Był inicjatorem i popularyzatorem futsalu w Przemyślu. Potem dwukrotnie wywalczył awans do I ligi z zespołem Górala Tryńcza Futsal Team, ale nigdy – ze względów finansowych – nie było mu dane poprowadzić tego zespołu na tym szczeblu rozgrywkowym. Udało się to wreszcie w Przemyślu z zespołem Eurobusu. Udało się jeszcze więcej! Rok po roku wprowadził swój team z 2. Makroregionalnej Ligi Futsalu do FOGO Futsal Ekstraklasy. To był kapitalny sezon w wykonaniu jego podopiecznych. Za moment wymagania wzrosną niewspółmiernie. Będą gotowi!
Na co Pan liczył, kiedy rozpoczynał się sezon 2022 – 2023 w 1. Polskiej Lidze Futsalu?
– Choć celem przedstawionym przez władze klubu było utrzymanie się jako beniaminek, osobiście liczyłem na walkę od pierwszego meczu o miejsce w górnej połówce tabeli. Dobrze przepracowany okres przygotowawczy i wartościowe przedsezonowe sparingi, choćby z ekstraklasowymi Clearexem Chorzów czy słowackim Podporem Pohyb Koszyce utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to zadanie jak najbardziej realne. Z dużym entuzjazmem oczekiwałem na rozpoczęcie ligowych zmagań[paywall].
Inauguracja była przednia. Niektórzy mówią, że beniaminek zazwyczaj tak ma, płynąc jeszcze na entuzjazmie awansu. Potem przyszła nieszczęśliwa porażka w Rudzie Śląskiej i powrót na zwycięską ścieżkę. Szczerze: jak długo liczył Pan, że ta passa będzie trwać?
– Bardzo zależało nam na zwycięskim rozpoczęciu nowego sezonu i po emocjonującym spotkaniu pokonaliśmy na inaugurację zespół z Lublina. W drugiej kolejce doznaliśmy, jak się później okazało, jedynej porażki w pierwszej rundzie w Rudzie Śląskiej. Z uwagi na rozgrywki na trawie w tym meczu były braki kadrowe. Przystępując do sezonu, wiedziałem, że takie sytuacje mogą mieć miejsce. Absolutnie nie chcieliśmy się tym tłumaczyć, tylko konsekwentnie realizować swój plan, skupiając się na każdym następnym meczu. Do każdego rywala podchodziliśmy z szacunkiem, ale też bez kompleksów, starając się zawsze grać o trzy punkty. A że potem złapaliśmy świetną serię, chcieliśmy ją oczywiście jak najdłużej kontynuować.
Nie miał Pan w zespole ani jednego gracza, który skupiał się tylko i wyłącznie na grze na parkiecie. Bardzo to przeszkadzało?
– Można powiedzieć, że niemal w 100 procentach nasza kadra była złożona z zawodników grających zarówno na dużym boisku, jak i w naszym zespole. Miałem tego świadomość, przystępując do I-ligowego sezonu. Na pewno nie było to łatwe zadanie, na bieżąco bowiem trzeba było zbierać informacje o terminach treningów ekip grających na trawie, układając wówczas swój mikrocykl tygodniowy. Dzieliliśmy zawodników na poszczególne grupy tak, aby odpowiednio zbilansować ich wysiłek fizyczny, nie wspominając już o weekendowych meczach. Często każdy z nich rozgrywał dwa spotkania, co wiązało się z naprawdę dużymi obciążeniami. Jak się później okazało, nasz pomysł i obrany kierunek się sprawdził. Zawodnikom należą się naprawdę wielkie słowa uznania za wykonaną całosezonową pracę.
Potrafiliście wypracować schematy, które były trudne dla rywala. Potrafiliście cieszyć się futsalem, grać widowiskowo i efektownie. Poprzeczka szła do góry, przestaliście być anonimowi, presja rosła. Jak dawaliście sobie z tym radę?
– Dla mnie jako trenera podstawą jest zawsze to, aby zawodnicy tak indywidualnie, jak i drużynowo rozwijali się pod kątem futsalowym. Mnóstwo czasu poświęciliśmy na dopracowanie wielu elementów technicznych czy – przede wszystkim – taktycznych, które w tej dyscyplinie są niezwykle ważne. Wypracowaliśmy dużą ilość wariantów i schematów rozegrania piłki w ataku czy stałych fragmentów i na tle doświadczonych rywali w tej lidze, moim zdaniem, wyglądaliśmy naprawdę bardzo dobrze. Mając duży potencjał osobowy, nie zamierzałem zmieniać naszego stylu z poprzedniego sezonu. Chcieliśmy grać ofensywnie, dodając do tego wysoką intensywność, co z pewnością mogło podobać się naszym kibicom. Żadnej presji nie odczuwaliśmy, tylko konsekwentnie robiliśmy swoje, ciesząc się każdym meczem.
Musiał przyjść kryzys. Kiedy się Pan go spodziewał?
– Wiedziałem, że prędzej czy później przyjdą trudniejsze momenty. Analizując sobie każdy możliwy wariant, najbardziej obawiałem się nakładania się zimowego okresu przygotowawczego w klubach trawiastych. Tam wówczas zawodnicy bardzo ciężko trenują. W kilku meczach właśnie w tym okresie, co oczywiście było zrozumiałe, widać było duże zmęczenie poszczególnych zawodników. Reagowaliśmy na ten fakt, dbając o odpowiednią odnowę i regenerację całego zespołu. Naszą siłą przez ten sezon był cały zespół i oprócz porażki z GKS-em Tychy w pozostałych, często trudnych spotkaniach, potrafiliśmy przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
Właśnie – tworzyliście zespół. Czy ktoś zasłużył jednak na dodatkową pochwałę?
– Uważam, że bez odpowiedniej atmosfery wewnątrz zespołu, obojętnie jaka by to dyscyplina sportowa nie była, ciężko jest osiągnąć sukces. Stąd zawsze w swojej pracy kładę nacisk na ten aspekt i muszę przyznać, że tworzyliśmy świetny, zgrany team zarówno w szatni, na boisku jak i poza nim. Tak naprawdę każdy z zawodników, który występował w naszych barwach, ma swój mniejszy lub większy wkład w osiągnięcie tego historycznego wyniku. Za to im wszystkim bardzo dziękuję. Duże słowa uznania kieruję w kierunku kapitana Łukasza Rudnickiego, z którym wspólnie poświęciliśmy naprawdę mnóstwo czasu na to, aby drużyna mogła jak najlepiej w naszych realiach funkcjonować.
Teraz wymagania wzrosną niewspółmiernie. Co trzeba, aby zaistnieć w FOGO Ekstraklasie? Chciałby Pan zachować trzon zespołu? Jeśli tak, to ci zawodnicy nie mogą już chyba łączyć gry na boisku z grą na parkiecie. Będą jakieś wzmocnienia? Czego się Pan spodziewa po ekstraklasie?
– Przed nami bardzo duże wyzwanie, jeśli chodzi o grę w FOGO Futsal Ekstraklasie i mam tu na myśli każdy aspekt. Przede wszystkim musimy zadbać o jak najlepszą organizację klubu, gdyż na tym poziomie nie możemy już funkcjonować tak jak było to do tej pory i to na pewno jest kluczowa kwestia. Podstawą dla mnie jako trenera jest utrzymanie z niewielkimi korektami kadry, która wywalczyła awans. Chciałbym dać tym graczom możliwość rywalizowania z najlepszymi zespołami futsalowymi w Polsce. Wiadomo, że będą musieli zrezygnować z gry na trawie i skupić się tylko na występach w hali. Do tego oczywiście będziemy również szukać wzmocnień, aby stać się jeszcze lepsza drużyną, bo zdajemy sobie sprawę że poziom jest już bardzo wysoki i coraz więcej zespołów jest w pełni profesjonalnych. Celem jako beniaminek będzie utrzymanie się w rozgrywkach i od pierwszej kolejki trzeba będzie walczyć z całych sił o każdy punkt. Fakt, że do Przemyśla przyjadą takie zespoły jak mistrz Polski Constract Lubawa, Rekord Bielsko-Biała, Piast Gliwice, Legia Warszawa, Widzew Łódź czy Jagiellonia Białystok powoduje, że czekają nas wszystkich ogromne emocje i z pewnością każdy mecz będzie dla nas wydarzeniem, na które już dziś nie możemy się doczekać.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze