Nie uspokoiły się nastroje w gronie pracowników Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Wojewódzkiego Szpitala im. św. o. Pio w Przemyślu. Nadal mają pretensje do dyrekcji placówki, że ta nie jest w stanie lub nie chce zażegnać powstałego wiele miesięcy temu sporu. Uważają, że celem szefostwa szpitala jest likwidacja SOR, stworzenie izby przyjęć, a docelowo – zmniejszenie rangi i sprowadzenie szpitala na Monte Cassino do roli szpitala powiatowego. – To bzdura – odpowiada dyrektor szpitala Barbara Stawarz.
W nr 42 ŻP, w materiale „Święte krowy w szpitalu na Monte Cassino” przedstawiliśmy konflikt, który od wielu miesięcy panuje na SOR tej placówki.
Zaprezentowaliśmy stanowisko byłego już kierownika tego newralgicznego oddziału szpitala – lek. Piotra Marciniaka, który od 1 października br. przestał być nie tylko szefem SOR-u, ale w ogóle zrezygnował z pracy w szpitalu. Zaprezentowaliśmy także stanowisko dyrekcji placówki.
O rozmowę poprosili nas pracownicy SOR-u. Ich zdaniem, mimo[paywall] tłumaczeń dyrekcji szpitala, sytuacja nie uległa zmianie. Historie opowiadane przez nich w pełni zgadzają się z tym, co usłyszeliśmy od lek. P. Marciniaka.
Nie wystarczyłoby miejsca na przytoczenie choćby ułamka z sensacyjnych, ale i bulwersujących zdarzeń dnia codziennego na tym oddziale, z którymi się spotykali. I to zarówno biały personel, jak i młodsi stażem lekarze.
Jak wspominaliśmy w przytoczonym materiale, każda z osób, która podpisała się pod pismem-protestem do dyrekcji szpitala, została wezwana na indywidualną rozmowę do gabinetu Barbary Stawarz. Tam obecny był także m.in. lekarz, który – zdaniem części załogi – ma na sumieniu mobbing i nielicujące z wykonywanym zawodem zachowania.
Niektóre z tych osób sporządziły notatkę ze spotkania. Poniżej fragment.
„(...) Słowa, jakich używał ten człowiek, przeszły moje najgorsze oczekiwania. Po tym, jak dyrektor poprosiła go, by ustosunkował się do zarzutów, jakie są kierowane pod jego adresem, w pogardliwy i arogancki sposób wyrażał się na temat personelu medycznego SOR. Na wstępie powiedział, że osoba, która pisała to pismo, to tuman, że nie będzie się odnosić do tego pisma, ponieważ jest to poniżej jego poziomu, osoby podpisane pod pismem nie dorastają do niego, są dla niego niczym, a ponadto całe to pismo to szereg kłamstw i pomówień, a opisane w nim sytuacje nie miały miejsca. Wypowiadając te słowa, rzucił kserokopią pisma na stół. Podczas jego wypowiedzi miałam sposobność zaobserwować, czy ktokolwiek z obecnych osób funkcyjnych zareaguje na tak obraźliwe sformułowania w stosunku do pracowników SOR. Dyrektor nie zareagowała, nie upomniała ani razu wyżej wymienionego, nie pouczyła go o tym, że jego wypowiedź jest obraźliwa i niestosowna (...). Na koniec kilka zdań powiedziała pani dyrektor. Słuchając jej, odniosłam wrażenie, że bagatelizuje sprawę skargi, że według niej tak właściwie nic się nie stało (...)”.
Pod koniec września br. pracownicy SOR przemyskiego szpitala na Monte Cassino wystosowali pismo do marszałka województwa podkarpackiego Władysława Ortyla.
Podobne trafiło do m.in. do: wiceminister rodziny i polityki społecznej, posłanki z Jarosławia Anny Schmidt, posłów: Marka Kuchcińskiego, Tadeusza Chrzana, Marka Rząsy, Mieczysława Kasprzaka, wojewody podkarpackiego Ewy Leniart, prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna czy starosty przemyskiego Jana Pączka.
Zwrócili się w nim z apelem o pilną interwencję w kwestii „ratowania ich zakładu pracy, w którym relacje interpersonalne, zawodowe i społeczne, z mozołem przez lata budowane z poprzednimi pracodawcami, obecnie są bezpardonowo niszczone przez urzędującą panią dyrektor, która, zasłaniając się hasłem „wszystko dla dobra szpitala”, prowadzi mylną politykę kadrową, wciąż lekceważy i zastrasza załogę.
Oczywiście opisali w nim problemy, o których już informowaliśmy.
W piśmie wskazali także na kilka innych – ich zdaniem – bardzo ważnych problemów, których ranga wymaga jak najszybszego rozwiązania.
Twierdzą, że bez realnego i szybkiego zaangażowania przedstawicieli organu założycielskiego oraz parlamentarzystów reprezentujących nasz region nie uda się przełamać impasu. Dowodzą, że głównym zamiarem dyrektor szpitala Barbary Stawarz jest zastąpienie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego izbą przyjęć oraz likwidacja oddziału chirurgii dziecięcej.
Ich zdaniem wielokrotnie wspominała o tym podczas spotkań z pracownikami szpitala. Stwierdzili w piśmie, że na personel szpitala nakładane są rygory oszczędnościowe, ujemnie odbijające się na jakości pracy, jak również na bezpieczeństwie pacjentów. Finałem tych działań ma być sprowadzenie szpitala wojewódzkiego do rangi szpitala powiatowego.
„(...) Od 1 października SOR w zasadzie pozostaje bez zabezpieczenia w kadrę lekarską spowodowaną złożeniem wypowiedzenia przez lekarzy internistów (sześć wypowiedzeń). SOR przemyski jako jedyny na terenie województwa podkarpackiego i jeden z nielicznych w Polsce nie został zamknięty nawet na minutę pandemii COVID-19. Jego zdolności organizacyjne zostały docenione nie tylko przez personel lekarski, ale również przez personel medyczny. To dzięki niemu pani dyrektor Barbara Stawarz otrzymywała pochwały za wzorcową pracę oddziału (...)”.
Dlaczego – zdaniem części załogi SOR-u – wciąż są „mobbingowani” przez jednego z lekarzy?
Dlaczego sprawa nie została raz na zawsze zakończona?
Czy – tylko i aż – lekarz z tego oddziału jest traktowany w tym szpitalu na innych zasadach niż pozostali pracownicy?
Jak poważny jest obecnie ubytek w zatrudnieniu?
Ilu lekarzy i tzw. białego personelu brakuje, aby szpital i poszczególne oddziały pracowały normalnie?
Czy dyrekcja szpitala dąży do likwidacji Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i stworzenia zamiast niego izby przyjęć?
Czy dyrekcja szpitala dąży – takimi a nie innymi sposobami, zdaniem części pracowników SOR – do tego, aby obniżyć rangę kierowanej przez siebie placówki i sprawić, że szpital wojewódzki zostanie przemianowany na szpital powiatowy?
Tych kilka pytań zadaliśmy dyrektor placówki Barbarze Stawarz.
– W naszym szpitalu nikt nie jest traktowany na specjalnych zasadach. Wydaje się, że dla skarżących satysfakcjonującym efektem byłoby wyłącznie zwolnienie dyscyplinarne lekarza oraz osób, które mają inny pogląd na sytuację niż one – stwierdziła B. Stawarz.
– Nie jest prawdą, że w mojej obecności dochodziło do niewłaściwych, czy wręcz aroganckich odzywek z czyjejkolwiek strony. To twierdzenie wykreowane wyłącznie na potrzeby prasy. Obecnie nie mam sygnałów o niewłaściwym zachowaniu ze strony wspomnianego lekarza – dodała.
Zapewniła jednocześnie, że w szpitalu nie ma „ubytków w zatrudnieniu”. Wszystkie oddziały funkcjonują normalnie, a dyżury są zabezpieczone.
– Sytuacja kadrowa w naszym szpitalu nie wygląda tak, jak niektórzy usiłują wmówić opinii publicznej. Istotna jest nie tyle liczba lekarzy, z którymi szpital ma zawarte umowy, ale ich dyspozycyjność. Na przykład za poprzedniego kierownika SOR zdarzały się sytuacje, że nie było chętnych na dyżury, mimo liczniejszego personelu lekarskiego. W całym kraju jest problem ze znalezieniem lekarzy z niektórymi specjalizacjami. My nie mamy problemu z kadrą pielęgniarską czy ratowniczą. Jest wręcz przeciwnie – chętnych jest więcej niż możliwości zatrudnienia – stwierdziła.
Zdaniem B. Stawarz zarzuty o chęci likwidacji Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz obniżenia rangi szpitala są nieprawdziwe i pozbawione jakiegokolwiek sensu i logiki. Uważa, że ma to na celu wyłącznie atakowanie jej osoby oraz wprowadzenie strachu wśród mieszkańców miasta i regionu. Tak najłatwiej wywołać medialne zainteresowanie.
– Nigdy nie dążyłam do likwidacji SOR-u i zapewniam, że zrobię wszystko, by funkcjonował w najwyższych standardach. Jeszcze bardziej bezsensownym i całkowicie irracjonalnym jest zarzut dotyczący przemianowania szpitala wojewódzkiego na powiatowy. Powtarzany jest on co jakiś czas, kiedy komuś brakuje argumentów do rzeczowej dyskusji. Po pierwsze, decyzje takiej rangi nie pozostają w gestii dyrektora szpitala. Po drugie, podmiotem tworzącym w naszym przypadku jest samorząd województwa podkarpackiego. Dla szpitala powiatowego jest nim – jak sama nazwa wskazuje – samorząd powiatowy. Nic mi nie wiadomo, żeby marszałek lub radni wojewódzcy chcieli „oddać” szpital miastu czy powiatowi, a starosta lub prezydent go przejmować. W szpitalu ciągle prowadzone są inwestycje. Modernizację przechodzą m.in. oddziały chirurgii, urologii oraz rehabilitacji. Poszerzamy zakres świadczeń. Planuję remont bloku operacyjnego z utworzeniem nowoczesnej sali hybrydowej oraz utworzenie transgranicznego oddziału zakaźnego. Czy te działania wskazują na chęć obniżenia rangi szpitala? Czy zarząd województwa inwestowałby w te zadania pieniądze, gdyby chciał się pozbyć szpitala? Takie zarzuty są bezpodstawne – podsumowała.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pani Dyrektor SzpitalaProszę wysłać na Izbę przyjęć planowych i Izbę przyjęć SOR tajemniczego pacjenta, albo samej się tam przejść i zobaczyć ten chaos, brak organizacji pracy ale przede wszystkim te przysłowiowe"udzielne księżne", pozbawione empatii i szacunku do ludzi, ale przede wszystkim braku chęci do pracy - ani trudnej ani wymagającej.To ci pracownicy są tzw. pierwszym kontaktem pacjenta ze szpitalem.Wrażenie niestety bardzo , bardzo negatywne.Gdzie w tym wszystkim jest dobro pacjenta?
wcześniejsza wypowiedz nie zawierała żadnych wulgaryzmów, była krytyczna, ale opisywała rzeczywisty stan rzeczy. Dlaczego jej fragmenty zawierające słowo szpital zostały zablokowane- nie rozumiem.Czy krytyka jest w Życiu Podkarpackim niedozwolona?
I profoundly like your dedicated abilities as the post you distributed has some incredible data which is very valuable for me.[url=https://www.indigocard.run/]myindigocard[/url]
Zapytam, jakiż to geniusz z gazety blokuje fragmenty wpisów? Ktoś, coś, komuś...? Żałosne to jest!
Antyfaszystowskie Street Party rozpoczął się po godzinie 14 na placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Maszerującymi towarzyszyło 6 bloków imprezowych: orkiestra bębnów Samba i 5 platform samochodowych z muzyką na żywo. Wśród artystów m. in. Siksa czy raper Miły ATZ.
Pani Dyrektor SzpitalaProszę wysłać na Izbę przyjęć planowych i Izbę przyjęć SOR tajemniczego pacjenta, albo samej się tam przejść i zobaczyć ten chaos, brak organizacji pracy ale przede wszystkim te przysłowiowe"udzielne księżne", pozbawione empatii i szacunku do ludzi, ale przede wszystkim braku chęci do pracy - ani trudnej ani wymagającej.To ci pracownicy są tzw. pierwszym kontaktem pacjenta ze szpitalem.Wrażenie niestety bardzo , bardzo negatywne.Gdzie w tym wszystkim jest dobro pacjenta?
wcześniejsza wypowiedz nie zawierała żadnych wulgaryzmów, była krytyczna, ale opisywała rzeczywisty stan rzeczy. Dlaczego jej fragmenty zawierające słowo szpital zostały zablokowane- nie rozumiem.Czy krytyka jest w Życiu Podkarpackim niedozwolona?
I profoundly like your dedicated abilities as the post you distributed has some incredible data which is very valuable for me.[url=https://www.indigocard.run/]myindigocard[/url]