– Ze snu wyrwały mnie krzyki. Było pełno dymu. Ogień. Nie pamiętam, kto otworzył drzwi, kto krzyczał: „uciekajcie!”. Synek jeszcze spał. Wyciągnęłam go z łóżka, owinęłam w koc, pamiętałam tylko, żeby się pochylić i unikać dymu. Okno już było otwarte. Wyskoczyliśmy – wspomina Justyna Wysocka-Kłak.
– Wracający z pracy tato zauważył pożar. Spalilibyśmy się, gdyby nie on. Obudził nas. Korytarz był pełen płomieni. Dym wszędzie. Paliło się już w pokoju. Chyba on otworzył okna i kazał przez nie uciekać. Wyskoczyliśmy w samych piżamach. Niczego nie dało się uratować. Mąż był w tym czasie w pracy, więc dokumenty miał przy sobie. Mama jeszcze się wróciła. Zabrała plany i pozwolenia na budowę. Tylko tyle wynieśliśmy z pożaru – opowiada pani Justyna. Dzień po dramacie jej matka i ojciec jeszcze nie mogą rozmawiać. 15-letni brat jest w szpitalu. – Fizycznie nie ucierpiał. Załamał się po tej tragedii – mówi kobieta. Sama ciągle przeżywa dramat. Trudno jej zebrać myśli. Łzy pojawiają się na samo wspomnienie.
Pożar gasili strażacy zawodowi oraz ochotnicy. Prawie 50 ratowników zmagało się z ogniem. Niestety drewniany budynek spłonął doszczętnie. Został tylko mur powstającego w sąsiedztwie nowego domu. Pomoc przyszła tuż po ugaszeniu. – Rodzina, przyjaciele, koledzy się skrzyknęli i stanęli do roboty. Nie wszystkich znam. Gmina podstawiła kontener. Dostaliśmy od wójta pieniądze na podstawowe wydatki. Utrzymujemy ciągły kontakt z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Jestem mile zaskoczona tym, jak ludzie ruszyli z pomocą. Dzień po pożarze wszystko już uprzątnięte. Wzięli się za murowanie domu – mówi ze łzami w oczach pani Justyna. – Sąsiad zaapelował na portalu społecznościowym, o pomocy zapewnia proboszcz, pomaga wójt, gmina i szkoła, ale my straciliśmy wszystko. Nie mamy nic. Kiedy znowu zaczniemy normalnie żyć? – płacze kobieta.
Informacja o tragedii i konieczności pomocy pojawiła się we wszystkich okolicznych miejscowościach. Na stronie gminy Wiązownica jest apel z numerem konta. – Nie zostawimy ich samych. Mogą liczyć na pomoc zarówno rzeczową, jak i wsparcie przy załatwianiu spraw urzędniczych – zapewnia M. Ryznar. – Mogę tylko gorąco podziękować wszystkim, którzy nie zostawili nas samych w nieszczęściu. Przyszli ludzie, których nawet nie znam i dali nadzieję, że uda nam się podnieść – mówi kobieta. Dramat, przez który przeszli, ciągle jej towarzyszy. Łzy płyną, gdy mówi o pożarze i gdy dziękuje za pomoc. – Tak dbaliśmy o to, by nie dopuścić do nieszczęścia. Piece wygaszało się na noc. Pilnowaliśmy butli z gazem. Wydawało się, że można spać spokojnie. Zagrożenie przyszło z innej strony. Wystarczyło zwarcie w instalacji w korytarzu domu i drewniana konstrukcja spłonęła jak pudełko z zapałkami – dodaje.
Dla wszystkich, którzy zechcieliby wesprzeć rodzinę z Szówska, podajemy numer konta założonego przez gminę.
Bank Spółdzielczy w Wiązownicy
Konto 619096 101430 021402 3273 0001
W sprawie pomocy rzeczowej można się kontaktować z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Wiązownicy pod nr. tel. 16 622 36 31 w. 21, 38, 41, 42 lub 726 044 670.
Można również się skontaktować bezpośrednio z Justyną Wysocką-Kłak, tel. 784 793 820.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze