Reklama

Tajemnice sowieckiego schronu

25/07/2015 12:42

Sprawdziła się prognoza na 18 lipca. W ub. sobotę termometr już przed południem pokazywał ponad 30 stopni. Upał jednak nie przeszkadzał grupie eksploratorów, którzy od dwóch dni prowadzili prace badawcze w ruinach sowieckiego schronu.

Niecałe trzysta metrów od granicy polsko-ukraińskiej, na wzgórzu, wśród krzaków sterczą potrzaskane kawałki betonu najeżone prętami zbrojeniowymi. Fragmenty grubych żelbetowych ścian i stropów rozrzucone wybuchem tworzą głęboki na kilka metrów lej, którego dno wypełnia błotnista maź. Szukać trzeba na dnie, gdzie była dolna kondygnacja schronu, bo tam prawdopodobnie zachowało się najwięcej z wyposażenia. Na razie któryś z pracujących na dole wyciąga z błota parę kości i czaszkę konia[paywall], który pewnie wiele lat temu wpadł do głębokiego dołu. Jeszcze kilka sztychów i spod łopaty wyłania się kolanko żeliwnej rury z gumową uszczelką i dno czegoś podobnego do metalowej beczki. To fragmenty instalacji filtrującej powietrze do wnętrza schronu. Reszta tkwi głębiej, ale zbierająca się na dnie woda i szlam uniemożliwia dotarcie do niej. Na pomoc przychodzą strażacy, którzy instalują motopompę i wypompowują wodę. Resztę trzeba wybierać kubłami. Wreszcie widać walcowaty kształt modułu filtra, którego wnętrze wypełnione było węglem aktywnym i sodą. Teraz tylko trzeba metalowy walec przetransportować na górę tak, żeby nie zniszczyć skorodowanej miejscami blachy. Pracujący mają spore doświadczenie w takich operacjach i przy pomocy wyciągarki samochodu terenowego wynoszą element na powierzchnię.

Skarby


Mija południe i robi się gorąco, ale bardziej niż upał we znaki dają się roje bąków, które tną niemiłosiernie. Pracujący na dole zmieniają się co kilkanaście minut. Z błota i pokruszonych kawałków betonu co rusz wyciągają różne elementy: kawałek gumowej uszczelki z gazoszczelnego włazu, fragment skrzyni na amunicję 45 mm, pogięte kawałki blach, zasobnik na taśmy nabojowe do ckm-u Maxim, kable w metalowej osłonie, małą buteleczkę prawdopodobnie z podręcznej apteczki. Dla kogoś, kto nie interesuje się militariami to bezużyteczne badziewie. Dla pasjonatów to skarby, które poszerzą wiedzę historyczną, a po renowacji i konserwacji uzupełnią zbiory w schronie przy ulicy Sanowej, którym opiekuje się Stowarzyszenie „Kaponiera”.  


1 Szukać trzeba na dnie, gdzie była dolna kondygnacja schronu, bo tam prawdopodobnie zachowało się najwięcej z wyposażenia.

Reklama

Historia


Łukasz Kozdrój z Grupy Badawczej „Kriepost”, który wie wszystko o radzieckich schronach i odpowiada za pomiary i interpretację technologiczną, dokładnie ogląda każdy znaleziony element, opisuje go i fotografuje. – W tysiąc dziewięćset czterdziestym roku Sowieci przewidując wojnę z Niemcami rozpoczęli budowę pasa fortyfikacji, który ciągnął się od Bieszczad aż do Bałtyku. Składał się on z prawie dwóch tysięcy różnego typu fortyfikacji, podzielonych na Rejony Umocnień. Jednym z nich był przemyski Rejon Umocnień, w skład którego wchodził Punkt Oporu Medyka, złożony z kilku schronów, które broniły drogi na Lwów. Ten, który dzisiaj eksplorujemy, to dwukondygnacyjny schron wyposażony w armatę kalibru czterdzieści pięć milimetrów, sprzężoną z karabinem maszynowym kaliber siedem sześćdziesiąt dwa chłodzonym powietrzem oraz karabinem maszynowym typu Maxim. Załoga liczyła około piętnastu żołnierzy i po napaści Niemiec w czterdziestym drugim roku broniła się najdłużej, aż zagrożona okrążeniem musiała się ewakuować. Prawdopodobnie wtedy niemieccy saperzy wysadzili schron. Przedtem ciężkim sprzętem wyciągnęli z niego wszystkie elementy ze stali pancernej. O tym, że tak było, świadczy to – Łukasz pokazuje spory kawałek grubej stalowej liny zerwanej przy wyciąganiu złomu.

Unikalne znalezisko


Tymczasem na dnie leja strażacy przecinają stalowe pręty, żeby można było wydobyć pancerne drzwi, które jakimś cudem nie zostały zdeformowane, ocalały podczas wysadzania schronu. Drzwi sporo ważą i ich przetransportowanie na powierzchnię nie jest takie proste. Przeszkadzają pręty zbrojeniowe wystające z pokruszonego betonu, a stroma ściana utrudnia transport ręczny. Wreszcie eksploratorzy posiłkując się wyciągarką, wynoszą żelastwo na górę. – Prawdziwy rarytas – ekscytują się – wszystkie rygle są sprawne. Spora część, która tkwiła w szlamie, nie ma śladu rdzy. Po odczyszczeniu na pewno będą widoczne wybite w stali oznakowania. Mija siódma godzina pracy. W tym upale dłużej się nie da, ale i tak wszyscy są zadowoleni z rezultatów. Teraz czekają ich godziny pracy przy czyszczeniu, konserwacji i dokumentowaniu znalezisk. 

W eksploracji sowieckiego schronu uczestniczyli członkowie: Stowarzyszenia „Kaponiera” –  Przemyskiego Obszaru Warownego, Grupy Badawczej „Kriepost”, Fundacji „Invenire Salvum” oraz pracownicy Muzeum Spraw Wojskowych w Krakowie. Przed przystąpieniem do eksploracji organizatorzy uzyskali wszelkie niezbędne pozwolenia od konserwatora wojewódzkiego oraz gospodarza terenu. Ponieważ prace prowadzone były w bezpośrednim sąsiedztwie granicy, zawiadomiono o tym Straż Graniczną, której funkcjonariusze również byli na miejscu.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości