Kazimierz Kruczyński pochodzi z Bydgoszczy. Przeżył wojnę, jednak słuchając jego historii, można śmiało powiedzieć, że śmierć kilka razy pukała do jego drzwi. W czasie okupacji uciekł do Przeworska. W walizce, z którą wsiadł do pociągu, miał płaszcz dla mamy, rękawice bokserskie i album ze zdjęciami, który zachował do dziś. Tutaj zasłynął jako trener siatkówki sekcji żeńskiej i męskiej. Zajmował się też sędziowaniem, co robi do tej pory, w wieku 94 lat.
– Urodziłem się w Bydgoszczy i tam chodziłem do szkoły. Mój dziadek mieszkał w Rogoźnie Wielkopolskim, a razem z nim najmłodsza córka, siostra mojej mamy, która miała narzeczonego lekarza dentystę. Na Święta Bożego Narodzenia w 1938 r. zaprosili moją ciotkę (najstarszą siostrę mojej mamy) wraz z mężem na Wigilię, podczas której wujka kompletnie sparaliżowało. Po okresie pobytu w szpitalu lekarze zalecili mu wyjazd na leczenie do Zakopanego. W sierpniu 1939 r. w Przeworsku zamieszkała inna moja ciocia, trzecia z kolei siostra mojej mamy, ponieważ jej mąż był tutaj dyrektorem Składnicy Kółek Rolniczych. Razem z nią przyjechała moja mama i moja młodsza siostra. Jak wybuchała wojna, ciotka i wujek w Zakopanem dostali cynk od lekarzy, żeby uciekać. Mieli bliżej do Przeworska niż do Torunia, dlatego przyjechali tu – zaczyna opowieść Kazimierz Kruczyński[paywall].
– Kiedy wybuchło powstanie warszawskie, z kolegą postanowiliśmy pojechać rowerami do Warszawy, żeby walczyć. Mieliśmy po jednym pistolecie z kilkoma nabojami. Na krzyżówce w Tryńczy (dzisiejsze rondo – przyp. red.) złapali nas Ruscy. Mogli nas tam zabić. Całe szczęście nic nam nie zrobili, a myśmy zawrócili. Daleko nie zajechaliśmy – śmieje się pan Kazimierz.
– Poznałem się ze Zdzisławem Krzanem. Miałem 2 pary rękawic bokserskich, więc nieraz się boksowaliśmy. Jego dwaj bracia, Tadek i Mietek oraz Piechura, który grał później w reprezentacji Polski, założyli drużynę siatkarską. To było jeszcze w czasie okupacji. Wszyscy graliśmy na ulicy Ogrodowej. Mężczyźni, kobiety, tak dla zabawy i zabicia czasu. W międzyczasie w Guberni Niemcy zorganizowali junaków. To była grupa do roboty w okolicach cukrowni. Dogadaliśmy się z nimi i postanowiliśmy zorganizować zawody. Ja te mecze sędziowałem, bo jeszcze z czasów szkolnych miałem zaświadczenie. Pierwszy mecz po wyzwoleniu to był turniej w gimnazjum, zorganizowany przez profesora Mariana Głowackiego. Zagrali wtedy Czarni Kolejarze i Cukrownia. Pewnego dnia ktoś władzom w Przemyślu zadenuncjował, że się trochę znam na sędziowaniu. Wezwali mnie i zdałem tam egzamin z siatkówki, koszykówki, szczypiorniaka i lekkoatletyki, później także z boksu. W Rzeszowie zdałem egzamin na trenera siatkówki – mówi Kazimierz Kruczyński.
Trenował sekcję żeńską, a później także męską siatkówki, działającą przy Klubie Sportowym „Cukrownia”. Klub następnie nosił nazwy: Unia Przeworsk, Spójnia Przeworsk, Sparta Przeworsk i od 1960 r. Orzeł Przeworsk. W drużynie grała również żona pana Kazimierza. Był trenerem do 1990 r. Wtedy została rozwiązana sekcja siatkówki, bo w klubie nie było na ten cel pieniędzy. Kiedy drużyna pana Kazimierze nie grała, sędziował inne mecze. Tak zostało do teraz. Obecnie, w wieku ponad 94 lat, sędziuje rozgrywki byłych siatkarzy, które odbywają się w hali Zespołu Szkół w Rozborzu.
Kazimierz Kruczyński wiele razy mógł zginąć, jednak los pozwolił mu przeżyć. Inaczej Przeworsk nie miałby tak wybitnego trenera, z wielkim autorytetem wśród podopiecznych. – Teraz nie mam się już czego bać – przyznaje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze