Materiał przygotowany dla prasy.
Trudno wyobrazić sobie turystyczną mapę Przemyśla bez Cukierni Fiore Elżbiety i Jana Teuchmannów przy ulicy Kazimierza Wielkiego. Po obejrzeniu atrakcji miasta obowiązkowym punktem programu są słodkości w Państwa cukierni. Czy zapamiętali Państwo jakąś szczególnie cenną lub najczęściej się powtarzającą opinię o Państwa specjałach?
Jan Teuchmann: – Ciepłe słowa uznania znajdujemy w opiniach na FB. Jako ciekawostkę powiem, że powstały wiersze o naszej cukierni, a nawet piosenki.
Fiore, czyli po włosku kwiat. To celowe nawiązanie do klimatów śródziemnomorskich?
JT: – Właśnie taki mieliśmy zamiar.
Jest Pan przemyślaninem z wyboru?
JT: – Tak. Urodziłem się w Szczecinie. Z Elą poznaliśmy się na studiach. Po ich ukończeniu, przez dziesięć lat małżeństwa mieszkaliśmy w moim rodzinnym mieście. Tam urodziła się nasza córka Dominika. Postanowiliśmy jednak z Elżbietą przeprowadzić się do jej rodzinnego miasta. Zaczęliśmy nowe życie tu, w Przemyślu.
Dlaczego?
JT: – Przyjeżdżaliśmy co roku na wakacje do rodzinnego miasta Eli. Przemyśl robił na mnie dobre wrażenie. Wszystko w nim było poukładane, w zasięgu wzroku. Wszędzie blisko. Szczególnie ujęli mnie przemyślanie: otwartością, chęcią bezinteresownej pomocy. Ze swoim pięknym lwowski akcentem.
Wraz z żoną rozpoczął Pan produkcję lodów w 1986 roku. Na czarno-białym zdjęciu z tamtego okresu, przy charakterystycznej, małej „budce” przy ulicy Kazimierzowskiej w Przemyślu stoją dwie osoby. Dorosła kobieta i mała dziewczynka. To przypadkowe postaci?
Elżbieta Teuchmann: – Nie, nie są przypadkowe. To ja i nasza córka Dominika. Od tej budki, i od jej nazwy, czyli Domino, zaczęła się przygoda rodziny Teuchmannów z produkcją lodów i cukiernictwem.
Mała dziewczynka ze zdjęcia jest obecnie szykowana na następczynię.
ET: – Dominika pracuje z nami już ponad dwadzieścia lat. Ze swoim mężem Tomaszem są dla mnie i Janusza ogromnym wsparciem.
Udało się rodzicom zaszczepić Pani pasję cukierniczą?
Dominika Rygowska, z domu Teuchmann: – U mnie stało się to całkiem naturalnie. Moje dzieciństwo i młodość przeżywałam w cukierni Domino, potem we Fiore. Byłam od dziecka otoczona atmosferą firmy. Pracuję ponad dwadzieścia lat. Różne były sytuacje. Doświadczenie zawodowe mnie zahartowało. Nabrałam pewności siebie.
A kto rządzi w Państwa firmie?
ET: – Wspieramy się i uzupełniamy, jednak decydujący głos należy do męża.
W trakcie oprowadzania po Państwa cukierni bardzo ciepło wypowiadali się Państwo o swoich pracownikach. Niektórzy z nich pracują u Was ponad dwie dekady.
JT: – Mówienie o pracownikach to tak naprawdę rozmowa o szacunku, relacjach, kulturze firmy. Postawmy sobie kilka pytań. Czy ja chciałbym być szanowany? Na pewno tak. Czy ja chciałbym być doceniony? Na pewno tak. Czy ja chciałbym pracować w miejscu, o którym mówi się dobrze? Oczywiście tak. Gdy ktoś mnie pyta, gdzie pracujesz, czy chowam głowę i zmieniam temat, czy wręcz przeciwnie mówię otwarcie: pracuję w Fiore. Doceniamy wiedzę, umiejętności, nietuzinkową gościnność naszych pracowników. Nieustannie się doskonalą. Są dla nas najważniejsi w bardzo dobrze funkcjonującej firmie rodzinnej.
Skąd pomysł na taki rodzaj biznesu? Tradycje rodzinne, przypadek, wyczucie rynku?
JT: – Moja mama świetnie gotowała i robiła znakomite wypieki. Pomagałem jej. Jako dziecko cierpliwie ucierałem maślaną masę na wypieki w makutrze. Czy ktoś jeszcze pamięta makutrę (w odpowiedzi podniosły się trzy dłonie: Pani Elżbiety, Dominiki i moja)? I pewnie dlatego wybrałem cukiernictwo.
Kto wymyślił Lody Przemyskie?
JT: – Lody Przemyskie, zwyczajowo nazywano włoskimi. Troszeczkę się podparłem naszym miastem, ale jeżeli się z nim identyfikuję, to dlaczego nie przemyskie, skoro są robione w moim mieście.
Nie wprost, ale już wiemy, kto wymyślił nazwę…
Zapraszają Państwo, szczególnie dzieci i młodzież, na pokazy tradycyjnego przygotowania lodów. Dlaczego?
JT: – Dzisiaj termin lody tradycyjne jest trochę inaczej rozumiany niż kilkadziesiąt lat temu. Weszły w życie nowe przepisy, zarządzenia, normy. Lody tradycyjne to są te smaki, które były zawsze. Lody waniliowe, śmietankowe, czekoladowe, czy przygotowywane na bazie owoców naturalnych. A prezentacje służą przekazaniu informacji naszym gościom, że lody są robione przez nas, tu na miejscu, z najwyższej jakości produktów, w supernowoczesnych włoskich maszynach, ale będących jednocześnie wiernymi replikami maszyn tradycyjnych, jakich używano kilkadziesiąt lat temu.
Państwa lody, ciastka, torty, koktajle, sposób podania kawy – wszystko dopracowane jest w najdrobniejszych szczegółach. Dogląda Pan osobiście wszystkiego w firmie?
JT: – Tak. Wszystkiego, co jest serwowane, osobiście próbuję. Nowatorskie rozwiązania to efekt kreatywności naszych pracowników. Ciągłe, wspólne poszukiwanie w sytuacji, gdy powstaje coraz więcej kawiarni, cukierni, daje gwarancję, że goście, nie nazywam ich nigdy klientami, to zawsze są nasi goście, wybiorą Fiore, docenią bardzo dobre jedzenie, profesjonalną obsługę.
Jak osiąga się taki stopień perfekcji?
JT: – Trzymamy się zasad obowiązujących w naszej firmie. To jest ciągły dialog ze wszystkimi pracownikami. To dotyczy spraw typowo zawodowych, ale zawsze znajdę czas, żeby porozmawiać także na trudne tematy prywatne. Bo każda z tych osób, jak my wszyscy, miewa osobiste problemy. Wtedy też mogą na nas liczyć.
Czy nie żałują Państwo swojej decyzji o przeprowadzce?
JT: – Nie, nigdy nie stawialiśmy w ten sposób pytania. Zawsze szukaliśmy rozwiązań i pomysłów na to miejsce, w którym żyjemy. Skoro wiele lat temu podjęliśmy z Elą decyzję, że wybieramy Przemyśl, nie Szczecin, to dzisiaj bardzo zależy mi, aby mieć satysfakcję z podjętej decyzji. Na tym, aby Przemyśl się rozwijał. Wspieramy wszelkie prorozwojowe inicjatywy, co do których sensowności jesteśmy pewni. Być może nadal mam trochę inny punkt widzenia na pewne kwestie funkcjonowania miasta od osób mieszkających tutaj od pokoleń, ale – jak sądzę – to raczej zaleta niż wada. Nasz ksiądz proboszcz z Lipowicy Jan Kucharczyk powiedział mi pewnego razu: Panie Janie, pan działa po amerykańsku. Najpierw wyznacza Pan sobie cel, określa sposoby jego osiągnięcia, potem konsekwentnie dąży do celu.
Prosta definicja racjonalnego działania i życiowego sukcesu…
JT: – Zgadza się.
O firmie możecie Państwo opowiadać godzinami. Szczególnie Pan Jan. To sposób na życie, pasja, hobby, a w jaki sposób Państwo odpoczywają?
JT: – Niestety trochę brakuje czasu na realizację hobby. Kiedyś poza sezonem łatwiej było zorganizować sobie wypoczynek. Rzeczywiście chyba za dużo czasu poświęcamy firmie i musimy to zmienić. Od Nowego Roku…
Od tego najbliższego?
JT: – Tak (śmiech).
A Pani Elżbieta?
ET: – Aerobik za darmo, czyli ogródek. Uwielbiam kwiaty. A jak tylko czas pozwala, wybieramy się z mężem w podróż po Polsce, gdzie odkrywamy wiele pięknych miejsc.
JT: – Dodam coś do tego, co powiedziała Ela. Z racji biznesowych kontaktów byliśmy w różnych zakątkach świata, ale od ładnych kilku lat podróżujemy głównie po Polsce i to niesamowite, ile pięknych miejsc jest w naszym kraju. Odkrywajmy je.
A hobby Pani Dominiki?
DR: – Obecnie największą moją pasją życiową jest macierzyństwo i wychowywanie dziecka, a wcześniej taniec towarzyski.
O czym marzą Elżbieta i Jan Teuchmannowie oraz Dominika Rygowska?
– Jak tylko czas pozwoli, ruszamy w podróż! (odpowiedzieli chórem)
Kim chcielibyście być, gdybyście nie byli tymi, kim jesteście?
ET: – Może mogłabym być kimś innym, ale po głębszym zastanowieniu chciałabym pozostać przy tym, kim jestem i przy tym, co robię.
DR: – Ja podobnie jak mama. Nie szukam innej wersji samej siebie.
JT: – Odpowiedź na to pytanie to tak naprawdę kwestia wartościowania tego, co się w życiu wybrało. Co daje mi najwięcej radości. A co daje najwięcej radości restauratorowi? Pełna sala zadowolonych gości, brzęk naczyń, gwar ludzi, w tle muzyka. Wtedy czujesz się jakbyś wszedł na Mount Everest.
Rozmawiał Artur Wilgucki
W 38-letniej historii cukierni Fiore można zauważyć stały rozwój. Poziom obsługi gości, wyjątkowość produktów, wiele wyróżnień i nagród to niekwestionowane dowody sukcesu. Wyróżnienia i nagrody to między innymi: „Lider przedsiębiorczości”, przyjęcie naszej cukierni – jako jednej z pierwszych z spoza Włoch – do elitarnego grona cukierni i lodziarni we Włoszech „Il cono d`oro”, dwukrotna nagroda odebrana z rąk wojewody podkarpackiego za najlepszy produkt cukierniczy w wojewódzkim konkursie „Smaczne, bo podkarpackie” (za bezę pomarańczową i w roku następnym za lody z Fiore). Kolejny wielki sukces to zwycięstwo w ogólnopolskim rankingu zumi.pl za najlepsze lody w Polsce. Liczba opinii w portalach społecznościowych świadczy o popularności cukierni Fiore nie tylko w Przemyślu. Stałe kolejki wiernych klientów, rozpoznawalna marka Fiore w regionie i w Polsce – to wartości o wielkim znaczeniu dla miasta. Architektura lokalu, ukwiecone otoczenie, przykawiarniany ogródek to miejsce spotkań i odpoczynku mieszkańców i turystów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze