Nie od rzeczy mówi się o ułańskiej fantazji, która ponoć wyróżnia nas spośród innych narodów. Weźmy na przykład takiego Kozietulskiego, który na początku dziewiętnastego wieku brawurowym atakiem zdobył wąwóz Somosierry. Niektórzy mówią, że udało mu się to, bo był pijany w trupa. Sto pięćdziesiąt parę lat później pewien rajdowiec, syn peerelowskiego dostojnika, wygrał na Śląsku jakiś rajd, tylko, że kiedy za metą już wysiadł z auta, trzeba go było holować na podium, taki był urżnięty. Pomimo tego dostał puchar i został bohaterem.
Takich przykładów można przytoczyć wiele, ale dziś będzie o pewnym rajdowcu, który nie miał tyle szczęścia. Leszek K. od małego uważany był za świra. Nie żeby chorował na głowę, tylko z powodu wyskoków, na które sobie pozwalał. Na przykład jeszcze w technikum potrafił uciec księdzu z lekcji religii przez okno na pierwszym piętrze. Teraz, choć dorósł i zmężniał, dalej od czasu do czasu dawał popis ułańskiej fantazji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze