Sześćdziesiąt procent powierzchni gminy Bircza to tereny zalesione. W konsekwencji struktura zatrudnienia w mikroregionie jest dość jednolita. Mówiąc najprościej – ludzie żyją tu z lasu. Na rolnictwo nie stawiają, ze względu na ukształtowanie terenu. Działalność usługowa w Birczy i okolicach istnieje, jednak ma charakter wybiórczy i nie daje gwarancji utrzymania miejsca pracy. Z turystyką jest nie lepiej.
Największą w powiecie przemyskim gminę zamieszkuje obecnie ok. 6800 osób. Głównym źródłem utrzymania jej mieszkańców są dochody z pracy w leśnictwie i pozyskiwaniu drewna oraz przemyśle przetwórczym opartym o surowiec drzewny. Tak było od dawien dawna. Birczanie po dziś dzień wspominają pamiętny film nakręcony w PRL-owskich realiach o wiele mówiącym tytule Czy w Birczy bida skwirczy? W reportażu wypowiadają się m.in. Tadeusz Łokaj, ówczesny nadleśniczy oraz zatrudnieni w nadleśnictwie Maria i Adam Czyżykowie – młode małżeństwo z dzieckiem. Już nie na dorobku, bowiem w ich zaciszu domowym bida nie skwirczy, dóbr doczesnych, a przy tym nowoczesnych nie brakuje, co podkreśla zaproszony do wnętrz służbowego mieszkania redaktor.
W ostatniej dekadzie minionego wieku sprywatyzowano większość usług leśnych, powstały wówczas firmy prywatne, tworzone głównie przez pracowników zwalnianych z Lasów Państwowych. Podobnie zadziało się w Birczy. Wcześniej, w latach 80.[paywall] birczańskie nadleśnictwo zatrudniało 750 – 800 osób. Dzisiaj w gminie funkcjonuje kilka zakładów usług leśnych. – Wykonywane są dokładnie te same czynności, co kiedyś, czyli pozyskiwanie drewna, zrywka, prace z zakresu zagospodarowania lasu – sadzenie, pielęgnacja upraw, młodników, inne prace związane ze szkółkami leśnymi. W sposób pośredni las utrzymuje wielu rzemieślników, którzy przerabiają drewno, zyskują także osoby świadczące usługi transportowe. Praktycznie każdy z mieszkańców Birczy i okolic w mniejszym lub większym stopniu korzysta w jakiś sposób z dobrodziejstw lasu – podkreśla nadleśniczy Zbigniew Kopczak.
– Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że poza administracją leśną (tu zatrudnionych jest 90 osób – przyp. AB) z lasu żyje około 1000 osób. W pozyskaniu i zrywce drewna uczestniczy ok. 80 podmiotów gospodarczych. W konsorcjum Usługi Leśne zrzeszonych jest 9 większych zakładów. 50 – 60 firm, w zależności od roku, zajmuje się zrywką, gospodarką łąkowo-rolną, oni również zatrudniają ludzi. Ok. 200 – 300 osób wykonuje prace z zakresu zagospodarowania lasu typu sadzenie, pielęgnowanie – wylicza Andrzej Cebeńko, szef konsorcjum. – Poza tym – kontynuuje – pamiętać trzeba o zakładach, które drewno przerabiają. W okolicy Birczy jest gro tartaków. Ponadto ktoś to drewno transportuje, o czym nadmieniał nadleśniczy.
Pieniądze, które birczanie zarabiają przy pracach stałych czy sezonowych zostają w obiegu, napędzają gospodarkę. Wydawane są na odzież, obuwie, fryzjera. – Z tego tytułu samorządy mają udziały w podatku dochodowym, stanowią one dochód gminy, dzięki temu gmina może realizować zadania własne. To są naczynia połączone – zauważa wójt Grzegorz Gągola.
Nie mówimy tu małych pieniądzach. Pracując w lesie, można całkiem nieźle zarobić. Należy jednak uściślić, iż inne wynagrodzenie uzyska zatrudniony za zrywkę, inne za pracę fizyczną bezpośrednio przy pozyskaniu drewna, inne za wykonywanie prac hodowlanych. – Stawki związane z płacami za zrywkę to liczby niewymierne. Sporo kosztuje utrzymanie ciągnika, zakup paliwa. Od 5 do 15 tys. przychodu może uzyskać miesięcznie zrywkarz, co daje na rękę średnio ok. 4 – 5 tysięcy – informuje Andrzej Cebeńko. – Jest to praca bardzo niebezpieczna – podkreśla. Z kolei przy pozyskiwaniu drewna udaje się zarobić od najniższej krajowej do 2 – 3 tysięcy. I wreszcie prace hodowlane – to zajęcie opłacalne, jednak sezonowe.
Aktualnie mieszkańcy, władze gminy oraz leśnicy czują się nękani przez ekologów. – To my jesteśmy mniej ważni od pysznika jodłowego, innego robaka, motyla? – pytają wedle relacji Grzegorza Gągoli, Andrzeja Cebeńki i Zbigniewa Kopczaka z żalem birczanie, nawiązując do planów utworzenia Turnickiego Parku Narodowego. Wójt dodaje: – Dla mnie jako młodego człowieka liczy się rozwój. Tymczasem inwestorzy uciekają, gdy słyszą choćby o Obszarze Natura 2000. W przypadku utworzenia parku nastąpi wzrost bezrobocia, wyludnienie. Z turystyki wiele rodzin się nie utrzyma. My w Birczy nie posiadamy Giewontu ani Zalewu Solińskiego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.http://bircza.eu/reportaze-o-birczy/145-reportaz-czy-w-birczy-bida-skwirczy.html
no cóż
http://bircza.eu/reportaze-o-birczy/145-reportaz-czy-w-birczy-bida-skwirczy.html