19 sierpnia obchodziliśmy Światowy Dzień Fotografii, uznawanej za jeden z ważniejszych wynalazków ludzkości, który w ostatnim czasie niesamowicie się rozwinął. Niecały miesiąc później w Przemyślu rozpoczęło się „Święto fotografii”, na które złożyły się cztery wystawy oraz kilkudniowy plener fotograficzny artystów fotografików z całego kraju, zorganizowany przez Świętokrzyski Oddział Związku Polskich Artystów Fotografików.
W piątek, 9 września, otwarto cztery wystawy: w Małej Galerii Fotografii funkcjonującej w Muzeum Historii Miasta (Rynek 9) wystawę zbiorową „Tautologia w krajobrazie”, a w zabytkowym Atelier B. Hennera (również w MHM) wystawę lwowskiego artysty Olega Ogorodnyka zatytułowaną „Metamorfozy”. Tego dnia na Zamku Kazimierzowskim w Galerii „Baszta” odbył się też wernisaż wystawy zbiorowej „Wszechstronność jutra”, a w Galerii „Zamek” finisaż wystawy niemieckiego artysty Wolfganga Brennera zatytułowanej „Inny punkt widzenia”. Dużo jak na Przemyśl.

fot.Jacek Szwic
Andrzej Zębik, artysta fotografik.
Korzystając z pobytu artystów w Przemyślu, poprosiłem o rozmowę (oczywiście o fotografii) Andrzeja Zębika, artystę fotografika i dziennikarza.
Fotografii stuknęły sto osiemdziesiąt trzy lata. Niewiele w porównaniu z innymi dziedzinami sztuki, ale przemiany, jakie zaszły i zachodzą, prowokują pytanie quo vadis fotografio?
– Tak. W tej chwili nie wiemy, dokąd zmierza fotografia. Jaka będzie, powiedzmy za dziesięć, pięćdziesiąt czy sto lat. Pojawiła się fotografia cyfrowa, ale wcześniej mieliśmy kolodion, dagerotypię, szklane klisze i różne inne metody zapisu obrazu. Dawny proces chemiczny zastąpił dzisiaj zapis cyfrowy i rodzi się refleksja – czy to jest to samo? Przyjmijmy, że jest to samo. Tak jak przyjmowaliśmy poszczególne etapy rozwoju technologii. Kiedyś rewolucją było[paywall] wprowadzenie kliszy celuloidowej, za czym szła zmiana w dostępności i powszechności fotografii. Światłoczułość materiałów pozwoliła na fotografowanie nawet kuli w locie. Dzisiejsze aparaty dzięki rozwojowi technologii stwarzają o wiele więcej możliwości i pozwalają uzyskiwać zupełnie inne obrazy. W Polsce, w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych nie w każdej rodzinie był aparat fotograficzny. Dzisiaj każdy nosi go przy sobie w telefonie. Nawet dzieci potrafią się nim posługiwać. Ludzie z odbiorców fotografii stali się jej nadawcami. Masowymi nadawcami, bo fotografując, nadają pewien obrazowy komunikat.
Powstaje inny, niewerbalny język?
– Ludzie zaczynają się komunikować nie tylko słowem, ale też obrazem fotograficznym. Wysyłają sobie zdjęcia. Tu byłem, to jest moje dziecko, a to moje selfie. Zamiast pisać list, wysyłamy zdjęcie. To jest istotna zmiana i wydaje mi się, że tworzy się nowe medium, język, jakim jest fotografia. Nie wiem, jak to się dalej rozwinie, ale jesteśmy świadkami niesamowitej przygody. Następnego etapu, który fotografia ma przed sobą. To zupełnie nowe otwarcie dla fotografii, która jest wielkim workiem z mnóstwem pojęć i gatunków. Mamy reportaż, dokument, fotografię kreacyjną, krajobrazową, portret. Nie wspominam już o fotografiach osobistych, które przechowujemy w pamięciach dysków. Przestrzeń fotografii jest niesamowicie nośna i wydaje się bardzo szeroka. Malarstwo może tylko pozazdrościć. Z malarstwa wyszliśmy w instalację, performens, sztukę konceptualną czy interaktywną, ale dzisiaj to fotografia jest wszędzie. W reklamie, na bilbordach, w gazetach, w internecie. Dzisiaj doskonałe aparaty, mówiąc dosadnie, załatwiają to, co kiedyś fotografowi, rzemieślnikowi czy artyście było niezbędne. Kiedyś to on był władcą, czarodziejem, bo dysponował wiedzą i umiejętnością wykonania obrazu.
Jak uważasz, czy ta rewolucja wpłynęła na fotografię pretendującą do miana sztuki? Czy to jest widoczne?
– Trudno dziś określić, gdzie istnieje granica między sztuką a fotografią, która nią nie jest. Zawsze technologia wpływała na każdą dziedzinę sztuki. Na przykład poszerzenie instrumentarium orkiestry symfonicznej o gitarę elektryczną. Jednak byłbym ostrożny, mówiąc o tych wpływach. Sztuka jest przestrzenią, w której stawiamy pytania i staramy się przesunąć granicę naszego poznania dalej. Jak nową technologią będziemy się posługiwać, szukając tych odpowiedzi o świecie zastanym z innego punku widzenia? Definicja fotografii ciągle ewoluuje. Jedną rzeczą jest zdefiniowanie mediów, a inną definicja sztuki. Jeżeli komunikat wizualny: malarstwo, grafika czy fotografia pozwala przesunąć granicę rozumienia dzisiejszego świata, wchodzimy na płaszczyznę sztuki. Nauka ma określony cel, do którego dochodzi się metodą prób i błędów. W sztuce nieważny jest cel, tylko droga, po której się poruszamy. Bo jeżeli człowiek idzie do celu, to widząc tylko ten cel, gubi mnóstwo rzeczy. W sztuce ten cel nie jest założony od początku do końca. To wędrówka, podczas której różne bodźce umożliwiają inne widzenie rzeczywistości. Stąd też w fotografii różne style, zmieniające się mody w opisywaniu przez fotografów otaczającej ich przestrzeni. Nieważne, jakim aparatem się posługuję, otworkowym czy cyfrowym albo komórką, nieważne, czy zdjęcie jest ostre, czy nie. Ono musi powiedzieć coś nowego i wtedy mamy możliwość lepszego opowiedzenia i lepszego zrozumienia siebie i świata, w którym uczestniczymy.
Na koniec zapytam, co radziłbyś wszystkim, którym marzy się ambitna fotografia?
– Przede wszystkim myśleć i poprzez patrzenie zobaczyć kawałek istniejącej już rzeczywistości. Po drugie, żeby być odczytanym, odebranym, trzeba sięgnąć do historii sztuki, żeby samemu nie otwierać już otwartych drzwi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze