Reklama

Tamten grudzień zmienił moje życie

23/12/2019 16:18

Jako 23-latek Piotr Serwin był w samym centrum wydarzeń Grudnia 1970 na Wybrzeżu. Brał udział w wiecu, który został krwawo stłumiony przez milicję i wojsko. – To był najstraszniejszy dzień – nie kryje.

Grudzień w polskiej historii pełen jest rocznic. Najbardziej wspominaną jest wybuch stanu wojennego, ale mieszkańcy Wybrzeża pamiętają o tragicznych wydarzeniach, które rozegrały się w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie.

Piotr Serwin urodził się w 1947 r. w Hucisku Nienadowskim. W młodości mieskzał w Jaksmanicach. W 1964 r. wyjechał do pracy do Gdyni, gdzie pracował jako stolarz w Stoczni im. Komuny Paryskiej. W tym czasie (1967 – 1969) odbył też 2-letnią służbę wojskową w wojskach desantowych. 

Grudzień 1970 r. zmienił jego życie na zawsze. Już przed ogłoszeniem strajku, w powietrzu coś wisiało. Pojawiły się pogłoski, że żywność zdrożeje, wśród ludzi robił się jakiś ruch. Podwyżki głównych artykułów spożywczych zostały ogłoszone z dnia na dzień. Ludzie nie mieli czasu, żeby zrobić zapasy, a zbliżały się święta. To wywołało bunt.

Reklama

 

Numer 13275

15 grudnia pan Piotr jak zawsze przyszedł do pracy. Od brygadzisty dostał polecenie, aby [paywall]udać się do innej części zakładu i zamówić dostawę tarcicy na cały tydzień. Pojechał rowerem. – Widziałem, że tworzą się grupy, ale nie wiedziałem dlaczego. Gdy wracałem, ludzie połączyli się w jedną grupę i szli przed główną bramę stoczni. Pracownicy zachęcali innych do dołączenia się – wspomina. – Wróciłem na swój wydział i powiedziałem do brygadzisty: idę. Odpowiedział: weź sobie kask, bo nie wiadomo, co może się dziać – opowiada pan Piotr. Na kaskach znajdowały się numery kontrolne. P. Serwin do dziś pamięta swój: 13275.

Reklama

Robotnicy poszli pod prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni. Utworzył się komitet strajkowy. Wczesnym popołudniem jego przewodniczący oznajmił, że został podpisany strajk okupacyjny i można wracać do zakładu.

W nocy członkowie komitetu strajkowego zostali aresztowani i przewiezieni do Wejherowa. Zawiązał się komitet zastępczy. Robotnicy zagrozili, że jeśli zatrzymani nie zostaną uwolnieni, oni wysadzą stocznię w powietrze. Padła obietnica, że następnego dnia komitet będzie wolny.

 

Czarny czwartek

– To był najstraszniejszy dzień – nie kryje pan Piotr. – Przychodzimy rano. Stocznia obstawiona przez ZOMO, nie dało się podejść. Zaczęły się przepychanki i szarpanina – wspomina. – Zorganizował się wiec z biało-czerwonymi flagami. Z dwóch helikopterów zrzucano na nas gaz łzawiący. Utworzyliśmy szpaler do Gdyni Osobowej. Zaczęliśmy śpiewać „Jeszcze Polska nie zginęła” i wtedy posypały się strzały z ostrą amunicją. Zrobił się popłoch, każdy uciekał – opowiada.

Reklama

Od tych strzałów zginął 18-letni Zbigniew Godlewski, pierwowzór bohatera Ballady o Janku Wiśniewskim, którego ciało protestujący nieśli ulicami Gdyni na drzwiach. Śmierć poniosło tego dnia 18 osób. Blisko 600 cywilów i kilkudziesięciu milicjantów było rannych.

Kto mógł się samodzielnie poruszać, uciekał na własnych nogach. Innym pomagali koledzy. Każdy był narażony na to, że zaraz go dosięgnie kula. – Wiem, że i ja mogłem być trafiony – mówi P. Serwin.

 

W Krakowie nic nie wiedzieli

Mieszkał w hotelu robotniczym. Wśród mieszkańców panował smutek. Wszyscy byli przejęci tym, co się zdarzyło. Następnego dnia pojawił się komunikat, że osoby pochodzące spoza Gdyni, mogą wracać do swoich rodzin i pozostać u nich do końca roku. Pan Piotr skorzystał z tej okazji. Wracał pociągiem. – W Krakowie nikt nawet nie wiedzieli, co się stało. Stacja Gdańsk nadawała w obrębie 30 kilometrów, dalej nic nie było wiadomo – mówi.

Reklama

 

Spokojne życie

Na początku stycznia 1971 r. P. Serwin wrócił do pracy. Dowiedział się wtedy, że został zwolniony za czynny udział w strajkach. Nie dostał nawet pisemnego wypowiedzenia. Na małej karteczce napisał: „Proszę o ponowne przyjęcie mnie do pracy. Piotr Serwin”. Przełożeni dali mu warunek: ma donosić, jeśli znowu coś się zacznie dziać w zakładzie. Zgodził się, ale była to umowa ustna. Zapewnia, że nigdy nie donosił, a w kwietniu tego samego roku zwolnił się i wrócił do Jaksmanic. Niedługo potem ożenił się i zamieszkał w Siedliskach.

Pracę znalazł w zakładach meblarskich w Przemyślu, a w 1980 r. otworzył własny zakład stolarski. Nie angażował się już w działalność opozycyjną lub polityczną. Przez kilka lat był jeszcze obserwowany przez bezpiekę. – Miałem dużo propozycji wstąpienia do PZPR, obiecywali mi mieszkanie, samochód. Nie zgodziłem się. Rodzice przekazali mi wartości, którym jest wierny do końca – opowiada.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wojtek - niezalogowany 2019-12-24 08:02:41

    Piotrek trzymaj sie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Jan - niezalogowany 2019-12-24 10:41:32

    Nie ulega wątpliwości  że mordowanie z broni palnej własnego narodu było tragedią ,  złem w najwyższym wymiarze.   Niemniej  dzisiaj z perspektywy czasu nasuwają się  pewne  pytania, jak to jest  że  w tamtych czasach kilku dziesięciogroszowe w najgorszym przypadku kilku złotowe podwyżki powodowały protesty  społeczeństwa , klasy robotniczej w szczególności.  Pamiętam  czasy gdy Gomółka chciał podwyższyć ceny, naprawdę w niewielkim stopniu, pamiętam podwyżki za Gierka  które wyprowadzały setki tysięcy robotników na ulice.     Robiłem zakupy przedświąteczne i z podziwu nie mogę wyjść jak rosną  ceny,  jaka drożyzna. I nikt nie protestuje.   Ludzie zamarzają w domach , na działkach bezdomni kończą swój marny żywot,  szukają jedzenia po śmietnikach, większość społeczeństwa ubiera się po szmatexach, w każdym mieście  urządza się  wigilie dla potrzebujących gdzie przychodzi od kilku  do kilkudziesięciu tysięcy ludzi.   I co ?   jest DOBRZE, mamy  WOLNOŚĆ I DEMOKRACJĘ!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Jan - niezalogowany 2019-12-24 12:13:02

    Poruszyłeś sedno sprawy Janie. Drożyzna  artykułów spożywczych  jest okropna a społeczeństwo  wszystko akceptuje.Może dlatego że jakość towarów  jest zróżnicowana i biedny może kupić  towary w niższej cenie, szynkę  zamiast za 50 zł/kg kupi za 15 zl/kg. ,masło zamiast za 6 zł kupi masłopodobne za 1,75 zł i to 170 gr.Ja dodałbym  wartości za prąd,gaz, węgiel ,czynsz za mieszkanie ,ceny lekarstw / za komuny w  większości bezpłatne/  opieka medyczna - jak nie masz kasy to umierasz,  studia-za komuny  studia , jeśli byli zdolni to  studiowały nawet dzieci z naprawdę biednych rodzin.  Czy dzisiaj  studiuje dzieci z rodzin biednych?  Długo by wymieniać. Należy też wspomnieć  o kilku milionach emigrantów zarobkowych.Pisałem o tym wszystkim nie raz i nie dwa.  Zdrowia życzę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama