Od 28 kwietnia 2021 ekolodzy z Inicjatywy Dzikie Karpaty blokują dojazd do dwóch wydzieleń leśnych między Makową a Arłamowem. 31 marca br. aktywistki i aktywiści zaalarmowali media o podjęciu pracy przez pracownika Zakładu Usług Leśnych pomimo ich sprzeciwu.
„Dziś Lasy Państwowe wjechały ciężkim sprzętem w cenny fragment Puszczy Karpackiej, znajdujący się tuż obok blokady. To część lasu od roku chronionego przez nas przed zniszczeniem. Ciągniki zrywkowe budują nowe szlaki, pracownicy Lasów Państwowych zastraszają osoby biorące udział w proteście – kiedy nikt nie patrzy, szykuje się nowa fala wyrębów. Wszystko teraz, kiedy oczy świata zwrócone są na wojnę, niszczone są najcenniejsze zasoby naszego kraju! Czy Lasy Państwowe się cofną?” – napisali ekolodzy w apelu do wolontariuszy, mediów i osób wspierających pikietę.
– Nadleśnictwo wykorzystało sytuację wojny w Ukrainie i fakt, że było nas tutaj mało. Większość aktywistek i aktywistów Inicjatywy Dzikie Karpaty włączyło się w pomoc uchodźcom – informuje Łukasz Synowiecki.
– Pomimo naszych protestów ciężki sprzęt wjechał do lasu, bardzo blisko naszego obozu. Bardzo nas to zaniepokoiło. Nie wiedzieliśmy, co to oznacza. Pracownik Zakładu Usług Leśnych spychaczem[paywall] rozrył drogi, które już zdążyły się zabliźnić – dodaje Katarzyna Hromek. Oboje od pierwszego dnia uczestniczą w pikiecie w Makowej.
Ekolodzy z Inicjatywy Dzikie Karpaty domagają się powstania Turnickiego Parku Narodowego, zaprzestania polowań na planowanym terenie parku oraz bezwzględnego zakazu wycinki starodrzewu.
Po wydarzeniach z 31 marca barakowóz, który pozwolił przetrwać ekologom zimę, ponownie zapełnił się aktywistkami i aktywistami z całej Polski.
– Obawiamy się dalszych działań Nadleśnictwa Bircza, mających na celu zniechęcenie nas do dalszej pikiety. W minionym roku wielokrotnie byliśmy kontrolowani przez Straż Leśną, policję. Doszło do niebezpiecznych sytuacji, gdy na teren blokady próbował wjechać ciężki sprzęt do zrywki. Jacyś nieznani sprawcy przebijali nam opony w samochodach, wybijali szyby, zastraszali aktywistki – dodaje Synowiecki.
W okolicach Makowej i przy drogach miedzy Fredropolem a Huwnikami na niektórych ogrodzeniach wiszą banery z napisami: „Nie chcemy ekoterrorystów”. Na pytanie, jak się z nimi czują, odpowiadają.
– Nasza pikieta jest pokojowa, apolityczna. Nie jest wymierzona przeciwko nikomu. Pikietujemy dla kolejnych pokoleń, które mają prawo doświadczyć pięknej, dzikiej, niepowtarzalnej przyrody. Na tym raczej nie polega terroryzm. Ci, którzy dokonują niczym nieuzasadnionej, rabunkowej wycinki starodrzewu, chyba bardziej zasługują na takie miano. Najlepiej byłoby, aby ani takich banerów nie było, ani żeby nie padały stygmatyzujące określenia – ripostują ekolodzy.
Nadleśniczy Nadleśnictwa Bircza Zbigniew Kopczak:
– To, co napisali i co opowiadają ekolodzy z Inicjatywy Dzikie Karpaty o sytuacji z 31 marca, to nieprawda. Pracownik ZUL wjechał spychaczem na teren dwóch wydzieleń, na których w ubiegłym roku prowadziliśmy niezbędne, wcześniej zaplanowane prace nie po to, aby komuś dokuczyć. Musiał dokończyć zgodną z harmonogramem rekultywację terenu. To normalna procedura po zakończeniu prac na danym wydzieleniu leśnym. Ekolodzy z Inicjatywy Dzikie Karpaty robili wiele, aby nam to utrudnić. Prace w tamtym miejscu zakończyliśmy. Nie planujemy kolejnych. Ekolodzy nam nie przeszkadzają, chociaż trzeba pamiętać, że znajdują się na terenie Lasów Państwowych, konkretnie naszego nadleśnictwa, bezprawnie. Bez pozwoleń chociażby na barakowóz. Pomimo zakazów i wielokrotnych apeli Straży Leśnej nadal bezprawnie zajmują teren nadleśnictwa.
Na pytanie, czy jest za powołaniem parku, nadleśniczy Z. Kopczak odpowiada:
– W Nadleśnictwie Bircza pracuję od 1978. Od 33 lat jestem nadleśniczym. Znam każdy fragment tego lasu. Wiem, co dla niego dobre. Las daje zatrudnienie 500 pracownikom leśnym. W Nadleśnictwie Bircza zatrudniam 86 osób. A powołanie Turnickiego Parku Narodowego nie leży w gestii nadleśnictwa. Ponadto teraz, gdy w Ukrainie toczy się wojna, są ważniejsze sprawy niż powołanie parku.
– Pozostaniemy tu tak długo, jak będzie trzeba. Nasz sukces? Dotarliśmy z informacją o konieczności powołania Turnickiego Parku Narodowego do bardzo wielu ludzi, instytucji, mediów. Wydaliśmy mapę, na której zaznaczyliśmy najpiękniejsze miejsca, trasy spacerowe, turystyczne. Bazę noclegową. Wiemy, że jest duży opór mieszkańców w sprawie powołania TPN, ale są też i tacy, którzy widzą w nim szansę – podsumowują Katarzyna Hromek i Łukasz Synowiecki.
Idea powołania Turnickiego Parku Narodowego pojawiła się już prawie 40 lat temu. Wciąż pozostaje tylko na papierze. Lokalne samorządy gminne w Fredropolu i Birczy jednogłośnie odrzuciły możliwość jego utworzenia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze