Reklama

Staram się żyć w miarę normalnie

08/12/2018 18:30

Jadwiga Socha z Duńkowic jest jedną z modelek, których zdjęcia znalazły się w kalendarzu Fundacji Mukohelp na rok 2019. Na zewnątrz pełna wigoru, atrakcyjna młoda kobieta. Jej choroby nie widać, ale jest nieuleczalna. Jako społeczeństwo wciąż wiemy o mukowiscydozie za mało.

Pani Jadwiga jest jedną z twarzy projektu Fundacji Mukohelp. O sesji zdjęciowej opowiada z uśmiechem, mówi, że to było wielkie przeżycie, ale praca modelki nie jest dla niej. – To ciężka praca, samo nałożenie makijażu trwało bardzo długo. Nawet nie spodziewałam się, że można tyle tego nałożyć – opowiada.

Po energicznej, młodej kobiecie trudno poznać chorobę. Uśmiechnięta, elokwentna, od czasu do czasu tylko pokasłuje. – To także problem, bo ludzie nie widzą we mnie osoby chorej, nie rozumieją tego, że czasem mam chwile słabości – opowiada[paywall] .

Życie z mukowiscydozą jest trudne

– Mukowiscydoza ma wiele rożnych postaci, każdy przypadek jest trochę inny – mówi prezes fundacji Mukohelp Monika Bartnik, prywatnie matka siedmiolatka cierpiącego na mukowiscydozę. Codzienną rzeczywistością osób chorych jest kaszel i trudności w oddychaniem.

– Na przykład do pracy musiałam wstawać wcześnie rano, bo nie wiedziałam, czy poranny atak kaszlu potrwa 15 minut czy godzinę – opowiada pani Jadwiga. Jej odmiana choroby jest ciężka, ale dzięki determinacji, troskliwej opiece rodziców i odrobinie szczęścia kobieta może funkcjonować w miarę normalnie. – Ja chodziłam do szkoły, skończyłam szkołę średnią, do niedawna pracowałam na pełen etat – mówi.

– Nie wszyscy tak mogli. Niektórzy mają nauczanie indywidualne od najmłodszych lat, nie mają kontaktu z innymi ludźmi. A wiadomo, że z tą chorobą zmagają się przede wszystkim ludzie młodzi. W wieku szkolnym jest duża potrzeba akceptacji, przebywania z rówieśnikami, a to najczęściej przy tej chorobie jest niemożliwe – dodaje. Jednym z symboli mukowiscydozy jest osoba w trakcie inhalacji – to także nieodzowny punkt każdego dnia, ale na tym się nie kończy.

– Choroba atakuje cały organizm, niszczy wszystkie organy, w których jest śluz: drogi oddechowe, wątrobę, trzustkę – wylicza młoda mieszkanka Duńkowic. Często towarzyszy jej cukrzyca, choroby serca, problemy z łaknieniem tym trudniejsze, że dieta przy tym schorzeniu powinna być bardzo energetyczna – organizm ma problemy z przyswajaniem składników odżywczych. Stąd też częsta suplementacja. Ale i to jeszcze nie koniec. Chorzy muszą przechodzić regularnie antybiotykoterapie, często bardzo kosztowne, zwykle bardzo wyniszczające. – Proszę pamiętać, że na przykład dzieci dostają dwu-, trzykrotne dawki antybiotyków podawane dorosłym – zaznacza Monika Bartnik, dodając, że sytuacja dzieci i tak jest nieco lepsza niż dorosłych, którym trudniej znaleźć specjalistyczną pomoc.

Banalna infekcja może się zakończyć poważnymi konsekwencjami, a wyleczenie jej bywa bardzo trudne. Szczególnie groźne są szczepy bakterii, które pochodzą od innych chorych na mukowiscydozę, dlatego wskazane jest ich izolowanie.

Rzecz rozbija się o 4 izolatki

– To bardzo ważne w leczeniu objawów mukowiscydozy, żeby nie narażać chorych na nią na kontakt z innymi chorymi – mówi Monika Bartnik. Cel fundacji Mukohelp wydaje się banalny. Chcieliby, żeby na terenie jednego z podkarpackich szpitali stworzyć 4 izolatki, w których chorzy na mukowizscydozę mogliby się leczyć w nie tyle komfortowych, co po prostu bezpiecznych dla siebie warunkach. Jako wzór stawiają Centrum Leczenia Mukowiscydozy w Dziekanowie Leśnym, w trakcie rozmowy wiele ciepłych słów padło też pod adresem Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Do europejskiego standardu leczenia chorych na mukowiscydozę jednak daleko.

– Dziś rzeczywistość jest taka, że chorzy na mukowiscydozę trafiają na sale ogólne. Idą leczyć jedną rzecz, a wracają z trzema innymi problemami – wyjaśnia pani prezes. Ograniczenie kontaktów z potencjalnymi źródłami infekcji staje się sprawą życia lub śmierci.

– Sale, o których mówię, nie wymagają jakiegoś szczególnego wyposażenia, chodzi po prostu o to, by chorzy byli odizolowani i otrzymali kompleksowe leczenie w jednym miejscu, bez narażania się na kontakt z zarazkami w trakcie czekania na badanie lub wizytę u specjalisty. Czy wysiłki jedynej na Podkarpaciu i zaledwie piątej w kraju fundacji zajmującej się tą stosunkowo rzadką chorobą okażą się skuteczne, tego nie wiadomo. Pani Monika Bartnik opowiada wprawdzie o przychylności władz województwa, na której jednak się kończy, bo konkretów w kwestii poprawy jakości leczenia mukowiscydozy w województwie wciąż brak.
Bartłomiej Pacek
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ABC - niezalogowany 2018-12-08 21:49:26

    Niepełnosprawny to w powszechnych wyobrażeniach ktoś na wózku inwalidzkim albo bez nogi.  Często pokazuje się młodych ludzi którzy ulegli wypadkom komunikacyjnym stawiając ich za wzór do pracy nad sobą. Tutaj jest przykład choroby której nie widać (a takich chorób jest więcej). Ma ręce i nogi a do tego młoda, ładna, to pewnie zdrowa.  Tymczasem pod naszym urzędem miejskim nie moze stanąć nawet taksówka. Tak mało ludzi rozumie, że dla niektórych przejśc czasm 50 czy nawet 20 metrów to wielki wysiłek a czasem bariera nie do pokonania a dla urzędników chory to  tylko ten leżący - czy to normalne? Cóż, cierpienie to często poniżenie. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    asdf - niezalogowany 2018-12-09 15:20:28

    Pod UM ma prawo stawać tylko i wyłącznie Pan Prezydent .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama