Pan Jan prowadzi do pokoju żeby, pokazać galerię obrazów, które sam namalował. Obrazy są wszędzie. Zajmują całą jedną ścianę i kawałek drugiej, stoją na stole i na półkach meblościanki. Razem jest ich chyba ponad setka.
Niejeden profesjonalny artysta nie namalował aż tylu obrazów, ale Jan nie jest artystą tylko zupełnym amatorem. Nie należy do żadnego kółka plastycznego, nie słyszał o klubie plastyka nieprofesjonalnego i nigdy się tego nie uczył. Maluje od trzech lat. Tak jak potrafi, to, co mu się podoba i z tego[paywall] czerpie ogromną radość.
– To nie wszystkie, jakie namalowałem. Dużo jest po ludziach, bo trochę porozdawałem – mówi Jan Kondro, rocznik 1935.
– Z zawodu jestem krawcem. Najpierw pracowałem w spółdzielni „Bistor”, potem miałem własny zakład na Słowackiego czterdzieści trzy. Później znowu na kolei szyłem mundury dla kolejarzy. Cztery lata na stołku, jako krawiec, a później za dyrektora Błachuta zrobili mnie kierownikiem. Kiedy rozwiązali ten zakład, poszedłem na rentę i znowu trochę w domu szyłem. Żona mi poważnie zachorowała i w dwa tysiące piętnastym zmarła. Zostałem sam i pomyślałem, że muszę się czymś zająć i zacząłem malować. Jeszcze wcześniej też malowałem, ale to były tylko próby, bo jeździłem do żony do szpitala i czasu nie było. Teraz maluję i to mnie pociąga, a przy pędzlu bardzo dobrze mi się odpoczywa. Maluję głównie kwiaty. Najchętniej słoneczniki, ale inne też. Na przykład kiedyś poszedłem do żony na cmentarz. Zobaczyłem konwalie i tak mi się podobały, że je namalowałem. Kiedyś konie namalowałem, a innym razem widoczki. Lubię też malować owoce.

fot.Jacek Szwic
Warsztat krawiecki pan Jan zamienił na pracownię malarską.
Przechodzimy do pracowni pana Jana. W małym pokoiku czuć delikatny zapach olejnych farb. Kiedyś był tu warsztat krawiecki, po którym została jeszcze maszyna do szycia. Teraz złożona służy, jako stół do pracy twórczej. Tutaj powstały wszystkie obrazy.
– Maluję farbami, które kupuję w małym sklepiku papierniczym na placu Na bramie, ale najwięcej zużywam bieli. Na giełdach staroci i wyprzedażach wyszukuję ramki, potem do nich przycinam płyty pilśniowe i na nich maluję. Z wyobraźni, z głowy, bo nikt mnie tego nie uczył. Sam doszedłem do tego, jak się miesza farby i jakimi pędzelkami najlepiej malować. Do szkoły chodziłem w Gajach za Stubnem i pamiętam, że z prac i rysunków miałem zawsze piątki, tylko matematyka mi nie szła. Kiedy tak maluję kwiaty, to życie już nie jest takie szare i smutne. Sprawia mi to ogromną radość i lubię też obdarowywać innych moimi obrazami. W szpitalu lekarzom dałem i w przychodni.
– Radzę wszystkim w starszym wieku, samotnym żeby nie siedzieli i nie rozmyślali, nie przeżywali, nie zamartwiali się, tylko żeby się czymś zajęli. Tak jak ja. To moja recepta na życie. Na koniec wizyty pan Jan mówi, że chciałby podarować dla redakcji jakiś swój obrazek i prosi żeby sobie któryś wybrać. Wybieram słoneczniki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jaki dobrze jest realizowac swoje marzenia i rozwijac taleny nawet w starszym wieku.Gratuluje
Super!
Świetnie!
Jaki dobrze jest realizowac swoje marzenia i rozwijac taleny nawet w starszym wieku.Gratuluje