Reklama

Szkoda jest, odszkodowania nie będzie

22/09/2018 20:00

Z powodu gradobicia zamiast całego zbiornika owsa, państwo Fedków zebrali tylko 7 worków. Tymczasem ubezpieczyciel uznał, że straty wynoszą tylko 7 procent i odszkodowania nie wypłacił. Zdaniem poszkodowanych, straty wyniosły co najmniej 30 procent.

Lipcowa burza nie była długa, ale intensywna. Jak opowiadają nasi rozmówcy, grad miał wielkość fasoli. Zniszczył nie tylko zboże, ale też ziemniaki, jabłka, gruszki, śliwki, a nawet orzechy. Ucierpiała także elewacja domu państwa Fedków. – W cieniu grad leżał jeszcze na drugi dzień – mówi Adam Wilgucki. – Zboże było wręcz wymłócone, leżało [paywall]na ziemi. Zgłosiłem też szkodę na ziemniakach. Przed gradobiciem łodygi były zieloniutkie, ale grad tak je zniszczył, że uschły i po tygodniu na polu było czarno. Rzeczoznawca odkopał kawałek ziemi i powiedział, że są ziemniaki. Co z tego, że są, skoro bez łodygi nie będą rosnąć, tylko gnić – opowiada A. Wilgucki.

 

Reklama

Nie przedstawił protokołu

Według naszych rozmówców, pracownik PZU przyjechał, pooglądał pole i odjechał. Nie spisał żadnego protokołu na temat wysokości strat. Fakt, że oględziny odbyły się w obecności poszkodowanych, ale rzeczoznawca nie poinformował ich o swojej ocenie powstałych szkód. 

Dowiedzieli się tego dopiero, gdy otrzymali listy od ubezpieczyciela. Firma stwierdza w nich, że straty w przypadku zboża wynoszą 6 proc. (u pana Adama) i 7 proc. (u pani Józefy). Natomiast w ziemniakach w ogóle nie stwierdzono szkody. PZU poinformował, że – zgodnie z warunkami ubezpieczenia – jeśli szkoda jest poniżej 10 proc., pieniądze się nie należą.

Reklama

– Nie chcę nic naciągać, nie mówię, że zboże było zniszczone całkowicie. Sąsiad twierdził, że było 60 procent szkody, a ja mówię, że nawet mniej. Ale co najmniej 30 procent zniszczenia było na pewno – zapewnia A. Wilgucki.

Według poszkodowanych, różnica w zbiorach była wyraźna. – W zeszłym roku zebraliśmy cały zbiornik, a w tym ledwo 7 worków – mówi Józefa Fedków. – Serce się kraje na coś takiego, aż płakać mi się chce. Liczy się ślimak, liczy się robaczek, liczy się wilk, a człowiek się nie liczy – nie kryje żalu kobieta.

Reklama

Na jakiej podstawie pracownik oszacował taką szkodę? – Nie mamy pojęcia – mówi Józefa Fedków. – Gdy szacowane są szkody łowieckie, to od razu komisja mówi, ile było szkody. A on nic nie powiedział – dodaje A. Wilgucki.

 

„Pracownik ma kwalifikacje”

Zwróciliśmy się do PZU z pytaniami o kryteria oceny szkód i kwalifikacje pracownika do określania strat w uprawach rolnych. Biuro prasowe firmy odparło, że likwidator ma obowiązek ustalić, czy występują charakterystyczne uszkodzenia dla konkretnej przyczyny szkody, a  każde z nich program komputerowy przelicza na procent szkody. – Oględziny każdej szkody odbywają się w obecności ubezpieczonego lub osoby go reprezentującej. Potwierdzeniem ustaleń poczynionych na gruncie jest tak zwany „Notatnik likwidatora” czyli dokument, w którym są zapisane najważniejsze ustalenia z oględzin (nr działki, powierzchnia uszkodzona i ustalony procent szkody). Powyższe ustalenia są potwierdzane podpisem ubezpieczonego lub reprezentującej go osoby – podaje PZU.

Reklama

Poszkodowani z Woli Korzenieckiej twierdzą jednak, że nic takiego nie otrzymali. Firma nie odniosła się do tego. Odpowiedziała jedynie, że „Notatnik likwidatora” powstaje w jednym egzemplarzu, znajduje się w aktach szkody i może zostać udostępniony ubezpieczonemu na jego życzenie. 

PZU zapewniło też, że pracownik posiada „kwalifikacje adekwatne do wykonywanych obowiązków”.

 

 

 

Co robić w przypadku, gdy nie zgadzamy się ze stanowiskiem zakładu ubezpieczeń ?

 

Najpierw należy poprosić o udostępnienie dokumentacji zebranej w naszej sprawie przez zakład ubezpieczeń, gdzie być może znajdziemy błąd, który można sprostować i dzięki temu otrzymać należne odszkodowanie. Jeśli jednak nie jest możliwe porozumienie z zakładem ubezpieczeń, możemy skierować odwołanie do komórki zajmującej się postępowaniami reklamacyjnymi klientów lub do centrali zakładu ubezpieczeń, który bada poprawność postępowania likwidacyjnego. Jeżeli i ta nie stanie po naszej stronie, możemy skierować skargę do Biura Rzecznika Ubezpieczonych, który w uzasadnionych przypadkach podejmie interwencję. Należy pamiętać, że dochodzenie przez nas praw związanych z umową ubezpieczenia jest ograniczone pewnym terminem. Dla ubezpieczeń mienia wynosi on 3 lata i rozpoczyna się w dniu, w którym nastąpiło zdarzenie objęte ubezpieczeniem. Termin przedawnienia przestaje biec, gdy zgłosimy towarzystwu ubezpieczeniowemu zdarzenie objęte ubezpieczeniem lub nasze roszczenia albo złożymy pozew w sądzie. Termin biegnie na nowo, gdy zakład ubezpieczeń zawiadomi nas na piśmie o odmowie lub przyznaniu świadczenia albo reklamacji. Od tego momentu znowu mamy 3 lata na dochodzenie swoich praw.

Reklama
Przygotowano na podstawie odpowiedzi Ewy Kiziewicz i Aleksandra Daszewskiego z Biura Rzecznika Ubezpieczonych


fot.Paweł Bugira
Adam Wilgucki pokazuje orzechy uszkodzone przez grad.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    wit - niezalogowany 2018-09-22 21:58:36

    I poco się ubezpieczałeś .Poszedł byś do gminy i wyłudził zapomogę na pewno dostałbyś .Nie bądź uczciwy uczciwość nie płaci.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gs - niezalogowany 2018-09-23 08:16:21

    ubezpieczenie to złudzenie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    as orzechy maja uszkodzona tyk - niezalogowany 2018-09-24 23:31:21

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości