Janina Lechocińska urodziła 11 dzieci. Sama wychowywała się w równie licznej rodzinie – miała 6 sióstr i 4 braci.

Pani Janina 12 marca skończy 86 lat. Jest rodowitą mieszkanką Olszynki. Gdy miała zaledwie 6 lat wybuchła wojna i ona musiała przejąć na siebie wychowanie rodzeństwa. – Mama ciągle chorowała, ja byłam najstarsza – mówi. – Skończyłam cztery[paywall] klasy. Wtedy chcieli mnie wziąć do junaków, ale tato prosił wojskowego, żeby mnie wypuścił, bo jestem opiekunką dzieci. Miał na to zaświadczenie od sołtysa. Żołnierz się zgodził i w nocy wracaliśmy z Radymna na nogach – opowiada.
– Nie było w czym robić prania. Gotowałam popiół w wodzie, bo tak mi tu baby powiedziały, żeby ciuchy zalać tą wodą – wspomina. – A na chleb zbierałam po polach kłoski. Suszyłam na piecu w workach, mełłam na młynku i potrafiłam 12 chlebów wsadzić do pieca. Tylko sąsiadka mi przyszła napalić słomą. I tak wszystkich wyżywiłam – przytacza dziecięce wojenne lata.
Za mąż wyszła w 1953 r. Jej mężem został o 3 lata starszy Stanisław. W 1954 r. przyszedł na świat pierwszy syn. Przez następnych 17 lat urodziło się 11 dzieci, w tym jedna para bliźniąt. Najmłodsze zmarło, mając 9 miesięcy. Życia lekkiego nie miała, choć mąż był dobrym człowiekiem. Przez wiele lat chorował. Dolegliwości płucnych nabawił się, pracując przy asfaltowaniu dróg.
Pani Janina całe życie spędziła na pracy na roli. Pracowała w swoim gospodarstwie i jeździła na zarobek. – Wstawałam o czwartej, doiłam krowy, karmiłam, robiłam zupę albo coś na obiad, wyprawiałam dzieci do szkoły i szłam na wieś, czy szukają kogoś do pracy – mówi.
Czy było ciężko wychować taką gromadkę? – Nie było tak bardzo, bo dorastali i pomagali w pracy. Starsze dzieci zajmowały się młodszymi. Jak wracały ze szkoły, chodziły w pole pomagać. Wszyscy od małego – opowiada.
– Nauczyciele mówili: tyle dzieci u pani, a wszystkie czyste do szkoły przychodzą. Jak to pani robi? – opowiada. Nie jest to takie oczywiste jak dzisiaj, bo nie było tyle ubrań co teraz. – Każdy miał jedne ciuchy. Jak przychodził ze szkoły, trzeba było prać i rano znowu zakładać. Na szczęście umiałam szyć, to sama szyłam spodnie, sukienki – mówi.
– Co przeszłam to przeszłam, ale nie narzekam. Ludzie gorzej mają. Czasem się zastanawiam, jak mi się udało ten dom wybudować – mówi.
Dom – po dzieciach – jest chyba największą dumą pani Janiny. Zakończenia budowy nie doczekał jednak mąż. Zmarł rok wcześniej.
Jak na swoje lata, pani Janina trzyma się bardzo dobrze. Jeszcze 2 lata temu pomagała przy gospodarstwie. Dziś już nie daje rady, ale ciągle dogląda grządek albo wychodzi w pole, żeby popatrzeć na uprawy. Po całym życiu spędzonym na roli, nie potrafi inaczej.
Cieszy się względnie dobrym zdrowiem, choć dwa razy było naprawdę krucho. – Rok temu, gdy ordynator wypisywał mnie do domu ze szpitala, powiedział: pani już była na tamtym świecie, ale Matka Boska panią zasłoniła, żeby pani jeszcze żyła – wspomina.
Pani Janina ma 22 wnuków i 18 prawnuków. Najstarsza wnuczka ma 41 lat, najmłodsza – 7 lat. Natomiast prawnuki mają od 10 miesięcy do 16 lat. Wśród jej potomków, nikt już nie ma aż tak licznej rodziny i nie dorobił się więcej niż piątki dzieci. Natomiast brat pani Janiny miał aż 14 potomstwa.
Mimo tego rodzina jest tak liczna, że nie sposób zaprosić wszystkich, żeby się spotkać. – Raz na wigilię było 48 osób – mówi J. Lechocińska.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Healths Care ConceptTech LifeTech WorldTech NewsZo MediaBn NotaryThe Build Medias
Healths Care ConceptTech LifeTech WorldTech NewsZo MediaBn NotaryThe Build Medias