Reklama

Ruinę przekształcili w schronisko

25/07/2019 18:30

Trzydzieści lat istnienia obchodzi przemyskie koło Towarzystwa św. Brata Alberta, co czyni je najstarszym w województwie podkarpackim. Najbardziej znaną – choć nie jedyną – formą działalności jest schronisko dla bezdomnych.

– Początki były bardzo trudne. Baraki, które otrzymaliśmy na schronisko były w takim stanie, że nie da się tego opisać. Nie mieliśmy pieniędzy, żeby to zburzyć i odbudować od nowa. Powolutku przystosowywaliśmy je do zamieszkania i daliśmy ludziom dach nad głową – mówi Jadwiga Mikołajczyk, wiceprezes przemyskiego koła, która jest w stowarzyszeniu od samego początku. Przez długi czas[paywall] pełniła w nim również funkcję prezesa.

Formalnie przemyskie koło Towarzystwa zawiązało się 9 maja 1989 r. Inicjatorem powstania Towarzystwa św. Brata Alberta w Przemyślu był w 1989 r. ks. Bronisław Żołnierczyk. Za swoją działalność charytatywną był wielokrotnie honorowany, a do najważniejszych odznaczeń należy złoty krzyż zasługi oraz honorowe obywatelstwo Przemyśla.

Reklama

Pierwszym dziełem było stworzenie schroniska dla bezdomnych mężczyzn. Wielu z nich przychodziła na żebry do ks. Żołnierczyka, a on ich odsyłał tu. I przychodzili.

 

Sen się spełnił

– Na początku mieszkało tu 7 bezdomnych, w tamtym baraku oddalonym od ulicy, bo ten pierwszy był cały zdewastowany, zajęty jakimiś worami. Nie wiem skąd to wszystko się tu wzięło. Były nawet beczki z ropą naftową – opowiada J. Mikołajczyk. – Chwała Bogu jakoś się to wszystko wyczyściło, wyremontowało, stworzyło warunki prawie że domowe i z 7 pierwszych mieszkańców, zrobiło się nagle 77. I tak to do dzisiaj trwa – dodaje.

Reklama

– Były trudności, ale św. Brat Albert pomagał nam bardzo – mówi pani wiceprezes. Jako przykład przytacza powódź z lipca 1997 r. Z powodu ulewnych deszczy, w jednym z baraków załamał się dach i całe wnętrze zostało zalane. – Przychodzę rano. Matko! Pół baraku nie ma, niebo nad nami, wszystko w wodzie pływa. A było dopiero po remoncie – opowiada.

Pożyczyli plandeki z wojska, żeby przykryć barak. Deszcz padał nadal. Co robić? Wszyscy się zastanawiali, jak pani Jadwiga sobie z tym poradzi. Ona sama też nie wiedziała.

Reklama

– Pamiętam to jak dziś. Miałam taki sen z soboty na niedzielę: piszę kolejne pismo z prośbą finansową. Czytam je, czy wszystko stylistycznie jest w porządku, a na dole strony dużym, czarnym, tłustym drukiem napisane: „do końca będę o was myślał, św. Brat Albert” – pani Jadwidze łamie się głos, gdy o tym wspomina.

– Na drugi dzień opowiadam to księdzu Bronisławowi, a on mówi, że przywiózł mi z zarządu głównego 30 tysięcy na naprawę dachu. No i znalazły się pieniądze i tak to wygląda do tej pory. Dźwigaliśmy się i skończyliśmy remonty – mówi.

Reklama

Obecnie w schronisku mieszka 57 mężczyzn. W zimie jest ich ponad 70, a przy większych mrozach nawet 100. – Niektórzy mieszkańcy się usamodzielnili, co wcale nie znaczy, że to była nasza zasługa – mówi Henryk Hass, obecny prezes Towarzystwa. Przykładem jest pan Bronek. Mężczyzna się ożenił, ona znalazła mu pracę, trochę dorobił za granicą, żyją szczęśliwie.

 

Nie tylko schronisko

Zasługą organizacji jest natomiast stworzenie kilka lat temu zupełnie nowej formy pomocy. Towarzystwo nabyło za symboliczną kwotę jeden z pustostanów, wyremontowało i powstały tam mieszkania chronione dla osób wychodzących z bezdomności. Mieszka w nich trzech mężczyzn, którzy wcześniej przebywali w schronisku. Sami się utrzymują i odpowiadają za użyczone lokale. Dodatkowo są zobowiązani do finansowego wsparcia schroniska.

Reklama

To są pozytywne historie. Pan Henryk nie ukrywa, że są i negatywne. – Mamy takie przykłady: poszedł do mieszkania, w pół roku je zdewastował, później wraca do nas na czworakach, a tam zostawia zadłużenie – opowiada.

Schronisko jest działalnością, z której Towarzystwo św. Brata Alberta jest w Przemyślu najbardziej znane. Ale nie jest działalnością jedyną. Niedługo później rozpoczęła funkcjonowanie kuchnia dla potrzebujących im. św. Brata Alberta i bł. Matki Angeli Truszkowskiej, którą Towarzystwo prowadzi wspólnie z siostrami felicjankami.

W świętowaniu jubileuszu wziął udział m.in. abp Adam Szal. Hierarcha podkreślił, że na koniec życia będziemy oceniani otwartego serca, „z tego, czy potrafimy podać przysłowiowy kubek z wodą spragnionemu”. Zaznaczył, że w działalności charytatywnej to nie pieniądze i zaplecze są najważniejsze – choć są konieczne – ale wyjście do drugiego człowieka z sercem.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Zdziwiony - niezalogowany 2019-07-25 22:41:31

    Hm, Heniu Hass. Zdumiewające. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości