Główny wykonawca projektu pod nazwą „Termomodernizacja budynków użyteczności publicznej na terenie gminy Gać” oskarża władze gminy o nieprawidłowości przy wyborze inspektora nadzoru przedsięwzięcia oraz żąda zwrotu prawie 473 tys. zł za prace wykonane ponad plan.
Usługowy Zakład Wodno-Kanalizacyjny C.O. i Gaz Romana Szula z Przeworska za drugim razem wygrał przetarg na wykonanie wspomnianego wyżej przedsięwzięcia. To firma ze sporym doświadczeniem, będąca od 16 lat w branży. – Gmina Gać otrzymała unijną dotację na wykonanie termomodernizacji pięciu obiektów, w tym trzech szkół. Pod koniec 2016 roku ogłosiła przetarg na wykonanie audytów energetycznych, bo nie miała żadnych projektów[paywall]. Audyt miał zawierać między innymi szczegółowy opis zadań do wykonania. Do przetargu zgłosiła się firma z Krakowa, która wygrała i audyt sporządziła. Określili, co jest do zrobienia w każdym budynku, uwzględniając metraż. Za sporządzenie tego dokumentu wzięli 40 tysięcy złotych – wyjaśnia Krzysztof Szul, syn właściciela przeworskiej firmy.
Na podstawie tego audytu władze gminy ogłosiły przetarg na wykonawstwo w trybie „Zaprojektuj – wybuduj”. Na całość zadania miały przeznaczone niecałe 3 miliony 600 tysięcy złotych. Było siedem ofert, każda przekraczała tę kwotę. Firma z Przeworska była droższa o 200 tysięcy złotych. Przetarg został unieważniony i ogłoszony ponownie. Za drugim razem zakład R. Szula dopasował się z ceną. Wygrał.
– W międzyczasie władze gminy ogłosiły kolejny przetarg na wybór inspektora nadzoru. Kwota, jaką przeznaczyli, była dla mnie oszałamiająca. To 383 tysiące 800 złotych! Z reguły na tego typu cel przeznacza się około dwóch procent wartości robót. W tym wypadku byłoby to około 80 tysięcy złotych. Do przetargu stanęła ta sama firma, która sporządziła audyt uwzględniający kwotę dla inspektorów nadzoru na poziomie niecałych 400 tysięcy złotych. Tyle że w konsorcjum z inną firmą krakowską, zlokalizowaną pod tym samym adresem. Wygrali za 380 tysięcy złotych. Dla mnie to jawny przekręt! Rozmawiałem ze znajomymi inspektorami nadzoru. Łapali się za głowy – uważa K. Szul.
W związku z tym K. Szul zawiadomił o ewentualnych nieprawidłowościach przy realizacji postępowania z zamówienia publicznego zarówno Podkarpacki Urząd Wojewódzki w Rzeszowie, jak i Urząd Marszałkowski w Rzeszowie. Marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl zareagował. Stwierdził w piśmie skierowanym do K. Szula, że doszło do naruszenia ustawy Prawo zamówień publicznych i jako instytucja zarządzająca Regionalnym Programem Operacyjnym Województwa Podkarpackiego urząd marszałkowski uznał za konieczne pomniejszenie dofinansowania o kwotę 32 tys. 300 zł. Ale to nie koniec, bo postępowanie w tej sprawie zostało przedłużone do 18 września br.
Prace przebiegały bez zakłóceń. Wszystkim podwykonawcom firma z Przeworska płaciła sumiennie i na czas. Tyle że – zdaniem K. Szula – informacje ze szczegółowym opisem zadań do wykonania nijak się miały do rzeczywistości. – Moim zdaniem od samego początku była to chora inwestycja. Od początku prac były ciągłe awantury. Było trzech inspektorów nadzoru. Z Rzeszowa. Krakowska firma ich wynajęła. Znali zapisy audytu, a mimo to kazali robić znacznie więcej. Takich sytuacji było multum – opowiada K. Szul. – Wychodzili z założenia, że wykonawcę można zarżnąć. Nikt nie stanął po mojej stronie. Dodatkowych robót wykonałem na prawie pół miliona złotych. Co na to pani wójt? Mówi, że mi tego nie zapłaci – dodał.
K. Szul oddał sprawę do Sądu Okręgowego w Rzeszowie. W pozwie, liczącym aż 18 stron, dokładnie opisał wszystko, domagając się od władz gminy Gać zapłaty 472 tys. 888 zł. – Sprawę do sądu miałem oddać jeszcze w trakcie trwania prac. Ale adwokaci odradzili mi, mówiąc, abym do końca wywiązał się z zadania. Co tydzień próbowałem prowadzić negocjacje z władzami gminy. Z początku było spokojnie, potem zacząłem krzyczeć, bo nerwy mi puszczały. Powiedzieli mi, że trzeba było sobie przed przetargiem przyjechać i wszystko wymierzyć. Projekt przygotowałem, ale czy to znaczy, że miałem sobie zrobić prywatny audyt? To za co zapłacili 40 tysięcy złotych? – zastanawia się K. Szul. – Prowadziłem prace w różnych miejscach na Podkarpaciu, ale takiej arogancji, takiego zadufania w sobie, jakie prezentuje pani wójt, nigdy nie widziałem. Z każdym szło się dogadać, w Przemyślu, Jarosławiu, Pruchniku i po wioskach. Tu... Żadnego złotego środka nie udało się znaleźć – podsumował K. Szul.
Wójt gminy Gać Grażyna Pieniążek kategorycznie zaprzecza temu, że chciała kogoś na cokolwiek „naciągnąć”. – Wie pan... Powiem jedno: to przedsięwzięcie odbyło się w trybie „Zaprojektuj – wybuduj”. Kto zaprojektował? Przecież ten, kto wygrał przetarg. Toż to jasne jak słońce. Ten pan jednak absolutnie tego nie rozumie. Krzyczy, denerwuje się, odgraża. Mamy go już dość w urzędzie. Prawdę powiedziawszy, w ogóle nie powinnam z nim rozmawiać, bo przetarg wygrała firma jego ojca. Właściciela na oczy nie widziałam. I tym faktem jestem także zbulwersowana. To, co opracowała firma z Krakowa, było tak zwanym programem funkcjonalno-użytkowym. Nie wiem, dlaczego ten pan czerpał wiedzę z tego programu. Projekt miał wykonać zwycięzca przetargu. To dwie różne sprawy. Nie mam nic do ukrycia. Ze spokojem przyjmuję jego oskarżenia. Nie odżegnuję się od zapłaty za dodatkowe prace, ale może wreszcie przyjdzie taki czas, że będzie z tym panem można normalnie porozmawiać. Od długiego czasu nie mam na to szans – powiedziała G. Pieniążek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze