Reklama

Tu Giewontu nie ma i nie będzie, czyli w Birczy bida skwirczy

28/12/2015 14:18

Sześćdziesiąt procent powierzchni gminy Bircza to tereny zalesione. W konsekwencji struktura zatrudnienia w mikroregionie jest dość jednolita. Mówiąc najprościej – ludzie żyją tu z lasu. Na rolnictwo nie stawiają, ze względu na ukształtowanie terenu. Działalność usługowa w Birczy i okolicach istnieje, jednak ma charakter wybiórczy i nie daje gwarancji utrzymania miejsca pracy. Z turystyką jest nie lepiej.

Największą w powiecie przemyskim gminę zamieszkuje obecnie ok. 6800 osób. Głównym źródłem utrzymania jej mieszkańców są dochody z pracy w leśnictwie i pozyskiwaniu drewna oraz przemyśle przetwórczym opartym o surowiec drzewny. Tak było od dawien dawna. Birczanie po dziś dzień wspominają pamiętny film nakręcony w PRL-owskich realiach o wiele mówiącym tytule Czy w Birczy bida skwirczy? W reportażu wypowiadają się m.in. Tadeusz Łokaj, ówczesny nadleśniczy oraz zatrudnieni w nadleśnictwie Maria i Adam Czyżykowie – młode małżeństwo z dzieckiem. Już nie na dorobku, bowiem w ich zaciszu domowym bida nie skwirczy, dóbr doczesnych, a przy tym nowoczesnych nie brakuje, co podkreśla zaproszony do wnętrz służbowego mieszkania redaktor.

Po latach…

W ostatniej dekadzie minionego wieku sprywatyzowano większość usług leśnych, powstały wówczas firmy prywatne, tworzone głównie przez pracowników zwalnianych z Lasów Państwowych. Podobnie zadziało się w Birczy. Wcześniej, w latach 80.[paywall] birczańskie nadleśnictwo zatrudniało 750 – 800 osób. Dzisiaj w gminie funkcjonuje kilka zakładów usług leśnych. – Wykonywane są dokładnie te same czynności, co kiedyś, czyli pozyskiwanie drewna, zrywka, prace z zakresu zagospodarowania lasu – sadzenie, pielęgnacja upraw, młodników, inne prace związane ze szkółkami leśnymi. W sposób pośredni las utrzymuje wielu rzemieślników, którzy przerabiają drewno, zyskują także osoby świadczące usługi transportowe. Praktycznie każdy z mieszkańców Birczy i okolic w mniejszym lub większym stopniu korzysta w jakiś sposób z dobrodziejstw lasu – podkreśla nadleśniczy Zbigniew Kopczak.

Reklama

Co mówią liczby?

– Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że poza administracją leśną (tu zatrudnionych jest 90 osób – przyp. AB) z lasu żyje około 1000 osób. W pozyskaniu i zrywce drewna uczestniczy ok. 80 podmiotów gospodarczych. W konsorcjum Usługi Leśne zrzeszonych jest 9 większych zakładów. 50 – 60 firm, w zależności od roku, zajmuje się zrywką, gospodarką łąkowo-rolną, oni również zatrudniają ludzi. Ok. 200 – 300 osób wykonuje prace z zakresu zagospodarowania lasu typu sadzenie, pielęgnowanie – wylicza Andrzej Cebeńko, szef konsorcjum. – Poza tym – kontynuuje – pamiętać trzeba o zakładach, które drewno przerabiają. W okolicy Birczy jest gro tartaków. Ponadto ktoś to drewno transportuje, o czym nadmieniał nadleśniczy.

Naczynia połączone

Pieniądze, które birczanie zarabiają przy pracach stałych czy sezonowych zostają w obiegu, napędzają gospodarkę. Wydawane są na odzież, obuwie, fryzjera. – Z tego tytułu samorządy mają udziały w podatku dochodowym, stanowią one dochód gminy, dzięki temu gmina może realizować zadania własne. To są naczynia połączone – zauważa wójt Grzegorz Gągola.

Reklama

Nie mówimy tu małych pieniądzach. Pracując w lesie, można całkiem nieźle zarobić. Należy jednak uściślić, iż inne wynagrodzenie uzyska zatrudniony za zrywkę, inne za pracę fizyczną bezpośrednio przy pozyskaniu drewna, inne za wykonywanie prac hodowlanych. – Stawki związane z płacami za zrywkę to liczby niewymierne. Sporo kosztuje utrzymanie ciągnika, zakup paliwa. Od 5 do 15 tys. przychodu może uzyskać miesięcznie zrywkarz, co daje na rękę średnio ok. 4 – 5 tysięcy – informuje Andrzej Cebeńko. – Jest to praca bardzo niebezpieczna – podkreśla. Z kolei przy pozyskiwaniu drewna udaje się zarobić od najniższej krajowej do 2 – 3 tysięcy. I wreszcie prace hodowlane – to zajęcie opłacalne, jednak sezonowe.

Brak Giewontu

Aktualnie mieszkańcy, władze gminy oraz leśnicy czują się nękani przez ekologów. – To my jesteśmy mniej ważni od pysznika jodłowego, innego robaka, motyla? – pytają wedle relacji Grzegorza Gągoli, Andrzeja Cebeńki i Zbigniewa Kopczaka z żalem birczanie, nawiązując do planów utworzenia Turnickiego Parku Narodowego. Wójt dodaje: – Dla mnie jako młodego człowieka liczy się rozwój. Tymczasem inwestorzy uciekają, gdy słyszą choćby o Obszarze Natura 2000. W przypadku utworzenia parku nastąpi wzrost bezrobocia, wyludnienie. Z turystyki wiele rodzin się nie utrzyma. My w Birczy nie posiadamy Giewontu ani Zalewu Solińskiego.

Podsumowując…

Gdyby nie las i jego dobrodziejstwa birczńska „bida” miałaby z pewnością bardzo nędzne oblicze, zaś stare powiedzenie nabrało nowego wymiaru. – Stałoby się aktualne do kwadratu – stwierdza Andrzej Cebeńko. 
AB
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    b - niezalogowany 2015-12-29 18:04:54

    no cóż

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    bircza.eu - niezalogowany 2021-04-15 22:26:23

    http://bircza.eu/reportaze-o-birczy/145-reportaz-czy-w-birczy-bida-skwirczy.html

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama