochodów z dziećmi. Momentalnie auto zostało okrążone przez protestujących. Zaczęli uderzać w samochód. Jeden z Ukraińców wskoczył na maskę samochodu i zaczął pięścią uderzać w przednią szybę. Protestujący przy użyciu noży przebili również koła samochodu - opowiada Kozak. Prowadzący auto próbował dojechać na przebitych oponach do stojącego dalej milicyjnego samochodu.- Z prędkością 10-30 km/h z Ukraińcem na masce podjechaliśmy pod milicyjny patrol. Zanim dojechaliśmy do milicjantów, mężczyzna zeskoczył z maski naszego samochodu, a pozostali protestujący zaczęli nas gonić. To był tłum rozwścieczonych mężczyzn. Część nawet nie mówiła po ukraińsku, tylko po rosyjsku. Wybito szyby w samochodzie - opowiada dziennikarka. Ukraińscy milicjanci nie kwapili się z interwencją.- Zostałam wyrzucona z samochodu. Grożono mi śmiercią i szarpano. Część Ukraińców biła się ze sobą. W tym tłumie pojawiły się też starsze kobiety, które błagały tych bandziorów by nas nie krzywdzono - opowiada Jolanta Kozak. Wtedy jednemu z Ukraińców udało się wyrwać Jolantę Kozak oraz towarzyszącą jej dr Annę Perłowską z UMCS z tłumu. Udało im się schronić na stacji benzynowej. Potem trafili na komendę milicji w charakterze... świadków.Tyle szczęścia nie mieli ich towarzysze podróży. Mariusz Trubalski i dr hab. Maria Sękowska bronili się przed atakiem tłumu w samochodzie. Trubalski został dotkliwie pobity po twarzy i ramionach. Sękowska trafiła do szpitala z podejrzeniem połamania żeber.
Odwołanie „Nocy Kupały” w Przemyślu przez Związek Ukraińców w Polsce i komentarze prezesa ZUwP Piotra Tymy w kwestii zajścia podczas procesji Panachydy, wspomnianego odwołania imprezy oraz niewypuszczenia przez straż graniczną zespołu „Ot Vinta” zaczynają sięgać absurdu. Podobnie jak pretensje pań z ZUwP, zawarte w liście otwartym do prezydenta Przemyśla Roberta Chomy, któremu zarzucają, że zamiast zapewnić bezpieczeństwo podczas „Nocy Kupały”, poparł kibiców Polonii i tym zmusił organizatora do odwołania imprezy.Warto pamiętać, że zarówno Panachyda, jak i „Noc Kupały” już się w Przemyślu nie raz i nie dwa odbywały, i nie było problemów. W czym problem był w tym roku? Ano w tym, że co prawda procesja Panachydy na swej drodze napotkała pikietę, ale pikietę przeciw gloryfikowaniu OUN/UPA i Bandery, a nie przeciw mniejszości ukraińskiej. Prezes Tyma zauważa, że „polscy nacjonaliści” podarli na 60-letnim mężczyźnie wyszywankę, ale dyplomatycznie pomija fakt, że była ona w kolorach banderowskiej flagi, które to kolory nie są bynajmniej standardowe dla tradycyjnych wyszywanek, a uczestnicy procesji krzyczeli m.in. „Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginąć musi”.Oburzenie prezesa Tymy tym, że nie chciano w Przemyślu koncertu „Ot Vinty” oraz ostatecznie nie wpuszczono zespołu do Polski na koncert w Warszawie, a już szczególnie tłumaczenie tego oburzenia, delikatnie mówiąc, tchną kpiną. W istocie zespół nie wykonuje utworów gloryfikujących banderyzm, tyle że nikt mu tego nie zarzucał. Mowa była o tym, że członkowie zespołu publikują na swoich profilach na portalach społecznościowych swoje zdjęcia i grafiki świadczące o sympatyzowaniu z ideami OUN/UPA i S. Bandery. Zdaniem prezesa Tymy, to nic takiego. Zastanówmy się, jak Polska, czy inne europejskie kraje reagowałyby na zespół muzyczny, którego członkowie fotografowaliby się przed pomnikami Adolfa Hitlera w Niemczech. Że to niemożliwe, bo przecież nie ma takich pomników? No właśnie! Nie ma, bo Niemcy nie uznają Adolfa Hitlera za swego bohatera narodowego, a niektórzy Ukraińcy Stepana Banderę – owszem. Tymczasem w Polsce jest on uznawany za zbrodniarza, który wymordował nie tylko wielu Polaków, ale i ludzi innych narodowości, w tym swoich rodaków. I tak jak Polacy nigdy nie zgodziliby się na gloryfikowanie Hitlera, tak nie zgodzą się na gloryfikowanie Bandery w swoim własnym kraju. Nie ma to nic wspólnego z żadną nagonką na mniejszość ukraińską w Polsce, jak sugeruje ZUwP. Mniejszość ta ma w Polsce pełnię praw do manifestowania swej narodowej tożsamości, korzysta z funduszy z budżetu państwa na rozwijanie swej działalności na polu kulturalnym i tak być powinno. Ale jeśli dochodzi do prowokacji ze strony części tej mniejszości i to szczególnie teraz, gdy zbliża się rocznica rzezi wołyńskiej, to doprawdy trudno się dziwić Polakom, że nie pozostaje to bez ich reakcji.Redaktor Monika Kamińska
https://www.youtube.com/watch?v=nHja3Omm9BA
Szacunek !
Проведення у Польщі концерту українського гурту Ot Vinta загрожувало б громадському порядку і безпеці поляків напередодні саміту НАТО і 73-ї річниці Волинської трагедії.Про це заявив у понеділок глава МВС Польщі Маріуш Блащак, передає кореспондент Укрінформу."Заборона (в’їзду групі Ot Vinta. – Ред.) стосується дотримання громадського порядку. Я це оцінюю таким чином, що організатор концерту хотів перенести авантюру з Перемишля до Варшави. У контексті саміту Північноатлантичного альянсу і того, що через тиждень ми відзначатимемо 73-ту річницю подій на Волині, я не погоджуся на те, щоб якимось чином було порушено громадський порядок і безпека наших громадян, за які я відповідаю", - заявив Блащак.Читайте також: Гурт Ot Vinta не пустили до Польщі – мовляв, загрожують "публічному порядку"Як повідомлялося, учасників гурту Ot Vinta польські прикордонники не пустили в неділю вранці до Польщі на тій підставі, що гурт "становить загрозу для ладу і публічного порядку в Польщі". Група мала виступити в неділю ввечері на концерті у Варшаві. Раніше нібито вболівальники футбольного клубу "Полонія" звернулися до влади Перемишля з вимогою заборонити виступ гурту на щорічному українському концерті "Ніч на Івана Купала" 2 липня, оскільки лідер гурту Юрій Журавель нібито пропагує культ Степана Бандери й ОУН-УПА.Читайте також: Шкода, що гурт Ot Vinta став заручником істерії у дружній Польщі – посольствоУ зв’язку з тим, що влада міста фактично відмовилася гарантувати безпеку учасників заходу, українська громада у Перемишлі змушена була скасувати концерт. Досі гурт Ot Vinta регулярно виступав у Польщі, і це не викликало жодних протестів у країні.
Dawno nie latała siekiera po ulicach miasta -Od Vintahttps://www.youtube.com/watch?v=uCnkfmyKok4