Na terenie należącym do Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej w Laszkach funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji – na postawie informacji przekazanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i postanowienia Prokuratury Okręgowej w Przemyślu – odnaleźli kontenery z bronią i amunicją. Kontenery, które nie były zabezpieczone ani dozorowane. Broń i amunicja nie należały do polskiego wojska. Pytanie: dlaczego została tam porzucona i dla kogo była przeznaczona?
Tę bulwersującą sprawę jako pierwsza ujawniła Telewizja Republika, która poinformowała o znalezisku, wskazując jednocześnie miejsce składowania broni i amunicji. To teren należący do Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej w Laszkach. Potem radio RMF FM podało, że zabezpieczony sprzęt to systemy przeciwlotnicze. Z kolei Monitor Konfliktów na portalu X napisał o ośmiu kontenerach z bronią i amunicją, które stały na terenie prywatnego aeroklubu.
Dość szybko do sprawy odniósł się rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński.
– Zaczęło się od tego, że funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na materiałach własnych, zdobytych przez siebie, ustalili, że jest tam składowana broń. Dzięki temu Prokuratura Okręgowa w Przemyślu wszczęła śledztwo i wydała postanowienie, na podstawie którego funkcjonariusze CBŚP weszli do hangaru. Broń została zabezpieczona. Była na stanie prywatnej firmy, która ma koncesję do handlu, obrotu bronią i działa legalnie
– wyjaśnił, dodając rzecz, która musi zostać szybko wyjaśniona:
– Z informacji, jakie posiadam wynika, że ten magazyn nie był dozorowany, co jest skandalem. Tego typu broń musi być odpowiednio przechowywana, dozorowana.
Reklama
Dodał również, iż ani broń, ani amunicja nie należały do polskiego wojska[paywall].
27 maja br. Prokuratura Okręgowa w Przemyślu wszczęła oficjalne śledztwo w tej sprawie.
– To prawda. Wszczęliśmy śledztwo z zawiadomienia Delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Rzeszowie w sprawie nielegalnego posiadania broni i amunicji i jej magazynowania przez spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością
– powiedziała rzecznik prasowy przemyskiej prokuratury okręgowej prokurator Marta Pętkowska.
Śledztwo zostało wszczęte w kierunku przestępstwa z art. 263 paragraf 3 Kodeksu karnego, który mówi, że „kto, mając zezwolenie na posiadanie broni palnej lub amunicji, udostępnia lub przekazuje ją osobie nieuprawnionej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.
To dzięki postanowieniu prokuratury na prywatny teren należący do Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej w Laszkach mogli wejść funkcjonariusze CBŚP. Na miejscu pojawili się biegli z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia, przedstawiciele: Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Żandarmerii Wojskowej.
Na miejscu trwały intensywne czynności, które mają ustalić źródło pochodzenia i odbiorcy zabezpieczonej broni. Kontenery były systematycznie wywożone w miejsce do tego przeznaczone. Z wstępnych ustaleń wynikało, że broń trafiła legalnie do Polski, sprowadzona przez firmę handlującą uzbrojeniem i miała zostać wysłana na Ukrainę. Nie wiadomo jednak, dlaczego tak się nie stało, w jakim celu została porzucona i dla kogo była przeznaczona.
5 czerwca br. rzecznik prasowy przemyskiej prokuratury okręgowej prokurator Marta Pętkowska powiedziała, że śledztwo w tej sprawie przejął Podkarpacki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Rzeszowie.
Jak się okazało, firma ma koncesję na obrót bronią, ale nie ma zezwoleń na jej przechowywanie. Nie mogła tej broni magazynować. Zajmowała się już wcześniej wysyłaniem broni do Ukrainy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze