Ponad 100 osób przyszło 4 kwietnia br. do Przemyskiej Biblioteki Publicznej, by spotkać się z Michałem Rusinkiem, literaturoznawcą, pisarzem i tłumaczem oraz dawnym sekretarzem Wisławy Szymborskiej.
Gdy poetka zmarła, Rusinek zgodnie z jej wolą założył fundację jej imienia, którą prowadzi do dziś. Jest świadom, że swoją popularność zawdzięcza współpracy z Szymborską, ale znany jest też z własnej twórczości, zwłaszcza dla dzieci. Poza tym, jak czytamy na jego stronie internetowej, pracuje na Wydziale Polonistyki UJ, bywa tłumaczem z języka angielskiego, zdarza mu się układać wierszyki czy teksty piosenek i pisać felietony o książkach i języku.
Na spotkaniu w bibliotece opowiadał jednak głównie o Szymborskiej. O tym, że nie rozstawała się z papierosem, uwielbiała skrzydełka kurczaka z popularnej sieci fastfoodowej, unikała tłumu, za który uważała już grupę powyżej sześciu osób, i że za wszelką cenę nie chciała być uważana za osobowość. Pewnie dlatego któregoś razu taksówkarz powiedział jej, że to dla niego wielki zaszczyt wieźć taką… osobliwość. I rzeczywiście – stwierdził Rusinek –była dość osobliwa. Poetka lubiła układać eleganckie limeryki i rymowanki typu: Ulżyj trawie w obowiązkach, sam wybujaj na Powązkach. Kiedyś wycofała się z pomysłu, by swój tomik wierszy nazwać Szczegóły, bo wyobraziła sobie, że w jakiejś rozmowie mogłoby paść pytanie: Czy miałeś już w rękach szczegóły Szymborskiej?
W trakcie niemal dwugodzinnego spotkania usłyszeliśmy wiele innych anegdot, pokazujących jak ciepłą, skromną i autoironiczną osobą była Wisława Szymborska, ale też jak autoironiczny i zabawny jest Michał Rusinek. Z tych opowieści wyłonił się także obraz niezwykłej współpracy poetki i jej sekretarza i ich pięknej relacji.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze