Mówią, że jak cię nie ma na Facebook’u, to nie żyjesz. Odwracając tę tezę, można śmiało stwierdzić, że kiedy tam jesteś, to żyjesz pełną gębą. Na cały świat. Mogli się o tym przekonać użytkownicy tego narzędzia, kiedy zajęła się nimi Cambridge Analityca.
Jak podał New York Times, ta brytyjska firma, trudniąca się doradztwem politycznym, wykorzystała dane 50 mln użytkowników FB w kampanii wyborczej Donalda Trumpa. Profesor Aleksander Kogan, urodzony w Rosji, stworzył aplikację z testem psychologicznym, którą ściągnęło 270 tys. osób. Dostał w ten sposób na tacy informacje profilowe uczestników i ich znajomych. A tych, jak wiadomo, liczy się tam na setki. Profesor i firma zostali z portalu usunięci, ale swoje zrobili. U nas Facebooka śledzą też różne instytucje. Przeczytałem w pewnej gazecie o tym, jak kontrolerzy ZUS, badający zasadność przedkładanych zwolnień lekarskich, wypatrzyli na profilu pewną panią z Gdańska. Miała mieć nerwicę, a poszła na koncert rockowy. Sprawa trafiła do sądu, bo kobieta twierdziła, że koncert był formą relaksu. Wygrała i odzyskała 9 tys. zł. W innym przypadku odmówiono wypłaty zasiłku macierzyńskiego kobiecie, która zatrudniła się fikcyjnie u znajomego. ZUS zapytał, czy znali się przed zatrudnieniem. Zaprzeczyli. Na to ZUS zajrzał do Facebooka i okazało się, że są znajomymi od kilku lat. Kasa przepadła. Dawniej, kiedy ktoś pisał list na papierze i zaklejał go w kopertę, mógł zakładać, że przeczyta go tylko adresat. Dzisiaj, kiedy wiadomość jest podana na fejsie, czyta to cały świat. Ot, tajemnica korespondencji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze