Kara nawet 25 lat pozbawienia wolności grozi młodym oskarżonym, którzy stanęli przed Sądem Okręgowym w Przemyślu. Odpowiadają za zabójstwo. A tego – zdaniem śledczych – dopuścili się ze szczególnym okrucieństwem, m.in. zadając ofierze liczne uderzenia siekierą.
Z pozoru zwyczajni, młodzi ludzie. Jedni z wielu, których codziennie mijamy na ulicy, w drodze do pracy, szkoły, w autobusie, pociągu. Ona szatynka w modnej fryzurze. On ogolony niemal na łyso. Ona w czarnej bluzce i dżinsach z dziurami na kolanach. On ubrany na sportowo. W dresach. W bluzie z wizerunkiem legendarnego boksera Muhammada Ali. W maseczkach na twarzy. Znak czasu. Pandemia. I gdyby nie krępujące ich ręce, a jego dodatkowo również nogi kajdanki, można by pomyśleć, że[paywall] „urwali” się z nudnych lekcji. Ale nie.
Widok otaczających ich szczelnie policjantów nie pozostawia złudzeń i wątpliwości. Z pomieszczenia dla aresztantów na parterze Sądu Okręgowego w Przemyślu powoli, krok za krokiem, idą na II piętro do największej w tym gmachu sali numer 108. W jej murach sądzono już niejednego zabójcę, sprawców makabrycznych rozbojów. Zapadały najsurowsze z możliwych wyroków.
Przed wejściem kilku dziennikarzy, ekipa telewizyjna. Prokurator, obrońcy. Ją będzie bronił adwokat z wyboru, jego przydzielony mu z urzędu. Na ławce jakby skulona, sprawiająca wrażenie zagubionej, nieco wyobcowana starsza kobieta. Rzuca ukradkowe spojrzenia na dwójkę podsądnych. Odebrali jej syna, którego potraktowali niczym śmiecia, truchło zwierzęcia. Wreszcie spojrzy im w oczy. Już za chwilę staną niemal twarzą w twarz. Oni w miejscu dla oskarżonych, po prawej stronie od publiczności.
Matka ofiary naprzeciw, zachowując społeczny dystans, w sąsiedztwie oskarżyciela publicznego jako oskarżyciel posiłkowy. Początkowo nie jest pewna, czy rzeczywiście chce wystąpić w tej roli, chociaż wcześniej deklarowała gotowość. Waha się. Ostatecznie, pouczona przez sąd, mówi „tak”. Jeszcze tylko przewidziane prawem kodeksowe formalności i wraz z odczytaniem aktu oskarżenia proces rusza z miejsca. Prokurator, karta po karcie, odtwarza wydarzenia z nieodległej przecież przeszłości.
Do zbrodni doszło w drugim kwartale 2019 roku w Słonnem, w gminie Dubiecko. Wojciech P., kawaler, mieszkał z rodzicami. Pomagał im. Od czasu do czasu wyjeżdżał do siostry w Niemczech. Popracował trochę i wracał. Później znowu wyjeżdżał. I tak na zmianę.
– Dobry był, nikomu nie wadził – zapewniał wstrząśnięty tym, co się stało, sołtys. – Nikogo nie zaczepiał, krzywdy nigdy nie zrobił, nie awanturował się. Zawsze powiedział „dzień dobry”, ukłonił się, porozmawiał – przekonywał, kiedy pierwszy raz pisaliśmy o tragedii.
W ostatni poniedziałek kwietnia, przed początkiem długiego weekendu, zakrwawione ciało Wojciecha znaleziono w rowie, przy asfaltowej drodze. Jakieś 100 metrów od rodzinnego domu, bezpośrednio przy wjeździe do jednego z opustoszałych ośrodków. Miał na sobie tylko majtki. Obok leżało ubranie, buty. Nad ranem na zwłoki natknął się dozorca. Wracał po nocnej zmianie z budowy mostu w pobliskiej Sielnicy. Szybko zawiadomił policjantów. Oprócz nich na miejsce przyjechał lekarz pogotowia ratunkowego. Pozostało mu jedynie stwierdzić zgon.
– Został zamordowany? – domniemywano. – Może szedł drogą i potrącił go samochód, kierowca odjechał, nie udzieliwszy mu pomocy – zastanawiali się miejscowi.
Początkowo „dochodzeniowcy” nie wykluczali żadnej z hipotez. Z upływem godzin śledczy nabierali coraz większej pewności, że mają do czynienia z zabójstwem. I to wyjątkowo brutalnym. Jeszcze tego samego dnia zatrzymali 4 osoby. Obecnych: 18-latkę i 19-latka oraz matkę i ojczyma dziewczyny. Wszyscy byli trzeźwi. Dwójka dorosłych po złożeniu zeznań odzyskała wolność. Dżesika N. i Sebastian K. pozostali w policyjnym areszcie. Dzień po zbrodni doprowadzono ich na przesłuchanie. Bez emocji opowiedzieli o tragicznych wydarzeniach ze swoim udziałem. Złożyli spójne wyjaśnienia. Niczego się nie wypierali.
Początek dramatycznej w skutkach historii dało niedzielne spotkanie przed sklepem w Słonnem, gdzie pokrzywdzony i podejrzani rozmawiali. Doszło do sprzeczki, nieporozumienia. Ale ostatecznie każdy poszedł w swoją stronę. Dżesika i Sebastian wrócili do domu przybranego ojca dziewczyny. Nieopodal sklepu. 38-letni Wojciech P. kupił kilka piw i dołączył do wspomnianych. Pili.
Kiedy gospodarz usnął, a jego żona wraz z ich małym dzieckiem pojechała do swojego podrzeszowskiego domu, pomiędzy pozostałymi przy stole uczestnikami biesiady ponownie doszło do słownych utarczek, szamotaniny, nawet bójki. P. miał obrażać dziewczynę, wyrażać się o niej w niewybrednych słowach. Ta nie wytrzymała. Pobiegła do piwnicy. Przyniosła siekierę. Wręczyła ją Sebastianowi, który roztrzaskał głowę adwersarzowi. Zadał mu kilkadziesiąt uderzeń, rozpłatał czaszkę.
Bezwładne ciało Wojciecha zabójcy umieścili na taczce. Pod osłoną nocy wywieźli tam, gdzie zostało odnalezione przez stróża. Wcześniej skradli należące do zamordowanego około 130 złotych i telefon komórkowy. Po wszystkim próbowali zacierać ślady zbrodni.
W przeszłości Dżesika N. i Sebastian K. mieli zatargi z prawem. Przebywali w placówce wychowawczej w województwie mazowieckim, gdzie dziewczyna poznała pochodzącego z Dąbrowy Górniczej chłopaka. Około dwóch tygodni przed tragedią uciekli z ośrodka. Przyjechali na Podkarpacie. Zdaniem biegłych – psychiatrów i psychologa – w chwili popełniania zbrodni nie mieli ani ograniczonej, ani zniesionej zdolności rozpoznania znaczenia czynu i mogli pokierować swoim postępowaniem.
10 września br. podczas pierwszego dnia procesu solidarnie odmówili składania wyjaśnień. Odpowiadali za to na pytania obrońców. Przyznali się do zarzucanych im czynów. Sebastian K. nie ukrywał, że bardzo żałuje tego, co zrobił. Przeprosił najbliższych Wojciecha P., chociaż – jak zaznaczył – ma świadomość, że słowo „przepraszam” nic nie zmieni i nie zwróci mu życia. Podobne uczyniła Dżesika N.
Kolejna rozprawa odbędzie się 1 października. Wyrok być może poznamy na początku grudnia br. Podsądnym grozi kara do 25 lat pozbawienia wolności.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze