We wrześniu pisaliśmy, że nowo powstała spółka Fabryka Wagonów Gniewczyna ma szansę ruszyć z produkcją, dzięki czemu mogłyby zostać utworzone nowe miejsca pracy. Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana, bo na terenie zakładu w dalszym ciągu pozostaje syndyk, do którego należą maszyny. Obecnie został ogłoszony przetarg, który ma zostać rozstrzygnięty 20 listopada.
Dwa miesiące temu w rozmowie z nami prezes Fabryki Wagonów Gniewczyna sp. z o.o. Stanisław Paściak podkreślał, że jeśli syndyk sprzeda serce zakładu, a spółce nie uda się go kupić, trzeba będzie się zastanowić, co dalej. Przed takim dylematem władze spółki mogą stanąć już za kilka dni.Zainteresowanie urządzeniami jest bardzo duże. Pracownicy potwierdzają, że do zakładu przyjeżdża wielu potencjalnych kupców, również z zagranicy. Nie wiadomo jednak, czy któryś z nich stanął do przetargu. Nic na ten temat nie powiedział również syndyk Adam Pilecki, który w rozmowie telefonicznej nie chciał udzielić żadnych informacji.
13 listopada przed Fabryką Wagonów odbyła się pikieta, w której wzięła udział obecna, kilkuosobowa kadra oraz byli pracownicy zakładu wraz z sołtysem wsi Romanem Kozyrą.
Dyrektor zarządzający w nowej spółce Wojciech Polczak podkreślił, że od kilku dni majątek firmy nagminnie wywożony był na złom. Aby temu zapobiec, zablokowano łańcuchem bramę wjazdową. Pikietujący chcieli wyrazić również swój sprzeciw w kwestii sprzedaży maszyn podmiotom z zewnątrz, handlowcom, którzy chcą kompleksowo wykupić sprzęt, a później pojedynczo wysprzedać. Pracownicy zdają sobie sprawę, że jeśli przetarg wygra ktoś inny i urządzenia zostaną wywiezione, po halach będą biegały jedynie szczury. Była załoga swoją obecnością podczas pikiety chciała pokazać, że ciągle zależy jej na pracy w fabryce, część z nich spędziła w niej większość swojego życia.
– Jeśli przetarg wygrają inne podmioty, będzie pozamiatane, bo zostaną tylko mury, puste budynki, za które i tak trzeba płacić podatki. Najgorzej, że straciliśmy certyfikaty. Wszelkie dopuszczenia, które mieliśmy, przepadły. Można było to podtrzymywać, odnawiać papiery i pracować dalej, a nie niszczyć i doprowadzać do stanu upadłości całkowitej, bo zamówienia były. Teraz również są, mamy możliwość i przyjeżdżają ludzie, którzy dobrze znają zakład w Gniewczynie, bo byliśmy bardzo dobrym producentem i wykonywaliśmy kawał dobrej roboty. Śledząc historię zakładu, można powiedzieć, że byliśmy potęgą, a nasze wagony cieszyły się popularnością – wyjaśnia jeden z uczestników pikiety.
Mimo że zlecenia są, pracownicy na maszynach na razie pracować nie mogą. Dlatego zapowiadane jeszcze we wrześniu uruchomienie produkcji nie było możliwe.
– Przy przetargu powinien być brany pod uwagę tak zwany czynnik społeczny, którym powinien się kierować syndyk, wybierając ofertę oraz sąd, akceptując ją. Zresztą jest to zapisane w ustawie. Oczywiście należy przede wszystkim mieć na uwadze dobro wierzycieli. W tym przypadku, sprzedając majątek, syndyk nie zaspokoi żadnego z nich, bo uzyskaną kwotę będzie musiał przekazać wierzycielowi, który ma zastaw, a sobie może tylko potrącić kwotę na poniesione koszty. Paradoks – wierzyciele mogą „odrobić” utracone należności, jeżeli nowa fabryka rozpocznie produkcję i nadal będzie kupowała materiały, bo aby zarabiać, należy sprzedawać i trzeba mieć odbiorcę. Jest to jeden z aspektów. Kolejny to utrzymanie miejsc pracy. Prawo upadłościowe dopuszcza umorzenie postępowania, jeżeli nie ma środków na jego dalsze prowadzenie. Dziwię się, że syndyk nie rozważa w tym przypadku tego rozwiązania – mówi Stanisław Paściak. – Analizując obecną sytuację finansową likwidowanej spółki, nie widzę aktywów, aby syndyk mógł nadal działać – dodaje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.do "hasler 80.48.66.3" - a może lepiej by było, gdyby niejaki POKrzysio "koń" z pod dawnego Pewexu coś pomógł ???
Spokojnie jest Dupapomoc :)
do "hasler 80.48.66.3" - a może lepiej by było, gdyby niejaki POKrzysio "koń" z pod dawnego Pewexu coś pomógł ???