Mimo bardzo szeroko zakrojonej akcji informacyjnej, mimo często błagalnych próśb o zwracanie szczególnej uwagi na to, czy kogoś nie zostawia się w szczelnie zamkniętym samochodzie, wciąż zdarzają się przypadki totalnej bezmyślności kierowców. Głupoty, która może kosztować życie dziecka czy zwierzęcia.
O przypadkach pozostawienia dziecka czy psa w szczelnie zamkniętym pojeździe podczas dokuczliwych upałów głośno było wiele razy. Także w naszym regionie. 10 sierpnia br. przy ulicy Dworskiego w Przemyślu psa uwięzionego w nagrzanym samochodzie dostrzegła kobieta, która natychmiast zaalarmowała policję. Temperatura w rozgrzanym samochodzie mogła sięgnąć nawet 60 stopni Celsjusza, a wszystkie okna były szczelnie zamknięte. Funkcjonariusze, którzy przyjechali we wskazane przez kobietę miejsce, długo się nie zastanawiali. Kiedy poszukiwania właściciela auta i nawoływanie go przez megafon nie przyniosły rezultatu, wybili szybę i wyciągnęli zziajane zwierzę. Pies trafił do weterynarza. Po wykonaniu niezbędnych badań wrócił do 34-letniego właściciela, który pojawił się przy samochodzie niedługo po tym, jak wyciągnięto z niego czworonoga. Właściciel golden retrievera będzie się musiał liczyć z odpowiedzialnością karną w związku z naruszeniem przepisów Ustawy o ochronie zwierząt.
– Na te kwestie trzeba ludzi uczulać w nieskończoność. Psy nie mają gruczołów potowych. One nie potrafią się pocić tak jak człowiek. Jedynym sposobem na walkę z upałem jest zianie czy ślinienie się. Przez język i uszy pozbywają się wysokiej temperatury ciała. Jeśli ktoś mi mówi, że zostawia psa w zamkniętym aucie zaparkowanym w pełnym słońcu tylko na pięć minut, jest niedorzeczny. Podobnie rzecz się ma z innymi zwierzętami, także kotami. W takiej puszce zwierzę błyskawicznie wchodzi w stan hipotermii, z której bardzo trudno je wyprowadzi – tłumaczy lek. wet. Radosław Fedaczyński.

W ostatnim czasie nieco rzadziej słyszy się o przypadkach pozostawiania dzieci w zamkniętych samochodach. Być może rodzice poszli po rozum do głowy. – Jeśli temperatura powietrza w cieniu wynosi 30 stopni Celsjusza, to w samochodzie wynosi dwa razy tyle. To puszka śmierci. Już samo wejście dorosłej osoby do rozgrzanego auta nie jest przyjemne, a dziecko jest bezbronne, w dodatku przypięte do fotelika.
Mała powierzchnia ciała sprawia, że okres natychmiastowego podnoszenia się temperatury ciała jest znacznie krótszy – tłumaczy ordynator oddziału chorób dzieci w Wojewódzkim Szpitalu im. św. Ojca Pio w Przemyślu dr n. med. Henryk Kluz. – U dzieci szybciej dochodzi do odwodnienia. To proces trwający maksimum pięć minut. A potem następuje reakcja łańcuchowa. Dziecko potwornie się poci, jest rozdrażnione, dochodzi do niedotlenienia, obrzęku mózgu, drgawek i śmierci. Uważajmy na to! Dawajmy dzieciom podróżującym z nami samochodem dużo pić. Często się zatrzymujmy. Jedźmy rozsądnie – apeluje dr H. Kluz.
Pamiętajmy, że jeśli jesteśmy świadkami sytuacji, w której widzimy zamknięte w samochodzie dziecko lub zwierzę, powinniśmy natychmiast zareagować, np. dzwoniąc pod numer 112. W ten sposób uratujemy je przed przegrzaniem, odwodnieniem, udarem słonecznym, a w najgorszym przypadku śmiercią.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze