Reklama

Śladami Linii Mołotowa

22/08/2015 18:54

Sowieckie bunkry wchodzące w skład Linii Mołotowa mogą imponować parametrami. Ściany mają grubość 175 cm, a do ich budowy stosowano materiał przywożony aż z Uralu. Dziś ze swoją mroczną tajemnicą przeżywają renesans.

Budowa podzielona była na 12 etapów. Najprostsze prace wykonywała ludność miejscowa. Było to przywożenie materiałów czy kopanie dołów. – Prace były dość dobrze zmechanizowane: wykorzystywano motopompy, wywrotki, mieszalnie – opisuje regionalista dr Marek Wiśniewski.
Mimo tego ich budowa pochłonęła kilkadziesiąt ofiar, które zmarły podczas niezwykle wyczerpującej pracy. – Często głodowali, nie posiadali odpowiedniego ubioru, nie mieli gdzie spać. Trzeba pamiętać, że rok 1940 był bardzo deszczowy i tym samym chłodny – opowiada M. Wiśniewski.[paywall]
Jego staraniem wytyczono trasę rowerową wzdłuż Linii Mołotowa.

Niemcy szpiegowali budowę

Rawsko-Ruski Rejon Umocniony tworzy około 100 bunkrów na obszarze Roztocza Wschodniego, obejmującego pas od miejscowości Mosty Małe koło Hrebennego po Oleszyce i Stary Dzików. Najwięcej można ich spotkać w okolicach miejscowości Stare i Nowe Brusno oraz wzniesień: Wielki Dział, Hrebcianka i Brusno, a także w gminie Bełżec i Lubycza Królewska.
Bunkry, choć może niepozorne, mogą imponować swoimi parametrami. Ściany czołowe mają grubość 1,75 m, ściany stropowe – 1,50 m, stosowano cement bardzo wysokiej klasy, do umocnień wstawiano szyny kolejowe. Sowietom zależało, aby kruszec był jak najlepszej jakości, więc materiał sprowadzano aż z Uralu. Jednocześnie zupełnie biernie władze podchodziły do tego, że w trakcie budowy nad obiektami latały niemieckie samoloty szpiegowskie. – Stalin do końca wierzył w wierność sojusznika, czyli Hitlera – komentuje dr Wiśniewski.
Częściowo dlatego bunkry w Rawsko-Ruskim Rejonie Umocnionym odegrały znikomą rolę w działaniach obronnych. Przede wszystkim żołnierze nie byli odpowiednio wyszkoleni i było ich niewielu. Brakowało im wyposażenia i amunicji, a bunkry były tylko częściowo wykończone. Zaskoczeni atakiem Niemiec żołnierze rosyjscy nie mieli żadnych szans na obronę. – Były dwa punkty, które podjęły obronę. Jednym z nich była Hrebcianka i dowodzący nią lejtnant Grigorij Szalar, a drugim rejon Lubyczy, dowodzony przez lejtnanta Martyńczyka – mówi M. Wiśniewski.

Każdy schron jest inny

Do dziś, co się dało, zostało rozgrabione. W zasadzie wszystko, co nadawało się na sprzedaż, zabrali „eksperci od złomu”. Ale roztoczańska część Linii Mołotowa nie została zdegradowana. Same bunkry mają się bardzo dobrze. – Dziś przeżywają renesans. Mają swoją mroczną tajemnicę i ludzie bardzo chętnie przyjeżdżają je oglądać – mówi M. Wiśniewski.
Zwiedzając, trzeba pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Praktycznie każdy bunkier jest inny. Jest kilka jednokondygnacyjnych, ale większość ma kilka pięter w głąb ziemi. Dlatego należy uważać, aby nie spaść kilka metrów w dół. Do zwiedzania koniecznie trzeba wziąć ze sobą latarkę, dobrze mieć linę lub drabinkę linową. Najlepiej iść przynajmniej w dwie osoby.
Warto również pamiętać, że wejścia do bunkrów na terenie Nadleśnictwa Lubaczów zostały zabarykadowane i wnętrza można oglądać jedynie przez kraty. – Uzasadniono to tym, że żyją tam nietoperze. Później tłumaczono, że zwiedzanie jest niebezpieczne dla ludzi. Ja się z tym nie zgadzam. Po prostu trzeba uważać – mówi M. Wiśniewski. Bez żadnego problemu można natomiast wejść do schronów na terenie Nadleśnictwa Narol.

Noc w bunkrze

Co można zrobić z tymi bunkrami obecnie? – Musimy je w większym stopniu udostępnić turystom. Są miejsca, jak choćby wzniesienie Hrebcianka, gdzie można ich bezpiecznie poprowadzić – uważa regionalista.
Marzeniem Marka Wiśniewskiego jest stworzenie w jednym z bunkrów wystawy, a nawet minihoteliku. – Warto wykorzystać ten potencjał, który mamy. Jeśli nie byłoby innej możliwości, to można ustawić tam atrapy, ale stworzyć klimat bunkra z czasów wojny. Ludzie szukają wrażeń, szukają czegoś nowego – uważa.
**
Publikacji na temat Linii Mołotowa na Roztoczu jest znikoma ilość. Ostatnio ukazała się książka Roztoczańska część Linii Mołotowa pod redakcją: prof. dra hab. Waldemara Martyna, dra Marka Wiśniewskiego i dra Mariusza Kopra. Ze względów finansowych nie doczekała się jednak większego nakładu i obecnie nie jest dostępna w księgarniach.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama