Reklama

Teraz nie mam się już czegoś bać – historia Kazimierza Kruczyńskiego

08/11/2015 16:48

Kazimierz Kruczyński pochodzi z Bydgoszczy. Przeżył wojnę, jednak słuchając jego historii, można śmiało powiedzieć, że śmierć kilka razy pukała do jego drzwi. W czasie okupacji uciekł do Przeworska. W walizce, z którą wsiadł do pociągu, miał płaszcz dla mamy, rękawice bokserskie i album ze zdjęciami, który zachował do dziś. Tutaj zasłynął jako trener siatkówki sekcji żeńskiej i męskiej. Zajmował się też sędziowaniem, co robi do tej pory, w wieku 94 lat.

– Urodziłem się w Bydgoszczy i tam chodziłem do szkoły. Mój dziadek mieszkał w Rogoźnie Wielkopolskim, a razem z nim najmłodsza córka, siostra mojej mamy, która miała narzeczonego lekarza dentystę. Na Święta Bożego Narodzenia w 1938 r. zaprosili moją ciotkę (najstarszą siostrę mojej mamy) wraz z mężem na Wigilię, podczas której wujka kompletnie sparaliżowało. Po okresie pobytu w szpitalu lekarze zalecili mu wyjazd na leczenie do Zakopanego. W sierpniu 1939 r. w Przeworsku zamieszkała inna moja ciocia, trzecia  z kolei siostra mojej mamy, ponieważ jej mąż był tutaj dyrektorem Składnicy Kółek Rolniczych. Razem z nią przyjechała moja mama i moja młodsza siostra. Jak wybuchała wojna, ciotka i wujek w Zakopanem dostali cynk od lekarzy, żeby uciekać. Mieli bliżej do Przeworska niż do Torunia, dlatego przyjechali tu – zaczyna opowieść Kazimierz Kruczyński[paywall].

– Kiedy wybuchło powstanie warszawskie, z kolegą postanowiliśmy pojechać rowerami do Warszawy, żeby walczyć. Mieliśmy po jednym pistolecie z kilkoma nabojami. Na krzyżówce w Tryńczy (dzisiejsze rondo – przyp. red.) złapali nas Ruscy. Mogli nas tam zabić. Całe szczęście nic nam nie zrobili, a myśmy zawrócili. Daleko nie zajechaliśmy – śmieje się pan Kazimierz.

Reklama

Przygoda ze sportem

– Poznałem się ze Zdzisławem Krzanem. Miałem 2 pary rękawic bokserskich, więc nieraz się boksowaliśmy. Jego dwaj bracia, Tadek i Mietek oraz Piechura, który grał później w reprezentacji Polski, założyli drużynę siatkarską. To było jeszcze w czasie okupacji. Wszyscy graliśmy na ulicy Ogrodowej. Mężczyźni, kobiety, tak dla zabawy i zabicia czasu. W międzyczasie w Guberni Niemcy zorganizowali junaków. To była grupa do roboty w okolicach cukrowni. Dogadaliśmy się z nimi i postanowiliśmy zorganizować zawody. Ja te mecze sędziowałem, bo jeszcze z czasów szkolnych miałem zaświadczenie. Pierwszy mecz po wyzwoleniu to był turniej w gimnazjum, zorganizowany przez profesora Mariana Głowackiego. Zagrali wtedy Czarni Kolejarze i Cukrownia. Pewnego dnia ktoś władzom w Przemyślu zadenuncjował, że się trochę znam na sędziowaniu. Wezwali mnie i zdałem tam egzamin z siatkówki, koszykówki, szczypiorniaka i lekkoatletyki, później także z boksu. W Rzeszowie zdałem egzamin na trenera siatkówki – mówi Kazimierz Kruczyński.

Trenował  sekcję żeńską, a później także męską siatkówki, działającą przy Klubie Sportowym „Cukrownia”. Klub następnie nosił nazwy: Unia Przeworsk, Spójnia Przeworsk, Sparta Przeworsk i od 1960 r. Orzeł Przeworsk. W drużynie grała również żona pana Kazimierza. Był trenerem do 1990 r. Wtedy została rozwiązana sekcja siatkówki, bo w klubie nie było na ten cel pieniędzy. Kiedy drużyna pana Kazimierze nie grała, sędziował inne mecze. Tak zostało do teraz. Obecnie, w wieku ponad 94 lat, sędziuje rozgrywki byłych siatkarzy, które odbywają się w hali Zespołu Szkół w Rozborzu.

Reklama

Kazimierz Kruczyński wiele razy mógł zginąć, jednak los pozwolił mu przeżyć. Inaczej Przeworsk nie miałby tak wybitnego trenera, z wielkim autorytetem wśród podopiecznych. – Teraz nie mam się już czego bać – przyznaje.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości