Reklama

„To musi być sen, to się nie dzieje naprawdę” – relacjonuje Arkadiusz Cichocki. Bohaterska postawa strażaka z jarosławskiej komendy PSP

24/03/2021 19:09

Drugi raz w odstępie zaledwie dwóch tygodni na autostradzie A4, w okolicach zjazdu na MOP Kaszyce, doszło do tragicznego w skutkach wypadku ukraińskiego autokaru. Nie żyje jedna osoba, kolejnych 5 trafiło do szpitala, 4 osoby wyszły z wypadku bez szwanku. Służby ratownicze naszego regionu znów musiały wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Jednym z pierwszych przybyłych na miejsce był strażak z jarosławskiej komendy straży pożarnej, który znalazł się tam przypadkiem – nie był na służbie, wracał od narzeczonej z Krakowa.

Zbieg okoliczności, jaki nastąpił w nocy z niedzieli (21 bm.) na poniedziałek (22 bm.), jest wręcz niewiarygodny.

Przede wszystkim do wypadku doszło dokładnie w tym samym miejscu co poprzednio (wcześniejszy wypadek ukraińskiego autokaru miał miejsce w nocy z piątku, 5 bm., na sobotę): na zjeździe na MOP Kaszyce.

Bardzo podobny był przebieg wypadku: ukraiński autokar, prawdopodobnie wykonując manewr zjazdu na parking, przebił się przez barierki energochłonne i wpadł do głębokiego na kilka metrów rowu.

Mniej więcej zgadza się nawet pora: weekend, godziny nocne.

Wracał od narzeczonej, przeżył déjà vu

Niesamowitości całej sytuacji przydaje osoba pana Arkadiusza Cichockiego, który jako strażak uczestniczył w akcji ratowniczej przed dwoma tygodniami, a w niedzielę w nocy wracał od narzeczonej studiującej w Szkole Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie.

– Podróżowała ze mną siostra narzeczonej i jej chłopak. Na odcinku Rzeszów – Przemyśl, przed MOP Kaszyce, moi pasażerowie, wiedząc, że uczestniczyłem w akcji ratowniczej przed dwoma tygodniami, zaczęli dopytywać, gdzie doszło do tamtego wypadku – wspomina pan Arkadiusz.

– Po chwili mówią „uważaj, bo tam się coś dzieje ”. Wtedy  zobaczyliśmy autobus leżący w rowie – mówi.

– Przez chwilę nie mogłem w to uwierzyć, „to musi być sen, to się nie dzieje naprawdę” pomyślałem – dzieli się[paywall] swoimi wrażeniami pan Arkadiusz.

– Pierwsze, co wtedy zrobiłem, to zadzwoniłem pod 112. Było kilka minut po 23 – wspomina. W międzyczasie przeskoczył przez barierki i dopytał kierowcę o to, ile osób jest w autobusie.  Dostał odpowiedzi: 10 lub 11. Przekazał tę informację dyspozytorce 112, rzucił jeszcze do słuchawki, że jest strażakiem i że zaczyna udzielać pomocy poszkodowanym. A potem ruszył do rozbitego autokaru.

– Z pomocą tych dwóch osób, które ze mną podróżowały, przystąpiłem do udzielania pierwszej pomocy – opowiada pan Arkadiusz. Z jego relacji można wywnioskować poziom profesjonalizmu, jaki cechował jego działania.

– W pierwszej kolejności udałem się do wnętrza pojazdu, żeby ocenić, ilu jest poszkodowanych i ewentualnie doinformować służby ratownicze. Po wstępnym rozpoznaniu okazało się, że 4 osoby mogły opuścić autokar o własnych siłach, więc poprosiłem je o to. Stanęły w jednym miejscu, a moja znajoma udzielała im niezbędnej pomocy, wsparcia psychicznego oraz pilnowała, żeby się nie oddaliły z miejsca zdarzenia – podaje kolejne szczegóły nasz rozmówca.

–Ja natomiast skupiłem się na osobach, które pozostały wewnątrz, przeprowadziłem badanie urazowe i stwierdziłem, że dwóch kobiet, które były w środku, nie uda mi się samemu wydostać, ponieważ są uwięzione pomiędzy uszkodzonymi fotelami  i bez specjalistycznego sprzętu hydraulicznego nie można  ich wydobyć. Ponadto uskarżały się na silny ból kręgosłupa. Poprosiłem więc swojego kolegę, aby je pilnował i kontrolował ich funkcje życiowe – relacjonuje A. Cichocki.

Przypomina sobie, że zanim odszedł, przekazał obu kobietom słowa pokrzepienia, zapewnienie, że służby już jadą, że zaraz wydostaną je specjalistycznym sprzętem.

– Jeden z kierowców miał ranę ciętą głowy i obficie krwawił, po zaopatrzeniu udało się ten krwotok zatamować. Potem zająłem się drugim kierowcą. W tym momencie jeszcze żył, miał zachowane funkcje życiowe – wspomina swoje kolejne kroki.

Wtedy ciężar ratowania poszkodowanych przejęli koledzy pana Arkadiusza. –  W momencie, gdy na miejsce zdarzenia przyjechali strażacy, kierowca stracił przytomność. Koledzy strażacy przystąpili do resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Mimo usilnych starań i trudu ratowniczego nie udało się uratować życia poszkodowanego. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon rannego kierowcy – opowiada.

Międzyczasie do akcji wprowadzono specjalistyczny sprzęt hydrauliczny, wydobyto zakleszczone w pojeździe osoby, rannych zaopatrzono i przewieziono do szpitali.

Reklama

Na pytanie o poziom adrenaliny pan Arkadiusz odpowiada bardzo skromnie. – Spełniłem swój obowiązek obywatelski i służbowy, zrobiłem to, co umiem najlepiej – powiedział.

– Krótko jestem w służbie, ale cały czas się kształcę, zbieram doświadczenie. Satysfakcja, że mogłem pomóc, oczywiście jest – dodaje po chwili. – Od najmłodszych lat to było dla mnie bardzo ważne i dlatego też wybrałem taką drogę, żeby zostać zawodowym strażakiem, czuję taką wewnętrzną potrzebę niesienia pomocy drugiej osobie – puentuje swoje opowiadanie pan Arkadiusz. 

 

Reklama

Znów stanęli na wysokości zadania

W akcji wzięło udział 21 zastępów państwowej i ochotniczej straży pożarnej, w tym specjalistyczne jednostki ratownictwa technicznego, wśród nich dźwig, który wyciągnął wrak autokaru. W sumie zaangażowanych było 80 strażaków.

Także ze względu na stosunkowo niewielką liczbę pasażerów jadących autokarem akcję udało się przeprowadzić w bardzo szybkim tempie. – Po niespełna godzinie ostatni z pasażerów został uwolniony – mówił o nocnych działaniach st. bryg. Daniel Dryniak, zastępca podkarpackiego komendanta wojewódzkiego PSP.

Poszkodowanych od strażaków przejęły służby ratownictwa medycznego – w sumie na miejscu zdarzenia pracowało 10 zastępów Państwowego Ratownictwa Medycznego.

W akcji wzięli udział oczywiście także policjanci, którzy po zakończonych czynnościach ratowniczych, pod nadzorem prokuratury do wczesnych godzin porannych zbierali dokumentację, mającą pomóc w ustaleniu przyczyny wypadku. Sprawnie zareagowały też służby utrzymania autostrady, na miejscu pojawił się ponadto mobilny patrol KAS.

 

Reklama

Stan 5 pasażerów jest poważny

Poszkodowani z urazami głowy, kręgosłupa, klatki piersiowej, kończyn, jamy brzusznej trafili do szpitali w: Przemyślu, Lubaczowie i Przeworsku – w sumie hospitalizacji wymagało 5 osób. Czterech podróżnych, którzy nie odnieśli obrażeń, zostało przetransportowanych do bursy szkolnej w Jarosławiu.

– Stan hospitalizowanych osób określany jest jako poważny – podawała w poniedziałek, 22 bm., wojewoda podkarpacki Ewa Leniart. – Jedna z tych osób ma uszkodzony kręgosłup, więc jej sytuacja zdrowotna jest najpoważniejsza – uzupełniała.

– Pragnę złożyć szczere wyrazy współczucia rodzinie osoby, która poniosła śmierć w wyniku wypadku autokaru – mówiła  pani wojewoda. – Jest to dla nas bardzo tragiczne doświadczenie, które przeżywamy z obywatelami Ukrainy – dodawała, dziękując przy tym wszystkim służbom biorącym udział w akcji ratowniczej.


pac
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    asdf - niezalogowany 2021-03-24 20:52:07

    Tak to jest jak wygrywa przetarg najtańszy to bariery enegochłonne muszą być wykonane ze stali od sreberek z czekolady ze zrównoważonego rozwoju.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    r n - niezalogowany 2021-03-24 20:57:29

    To deja vu będzie trwało do końca świata i o jeden dzień dłużej jak się nie opamiętacie tumany j,,,e !!!BĄDŹMY OSTROŻNI - ZYCIE.PLYOUTUBE.COM - POZNAJ SWOJE MIĘSOYOUTUBE.COM - THE UKRAINIANS - M'YASO-UBIVSTVO (MEAT IS MURDER - THE SMITHS COVER)THE SMITHS - MEAT IS MURDER - TEKSTOWO.PL

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Lord123 - niezalogowany 2021-03-24 21:57:49

    Panie ARKADIUSZU  szacun

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama