Reklama

Uratował rodzinę z pożaru. Z domu zostały zgliszcza

20/01/2015 11:34

– Ze snu wyrwały mnie krzyki. Było pełno dymu. Ogień. Nie pamiętam, kto otworzył drzwi, kto krzyczał: „uciekajcie!”. Synek jeszcze spał. Wyciągnęłam go z łóżka, owinęłam w koc, pamiętałam tylko, żeby się pochylić i unikać dymu. Okno już było otwarte. Wyskoczyliśmy – wspomina Justyna Wysocka-Kłak.

– Wracający z pracy tato zauważył pożar. Spalilibyśmy się, gdyby nie on. Obudził nas. Korytarz był pełen płomieni. Dym wszędzie. Paliło się już w pokoju. Chyba on otworzył okna i kazał przez nie uciekać. Wyskoczyliśmy w samych piżamach. Niczego nie dało się uratować. Mąż był w tym czasie w pracy, więc dokumenty miał przy sobie. Mama jeszcze się wróciła. Zabrała plany i pozwolenia na budowę. Tylko tyle wynieśliśmy z pożaru – opowiada pani Justyna. Dzień po dramacie jej matka i ojciec jeszcze nie mogą rozmawiać. 15-letni brat jest w szpitalu. – Fizycznie nie ucierpiał. Załamał się po tej tragedii – mówi kobieta. Sama ciągle przeżywa dramat. Trudno jej zebrać myśli. Łzy pojawiają się na samo wspomnienie.

Pomoc przyszła natychmiast

Pożar gasili strażacy zawodowi oraz ochotnicy. Prawie 50 ratowników zmagało się z ogniem. Niestety drewniany budynek spłonął doszczętnie. Został tylko mur powstającego w sąsiedztwie nowego domu. Pomoc przyszła tuż po ugaszeniu. – Rodzina, przyjaciele, koledzy się skrzyknęli i stanęli do roboty. Nie wszystkich znam. Gmina podstawiła kontener. Dostaliśmy od wójta pieniądze na podstawowe wydatki. Utrzymujemy ciągły kontakt z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Jestem mile zaskoczona tym, jak ludzie ruszyli z pomocą. Dzień po pożarze wszystko już uprzątnięte. Wzięli się za murowanie domu – mówi ze łzami w oczach pani Justyna. – Sąsiad zaapelował na portalu społecznościowym, o pomocy zapewnia proboszcz, pomaga wójt, gmina i szkoła, ale my straciliśmy wszystko. Nie mamy nic. Kiedy znowu zaczniemy normalnie żyć? – płacze kobieta. 

Reklama

Informacja o tragedii i konieczności pomocy pojawiła się we wszystkich okolicznych miejscowościach. Na stronie gminy Wiązownica jest apel z numerem konta. – Nie zostawimy ich samych. Mogą liczyć na pomoc zarówno rzeczową, jak i wsparcie przy załatwianiu spraw urzędniczych – zapewnia M. Ryznar. – Mogę tylko gorąco podziękować wszystkim, którzy nie zostawili nas samych w nieszczęściu. Przyszli ludzie, których nawet nie znam i dali nadzieję, że uda nam się podnieść – mówi kobieta. Dramat, przez który przeszli, ciągle jej towarzyszy. Łzy płyną, gdy mówi o pożarze i gdy dziękuje za pomoc. – Tak dbaliśmy o to, by nie dopuścić do nieszczęścia. Piece wygaszało się na noc. Pilnowaliśmy butli z gazem. Wydawało się, że można spać spokojnie. Zagrożenie przyszło z innej strony. Wystarczyło zwarcie w instalacji w korytarzu domu i drewniana konstrukcja spłonęła jak pudełko z zapałkami – dodaje. 

Możesz im pomóc

Dla wszystkich, którzy zechcieliby wesprzeć rodzinę z Szówska, podajemy numer konta założonego przez gminę.

Reklama

Bank Spółdzielczy w Wiązownicy

Konto 619096 101430 021402 3273 0001

W sprawie pomocy rzeczowej można się kontaktować z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Wiązownicy pod nr. tel. 16 622 36 31 w. 21, 38, 41, 42 lub 726 044 670.

Można również się skontaktować bezpośrednio z Justyną Wysocką-Kłak, tel. 784 793 820.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama