Reklama

Tajemnice krypty grobowej przy ukraińskiej granicy

09/05/2020 12:21

Dwa lata temu członkowie Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” w Przemyślu podczas pieszego rajdu z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę w okolicy Malhowic, dwadzieścia parę metrów od pasa granicznego, natknęli się na tajemniczy obiekt.

Na zdjęciach satelitarnych wygląda to jak mała, zielona wyspa wśród zaoranych popegeerowskich pól. Natomiast na przedwojennych mapach Wojskowego Instytutu Geograficznego w tym miejscu zaznaczona jest[paywall] kaplica.

Droga nr 885 kończy się granicą polsko-ukraińską. Sto metrów wcześniej skręcamy w prawo i gruntową drogą, wśród zieleniejących pól, docieramy na wzgórze, z którego roztacza się widok na położone po stronie ukraińskiej Niżankowice. Po drodze spotykamy mężczyznę, który obsiewa pole kukurydzą.

– To tam – wskazuje samotną kępę drzew, kiedy pytamy o zrujnowaną kaplicę. Niewielki pagórek na wysokości słupa granicznego 518 porastają krzaki, tak gęste, że przedzieranie się przez nie przypomina drogę przez dżunglę. Od południowej strony docieramy do ruin kaplicy. Niewielka, sześciokątna budowla z półkolistym sklepieniem, przez które prześwituje niebo. Na wprost wejścia wnęka po ołtarzu, w której ktoś  kiedyś postawił znicz. Na ścianach bazgroły świadczące, że ktoś tu bywał. Podłoga zasłana gruzem. Na zewnętrznej tylnej ścianie dobrze widoczny krzyż. Za kaplicą dobrze zachowane murowane wejście do katakumb, a za nim coś w rodzaju wąskiego korytarza pozbawionego sklepienia.

To krypta grobowa rodziny Kozłowskich, którzy mieli folwark w Zabłoćcach, będących dzisiaj częścią Niżankowic. Przy wejściu do krypt zachował się kamienny postument, a obok na ziemi kamienny posąg bez głowy i duża, prawdopodobnie nagrobna, kamienna płyta. Na niej wykuty krzyż z roślinnym ornamentem i mało czytelna inskrypcja, z której udaje się odczytać jedynie datę – 1862 i nazwisko Kozłowska. Gęste krzaki utrudniają poszukiwania, ale znajdujemy kilka kawałków blachy i resztki cynowych ornamentów. Prawdopodobnie to resztki trumien.

Reklama

Zbezczeszczone katakumby

Dwadzieścia jeden lat temu do ruin kaplicy dotarł redaktor Mieczysław Nyczek i rozmawiał z Michałem Batorem (już nie żyje), który był emerytowanym naczelnikiem stacji Przemyśl Główny i urodził się w Zabłoćcach.

– W trzydziestym dziewiątym do Niżankowic wkroczyło ruskie wojsko i enkawudzisty. Oni łazili wszędzie i myszkowali. Moskale rozwalili tę kryptę i powyciągali trumny na zewnątrz. Rozbijali trumny, bo złota szukali – wspominał Bator. Podobne historie działy się wszędzie, choćby w Krasiczynie, gdzie czerwonoarmiści w podobny sposób potraktowali trumny w pałacowej kaplicy.

Historia

Od wejścia do kaplicy, po ukraińskiej stronie granicy, w odległości niecałego kilometra, na południe, wśród zieleni drzew widać dachy pałacu Kozłowskich. Dzisiaj mieści się w nim szkoła rolnicza. Kiedyś Zabłoćce należały do Zygmunta Bolesty Kozłowskiego herbu Jastrzębiec, który był posłem państwa i Sejmu Krajowego we Lwowie z okręgu Przemyśl i Sanok. Oprócz wsi Zabłoćce należały do niego też wsie: Rożubowice i Stanisławczyk w powiecie przemyskim. Był on również prezesem Węgiersko-Galicyjskiej Kolei Żelaznej. Jego ojcem był Anastazy Kozłowski, a matką Róża z Kraińskich. W 1857 r.

Zygmunt poślubił w Krzywczy hrabinę Gabrielę Starzeńską. Ich jedynym potomkiem był Włodzimierz Bolesta Kozłowski, poseł do  Sejmu Krajowego Galicji i Rady Państwa. Uzyskał on tytuł doktora prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był także działaczem Krajowej Rady Kolejowej i Galicyjskiego Towarzystwa Gospodarczego. Jego ojciec Zygmunt Bolesta Kozłowski został pochowany w rodzinnym grobowcu w Zabłoćcach.

Reklama

Co dalej z zabytkiem naszej historii?

Właściciel pola, na którym znajdują się kaplica i mauzoleum, w rozmowie z nami twierdził, że chętnie wydzieli ze swojego pola kawałek gruntu, żeby było dojście do zabytku, który według niego nie powinien popaść w ruinę, bo to przecież kawałek historii tej ziemi. Członkowie Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” deklarują pomoc w odkrzaczeniu i oczyszczeniu tego miejsca.

Andrzej Huk, wójt gminy Przemyśl, zna historię tego miejsca i też chciałby, żeby je uratować od całkowitej ruiny.

– Pieniądze pewnie by się znalazły, ale problemem jest bezpośrednie sąsiedztwo granicy polsko-ukraińskiej, które utrudnia prowadzenie tam jakichkolwiek prac remontowych przez firmę. Jednak najważniejszą przeszkodą w przeprowadzeniu renowacji jest to, że obiekt ten nie jest wpisany na listę zabytków, co utrudnia podjęcie jakichkolwiek prac – martwi się wójt.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości