„Choć najtrudniej było rozstać się z rodziną, wiem, że robię dobrze. Nic nie jest ważniejsze od zdrowia syna. Nic mnie już nie zawróci...” – napisał na portalu społecznościowym kapral Maciej Karaś w środę, 18 stycznia, tuż przed wyruszeniem w najważniejszą podróż swego życia, którą zdecydował się odbyć dla synka Frania, by prosić o wsparcie w zbiórce pieniędzy na terapię genową, która jest w stanie uratować jego dziecko.
10 mln zł – tak niebotycznej kwoty potrzebuje chorujący na SMA Franek Karaś. Na tyle wyceniona została terapia genowa.
Kwota nieosiągalna? Niekoniecznie, co pokazała historia Poli Matuszek z Białoboków w pow. przeworskim, podobnie jak Franek chorującej na rdzeniowy zanik mięśni.
Zbiórka dla Frania dopiero nabiera rozpędu. Mnożą się licytowane w sieci na jego rzecz przedmioty, pojawiają coraz to nowe inicjatywy, akcje charytatywne, pomysły koncertów. Obecnie do celu brakuje ponad 8 mln zł, ale wszystko jest możliwe! Udało się Poli, może się udać i Franiowi.
Gorąco wierzy w to tata chłopca, Maciej Karaś, który zdecydował się podjąć niesamowitego wręcz zadania, licząc, że osobiste spotkania z ludźmi z całej Polski dadzą lepszy odzew i przyśpieszą tempo zbiórki – ogromnie ważne, bo możliwość podania Franiowi leku istnieje do momentu, w którym jego waga nie przekracza 13,5 kg. W tym momencie różnica to 2,5 kg.
18 stycznia wyruszył na najważniejszą misję w swoim życiu. Jest żołnierzem od 13 lat. Służy w 21 Dywizjonie Artylerii Przeciwlotniczej w Jarosławiu. Z niejednym wyzwaniem mierzył się w swoim życiu zawodowym. Ale ciężka choroba własnego dziecka to najtrudniejszy przeciwnik.
Nie zamierza się poddać. Najbliższe tygodnie to dla nich ostatnia szansa.
„Odwiedzę każde miasto w Polsce, aby prosić o wsparcie w zbiórce pieniążków na leczenie mojego synka. Będę bardzo wdzięczny za okazane wsparcie podczas podróży (..). Proszę nie zostawiajcie mojego Franka w chwili, gdy mnie przy nim nie będzie. Opiekujcie się moją rodziną” – napisał na facebookowym profilu pan Maciej.
Planuje odwiedzić jednostki wojskowe w Polsce, prosząc o finansowe wsparcie kolegów żołnierzy. Trasa została wstępnie nakreślona, ale na bieżąco będzie uzupełniana o kolejne miejsca i nie zawęża się do obiektów stricte wojskowych.
Tata Franka chętnie zawita do także do zakładów pracy, szkół i każdego innego miejsca. Informację o tym, że będzie mile widziany, wystarczy wysłać na adres mundurowidlafrania@gmail.com. Relacja z trasy jest dostępna na profilu FB „Nigdy nie zostawiamy swoich – Mundurowi w walce z SMA”.
Po odwiedzeniu jednostek w Jarosławiu, Przemyślu, Żurawicy i Rzeszowie, kapral M. Karaś ruszy do Krakowa (25, 26 01.), Kłodzka (30.01) i Łodzi (4.02). To plan na najbliższe dni.
Na liście są również: Nisko, Warszawa, Giżycko, Bartoszyce. Podróż pana Maćka można wesprzeć, ofiarowując datek poprzez internetową skarbonkę (https://www.siepomaga.pl/mundurowi-w-trasie).
W sieci nie brak głosów wsparcia i otuchy dla małego wojownika Franka i jego taty.
„Z całego serca wspieramy i kibicujemy! Pełen szacunek za tę akcję! Trzymamy kciuki, żeby przyniosła jak najwięcej dobra dla Franka i zbiórki” – to jeden z nich.
Pojawiły się też zaproszenia z innych jednostek wojskowych w kraju i pierwsze wpłaty przekazane przez żołnierzy w ramach już odbytych wizyt w kwocie od kilku do kilkunastu tysięcy złotych (5 Batalion Strzelców Podhalańskich zasilił konto Frania kwotą ponad 16,5 tys.). Musi się udać!
Pieniążki na leczenie Frania można wpłacać pod adresem trwającej od sierpnia ub. r. internetowej zrzutki www.siepomaga.pl/franek
Franek potrzebuje terapii genowej – najdroższego leku świata, który jest poza zasięgiem finansowym jego rodziców. Niestety refundacja nie obejmuje chłopca, a jest jedyną szansą na ratunek.
fot.Facebook
Kapral Maciej Karaś 18 stycznia wyruszył w najważniejszą podróż swojego życia.

fot.Facebook
- Tata zrobi wszystko, żebyś wyzdrowiał - te słowa M. Karaś powtarza synkowi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy."Płaszczak" i MON zamiast wspierać Rydzyka powinni wesprzeć chore dziecko żołnierza. Oni wszyscy "święci" w końcu są za życiem, co głoszą codziennie wszem i wobec.
"Płaszczak" i MON zamiast wspierać Rydzyka powinni wesprzeć chore dziecko żołnierza. Oni wszyscy "święci" w końcu są za życiem, co głoszą codziennie wszem i wobec.