W połowie listopada br. w Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Lubaczowie po raz pierwszy przeprowadzony został mało inwazyjny zabieg operacyjny metodą LASH. Wprowadzenie do katalogu świadczeń nowoczesnej, mniej obciążającej pacjentki procedury ma zapoczątkować nowy etap w rozwoju Oddziału Ginekologiczno-Położniczego placówki. Rozmowa z dyrektorem SP ZOZ w Lubaczowie Piotrem Cencorą.
Na czym polega metoda LASH?
– Tego typu zabieg (mało inwazyjna technika laparoskopowego usunięcia macicy stosowana m.in. w leczeniu mięśniaków macicy, nawracających krwawień oraz innych schorzeń ginekologicznych – przyp. aut.) jest standardem w dużych jednostkach leczniczych, natomiast w historii naszego szpitala został on niedawno przeprowadzony po raz pierwszy. Od lutego, czyli od tak zwanego nowego otwarcia zawieszonych oddziałów (od 1 sierpnia ub.r. do lutego br. porodówka, oddział neonatologiczny i poradnia „K” nie działały ze względu na kłopoty kadrowe – przyp. aut.), mamy nową kadrę, o skompletowanie której walczyliśmy kilka miesięcy – to młodzi lekarze z Rzeszowa i Przeworska, którzy zdobyli doświadczenie w większych ośrodkach, asystując przy tego typu operacjach. Zasugerowali, że podobne zabiegi można by z powodzeniem robić także u nas, ale do tego potrzebny był odpowiedni sprzęt. Dzięki wsparciu starostwa lubaczowskiego, od którego między innymi na taki sprzęt otrzymaliśmy 500 tysięcy złotych, udało się zakupić nowy aparat do laparoskopii oraz cały niezbędny osprzęt pomocniczy do wykonywania tego typu operacji. Mając sprzęt i specjalistów, zdecydowaliśmy się włączyć takie zabiegi do oferowanych przez nas świadczeń. I chcemy to rozwijać.
Pacjentki wymagające tego typu zabiegów musiały do tej pory szukać pomocy w ościennych ośrodkach?
– Najczęściej wybierały ośrodek rzeszowski albo operacja była u nich przeprowadzana metodą klasyczną, chirurgiczną, przez przecięcie powłok brzusznych. Jednak jest ona dużo większym obciążeniem dla pacjentki. Zabieg laparoskopowy, jako bardzo mało inwazyjny, zdecydowanie skraca czas rekonwalescencji i gwarantuje szybszy powrót do pełni sił.
Pójście w kierunku tego typu zabiegów było podyktowane obserwowanymi potrzebami w tym zakresie?
– Naszym założeniem, oprócz powrotu do komponentu położniczego, a więc przyjmowania porodów, był rozwój świadczeń ginekologicznych. Skalę porodów mamy taką, jaką mamy, więc szukaliśmy pomysłu na wykorzystanie funkcjonującego oddziału ginekologiczno-położniczego i jego kadry liczącej obecnie 7 osób, którą kieruje lek. Mariusz Kogut. Część ginekologiczna jest w mojej opinii bardzo ważna, bo mamy jednak przewagę liczby kobiet nad mężczyznami. Wpływu na malejącą liczbę urodzeń nie mamy, natomiast problemów ginekologicznych nie brakuje, więc na naszym poziomie pierwszego stopnia referencyjności będziemy przeprowadzać tyle hospitacji i zabiegów, ile będziemy mogli. Zwiększyliśmy z powrotem łączną liczbę łóżek na ginekologii i położnictwie do 30. Wyposażyliśmy oddział w[paywall] nowoczesny sprzęt. Nie tylko wprowadziliśmy operacje laparoskowe, ale też zabiegi histeroskopii, które do tej pory nie były u nas realizowane. Chcemy tę działalność ginekologiczną, stricte leczniczą, jak najbardziej rozwinąć, bo takie są potrzeby, a odpowiadanie na nie generuje dla szpitala dodatkowe przychody. Jednym słowem maksymalnie wykorzystać nasze możliwości i warunki.
Oddziały położnicze coraz częściej znikają ze szpitali. Nie tak dawno ze szpitala w Przeworsku ubyły neonatologia i położnictwo, a w ich miejscu powstał oddział ginekologiczny. Szpitalowi w Lubaczowie udało się przetrwać kryzys związany z zawieszeniem porodówki i neontologii. Nie było chyba łatwo...
– Mamy zasadniczo inne położenie niż szpital przeworski. Stamtąd jest stosunkowo blisko do szpitali w Łańcucie, Jarosławia czy Rzeszowie, więc decyzja o zamknięciu oddziałów odbyła się bez dużej szkody dla społeczeństwa. Nasza sytuacja jest inna – od nas pacjentki wszędzie mają daleko, więc wychodzimy z założenia, że porodówka powinna u nas istnieć i będziemy robić wszystko, by ją utrzymać. Dlatego nie działamy na zasadzie przetrwania, tylko chcemy pokazać, że mamy potencjał i jesteśmy przygotowani na moment, w którym pojawi się jakieś systemowe rozwiązanie w postaci reformy sieci szpitali (nowe regulacje mają uwzględniać lokalne potrzeby, odległość od najbliższego szpitala i dostępność transportu medycznego – przyp. aut.). Chcemy, by nas nie pominięto, ale zauważono.
Dziękuję za rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze