Reklama

Spluwaczka

18/11/2016 07:56

Prawdziwy renesans przeżywają westerny. Dzięki uprzejmości telewizji - na różnych kanałach -wraca Dziki Zachód. Kowboje galopują na rumakach, strzelają z colta i z biodra, uganiają się za Indianami i odwrotnie. Prawie zawsze wplątana jest w to wszystko atrakcyjna kobieta, w której zadurza się bezlitosny rewolwerowiec. Dzielny szeryf, łowca głów, czy samotny jeździec wymierzają sprawiedliwość, czyniąc to w sposób bezkompromisowy i jednoznaczny.

Na ogół nie ma tu dylematów moralnych, a granica między dobrem a złem jest ściśle wytyczona. Pomimo więc, że kaniony, preria, rzeki i pióropusze są kolorowe, wiadomo, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Zasadą jest więc, że dobro prawie zawsze zwycięża. Ta walka dobra ze złem nie jest anonimowa. Dobry szeryf ma jakieś nazwisko, bandyta też prowadzi działalność pod własnym szyldem. W klasyku gatunku, jakim jest Rio Bravo, jest taka scena. Dude (Dean Martin), niegdyś świetny rewolwerowiec, a teraz nędzny pijaczyna walczy o powrót do świetności. W knajpie prowokuje go jakiś przypadkowy kowboj. Wrzuca monetę do spluwaczki, zachęcając biedaka, by wyjął pieniądz i napił się wreszcie. Efekt końcowy tej konfrontacji jest taki, że kiedy Dude ogarnia się i staje na wysokości zadania, sam zachęca potem prowokatora, by wyjął swoją monetę ze spluwaczki, co ten z obrzydzeniem uczynić musi. Przypomniałem sobie tę scenę, kiedy surfując po sieci, napotkałem po raz kolejny – na różnych stronach – hejterskie wpisy, chamowate komentarze i obraźliwe posty. Wejścia te są anonimowe, co wielce ułatwia dobieranie jak najbardziej obraźliwych zwrotów i cyzelowanie nienawiści i pogardy. 

Stało się to już na tyle powszechne, że przybiera rozmiary epidemii, żeby nie powiedzieć zarazy. Sprzyja temu technika, czyli mówiąc krótko – internet. Obiekt ataków jest z reguły znany z imienia i nazwiska, atakujący zaś kryje się zazwyczaj za jakimś wyszukanym pseudonimem. I tutaj jest pies pogrzebany. Nie chodzi o to, gdzie w tej wymianie jest dobro, a gdzie zło. Idzie o to, że jedna ze stron występuje anonimowo. Ta hejterska odsłona internetu przypomina spluwaczkę. Chcesz to czytać – wyjmij tę monetę. Nie ma takiej opcji jak w Rio Bravo, by zachęcić anonimowego autora, by sięgnął do tej spluwaczki i poczuł upokorzenie, dowiadując się czegoś na swój temat. Chroni go ten niepisany internetowy immunitet. Oczywiście są metody identyfikacji, ale nie wszyscy się w to bawią. W klasycznym filmie z Dzikiego Zachodu odwaga była w cenie. Autorom obraźliwych wpisów w sieci widać brakuje tej cechy, skoro nie chcą podpisać się imieniem i nazwiskiem. I na tym polega różnica pomiędzy westernem a hejtem internetowym.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości